Uchodźcy

Nie możemy pomóc w transporcie zwłok. Nie będziemy pomagać ludziom w ich dziwnych obrzędach.

Kris Janowski, rzecznik Wysokiego Komisarz ds. Uchodźców ONZ, o Serbach Bośniackich opuszczających Sarajewo i niosących trumny ze zwłokami swoich najbliższych zimą 1996 r.

Reporterzy zachodni, pracownicy organizacji pomocy humanitarnej i obserwatorzy OBWE musieli natychmiast opuścić Kosowo parę dni przez rozpoczęciem nalotów przez NATO 24. marca 1999 roku. W Serbii reporterom pozwolono pozostać dłużej, ale ich reportaże były cenzurowane przez NATO zanim pokazały się w prasie i telewizji zachodniej. Po jakimś czasie i im nakazano wyjechać. Nieliczni, którzy pozostali, zdołali przekazać bardziej prawdziwe raporty z miejsca tragedii od tych, które pokazywały zachodnie stacje telewizyjne i „relacje” uchodźców albańskich z Kosowa. Te ostatnie były przekazywane reporterom zachodnim przez podstawionych przez WAK „tłumaczy” i kłamców współpracujących ze służbami informacyjnymi WAK. Wg relacji uchodźców albańskich z Kosowa panowała tam wręcz apokapliptyczna sytuacja, a sprawcami były umundurowane wojsko i policja Jugosławii.

Mało pisało się (i w dalszym ciągu pisze się niewiele) o losie uchodźców nie-Albańskich z Kosowa. W wyniku nalotów NATO i późniejszej misji pokojowej NATO pod nazwą KFOR, 350 tys. Serbów, Goranów, Romów i innych narodowości (włącznie z Albańczykami kosowskimi przeciwnymi separatyzmowi i tworzeniu Wielkiej Albanii na szczątkach Jugosławii) wywędrowało z Kosowa, w większości do Serbii i Czarnogóry. To jeszcze większa czystka narodowościowa niż ok. 250 tys. Serbów wypędzonych z prowincji Krajina w Chorwacji w 1993 r. w wyniku bestialskiej Operacji Burza zorganizowanej przez NATO a wykonanej pod dowództwem generała Agima Czeku, który później został dowódcą Wyzwoleńczej Armii Kosowa.

Scott Taylor, kanadyjski żołnierz-reporter, był w południowej Serbii na przełomie 2000 i 2001 r. widział formacje WAK ufortyfikowane i z ciężką bronią wewnątrz tzw. zdemilitaryzowanej strefy wzdłuż granicy administracyjnej Kosowa z resztą Serbii. Tylko NATO mogło pozwolić wejść WAK w tą strefę. Strefa ma 5 km szerokości i wszystkie wioski były opustoszałe. Ich albańscy mieszkańcy byli zgromadzeni przez WAK jako ludzka tarcza na zewnątrz strefy od strony serbskiej. Mieli chronić terrorystów przed ewentualnym atakiem zmasowanych w pobliżu sił serbskich, które nie mogły doczekać się ataku odwetowego za Kosowo

W środku rozdziału zamieściłem relacje komandosa amerykańskiego na temat traktowania Albańczyków przez siły serbskie..

Przecieki

Podczas gdy świat z przerażeniem oglądał na ekranach telewizorów setki tysięcy ludzi uciekających rzekomo przed okrutnymi siłami Miloszewicia po rozpoczęciu natowskich nalotów na Kosowo, tajny urzędnik w rządzie niemieckim stwierdził anonimowo – Cały sztab propagandowy NATO i [rząd niemiecki] bezczelnie okłamują opinię publiczną niemal każdym faktem przedstawianym nt. wojny bałkańskiej, a ochocza gromada dziennikarzy przekazuje te kłamstwa bez weryfikacji […] Federalny rząd [Niemiec] zna prawdziwe przyczyny ucieczki ludności i cynicznie gra na wykalkulowanej tragedii uchodźców w rejonach przygranicznych Kosowa w celu utrzymania obrazu wysiedleń i czystek narodowościowych […] Wg wewnętrznego rozpoznania ministerstwa obrony [Niemiec] przyczyny uchodźctwa są mniej więcej równo rozdzielone między:

Gdzie się podziali mężczyźni?

Agencja BBC News doniosła 8.4.1999, że korespondent Reutersa, który spędził 2 dni z oddziałami WAK został poinformowany, iż co dzień dołącza się do WAK do tysiąca uchodźców, by walczyć przeciw siłom serbskim. Jeden z oficerów przyznał się reporterowi, że WAK używał siły, by zwerbować mężczyzn w wieku wojskowym. Uchodźcy potwierdzili, że WAK zatrzymywał ich przy blokadach dróg i zmuszał do dołączenia się.

Amerykańska sieć telewizyjna CNN, organ propagandowy rządu USA, podawała od czasu rozpoczęcia nalotów NATO, że jedynie kobiety, dzieci i starsi uchodzą z Kosowa. Mężczyźni w wieku 14 do 70 lat byli wg CNN zabierani przez wojsko serbskie i nie wiadomo, co się z nimi stało. Witryna Bad Serb Club (Klub Złych Serbów, www.computec-int.com/bsc) opublikowała zdjęcia wykonane przez CNN, na których oznaczyła czerwonymi kropkami postacie mężczyzn w ww. wieku – Departament stanu [USA] znowu nie mówi prawdy, a CNN ponosi winę za manipulowanie prawdą. Na pewno jest zawsze widać więcej kobiet i dzieci w CNN, ale z wiadomej przyczyny. Kamery są zawsze wycelowane w nie (taktyka propagandowa USA). Każda Albanka kosowska ma co najmniej 6-8 dzieci, więc reprezentują większość. W kulturze albańskiej kobiety i mężczyźni trzymają się osobno i nie podróżują razem. Kamery są zawsze wycelowane w kobiety i dzieci, a unikają obrazów mężczyzn. Niektórzy sprawni mężczyźni zostali w Kosowie i przyłączyli się do terrorystycznej organizacji WAK, tak jak twierdzili cały czas Serbowie. Na pewno niektórzy zostali zaaresztowani, ale trzeba zapytać ‘Dlaczego zostali zatrzymani? Co zrobili, że zasłużyli na zatrzymanie?’

Nie zadawać pytań

Po przybyciu pierwszego transportu uchodźców Albańczyków z Kosowa do Kanady 4.5.1999, witryna Truth in Media otrzymała list od Kanadyjczyka, który oglądał to wydarzenie w telewizjiTo mieli być pokrzywdzeni, którzy rzekomo spędzili całe tygodnie chowając się w górach przed ‘serbskimi zabijakami’ i ‘czyścicielami etnicznymi’. To mieli być uchodźcy, którzy niemal umierali z głodu i piekli się w słońcu. [...] Wyszli z samolotu w lepszych ubraniach niż wielu znanych mi Kanadyjczyków, z wieloma torbami bagażowymi wysokiej jakości. Środki przekazu zapowiedziały, że przyjedzie niewielu mężczyzn. Ja liczyłem i było więcej mężczyzn niż kobiet – młodzi, zdrowi mężczyźni ze złotymi pierścionkami (a podobno Serbowie je ukradli?) i w drogich butach, które na pewno nie wykazywały śladów błota i zużycia. Te ubrania nie mogłyby być im darowane niedawno, bo skąd sponsorzy znaliby rozmiary każdej osoby? Dzieci wyglądały jak laleczki nie do uwierzenia, a niekóre kobiety miały wymyślne fryzury. Powiedziano Kanadyjczykom, żeby nie zadawali zbyt wielu pytań tym biedakom, bo przecież tyle przeszli. Chyba mojej kochanej Kanadzie grozi przeobrażenie się w WAKanadę. Nikt nie pyta i nikomu nie zależy, dlaczego przyjmujemy członków WAK? (Były doniesienia, że niektórzy z nich są wakowcami.) Chyba koniec świata blisko, bo jak to inaczej wytłumaczyć?

Redaktor Truth in Media odpowiedział – Dobre wieści o przyjęciu wakowców do Kanady: nie będą oni popełniać już zbrodni w Kosowie. Złe wieści: Kanada wkrótce się przekona, jak podli są niektórzy z tych terrorystów.

Nieoficjalne obrazki

Przekazy w zachodnich środkach z Bałkanów o uchodźcach z Kosowa nie różniły się wiele od oświadczeń NATO i całej niemal prasy i telewizji. Bardziej wyważony obraz o uchodźcach dały informacje z czasu nalotów opublikowane np. na www.iacenter.org/natowont.htm.

W Ośrodku Czerwonego Krzyża w Tetowie w Macedonii dyżurni mieli trudności z logiką relacji, którą składało 2 przybyłych młodych uchodźców z Kosowa, Kucu i Enes. Wg nich armia serbska zatakowała wieś Kotlinę o 5. rano, płosząc wszystkich młodych Albańczyków. Widzieli spod lasu jak załadowano kobiety i dzieci i odwieziono ciężarówkami. Następnie Serbowie podpalili wioskę. Enes miał inną wersję dla drugiego dyżurnego parę minut później. Serbowie spędzili starszych Albańczyków do lasu, a młodzi uciekli. Była 5. po południu a nie rano. Następnie uciekinierzy szli nocą 30 km ku granicy macedońskiej przez góry Sar Planina, aby zarejestrować się jako uchodźcy którym wojna zniszczyła domy. Relacje brzmiały jak typowa tragedia wskutek serbskiego rozboju, aż dyżurna ochotniczka wymieniła znaczące spojrzenie z tłumaczem. Nie wyglądają na takich co szli 30 km – powiedziała wskazując na bielutkie adidasy na nogach Kucu.

Kłamstwa z ust albańskich uchodźców były nagminne. Niezależny reporter szukający prawdy zapytał kobietę albańską w kolejce ok. 200 uchodźców do rejestracji na posterunku policji w Skopje. Przyciskając 4-miesięczne dziecko do piersi, była zaskoczona pytaniem, czy siły serbskie wyrzuciły ją z Kosowa – Nie było żadnych Serbów. Uciekliśmy przed bombami.

Uchodźcy staki sie tragicznymi ofiarami pomyłek pilotów NATO, którzy „widzieli” z wielkiej wysokości pojazdy wojskowe sił Jugosławii w konwojach, biorąc je za wojskowe. Ekke Wenz analizuje parę przypadków tych „pomyłek” w witrynie www.grdelica-case.org. (W momencie pisania witryna była skasowana, ale aktywiści pracowali nad założeniem kopii).. Niecały kilometr od miejsca, gdzie NATO zbombardowało przez pomyłkę uchodźców albańskich kilka dni wcześniej, samoloty zatakowały obóz dla uchodźców serbskich. 4 Serbów zabitych, w tym 1 dziecko. Serb wysiedlony z Chorwacji w 1995 r., który jak wielu innych otworzył swe drzwi, aby przyjąć albańskich uchodźcow z Kosowa powiedział – Karmiliśmy ich. Opiekowaliśmy się ich dziećmi i dawaliśmy ubrania, a teraz proszę popatrzyć, co NATO nam robi.

Raport organizacji pomocy humanitarnej ONZ UNHCR z 18.8.1999 stwierdził ogólną zapaść gospodarki Jugosławii spowodowaną wieloletnimi sankcjami ekonomicznymi. Ostatnie konflikty poważnie pogorszyły sytuację; wzrosło bezrobocie, spadły dochody państwa i powiększyły się potrzeby opieki społecznej. Przeciętna pensja równoważna 55 dolarom miesięcznie z trudem wystarcza na pokrycie podstawowych wydatków na żywność nielicznych osób, które pracują i w ogóle otrzymują pensję. Szacuje się, że 2 do 3 milionów osób żyje na krawędzi lub poniżej granicy ubóstwa. Produkcja mąki w 1999 r. spadła o ok. 30% w wyniku zmniejszonych zasiewów, złej pogody i braku nakładów na rolnictwo.

Raport UNHCR stwierdził dalej, że 770 tys. uchodźców, wysiedlonych i wymagających opieki społecznej w Serbii i Czarnogórze, nie licząc Kosowa, będzie wkrótce potrzebowało dostaw żywności. Bez pomocy międzynarodowej w zimie może nastąpić prawdziwa tragedia. Ludzie w potrzebie to 140 tysięcy osób wysiedlonych z Kosowa, 330 tysięcy spośród 500 tysięcy uchodźców z Bośni i Chorwacji, 300 tysięcy starszych i wymagających opieki. Każda z nich potrzebuje miesięcznie 12 kg mąki, 1 l oliwy, 1 kg fasoli, 1 kg cukru i 150 g soli.

Niemile widziani

Po rozpoczęciu bombardowań przez NATO setki tysięcy uchodźców albańskich z Kosowa dotarły do Albanii i Macedonii, gdzie NATO i międzynarodowi wolontariusze nie mogli nadążyć z zakładaniem obozów. Międzynarodowe środki przekazu wrzały z oburzenia z powodu następnego Holokausta rozpętanego przez Serbów i przygotowywały społeczeństwa zachodnie na utrzymanie (jeśli nie wzmożenie) nalotów i możliwą inwazję lądową. Przepełnione uchodźcami pociągi pasażerskie skierowane za granicę Kosowa porównywano do haniebnych pociągów towarowych do stacji przeznaczenia Auschwitz. Trzeba było w rekordowym czasie dostarczać wyżywienie i wodę pitną, zapewniać warunki higieniczne i pomoc lekarską oraz opiekę psychologiczną i łączenie rodzin rozdzielonych przez bombardowania i ucieczkę. Okazało się to niełatwym wyzwaniem dla państw, które zaledwie kilka tygodni przedtem wybrały się na „misję humanitarną” z arsenałem wojennym kilkakrotnie większej wartości niż łączny roczny dochód narodowy republik jugosławiańskich w najlepszych latach ich rozwoju gospodarczego.

Aby sprostać rzekomo niespodziewanemu (ale łatwemu do przewidzenia) kryzysowi w obozach dla uchodźców albańskich, kilkadziesiąt tysięcy z nich zostało rozwiezionych autobusami do Grecji i Turcji, a dalsze kilkadziesiąt poleciało samolotami na tymczasowe przechowanie w bazach wojskowych w krajach NATO, jak twierdziły władze tych państw. Niektórzy uchodźcy mieli nawet frajdę przejażdżki do Kanady i Australii, inni do baz USA w tropikach. Wyjaśniono swoim podatnikom, że to tylko tymczasowo, do czasu przywrócenia pokoju w Kosowie i stworzenia warunków bezpiecznego powrotu uchodźców do domu. Okazuje się, że uchodźcom spodobało się poza Kosowem, o które tak zaciekle walczyli. Ich miejsce w Kosowie zajęli inni Albańczycy, ale z Albanii. Masowo napłynęli do zaczątków Wielkiej Albanii, przynosząc ze sobą takie naleciałości kulturowe jak kompletne lekceważenie przepisów drogowych, umiłowanie rzęch z Zachodu nawet bez tablic rejestracyjnych i namiętny wręcz „odzysk” zawartości pustych mieszkań i domów, w większości serbskich i romowskich.

W sierpniu 1999 r. agencja prasowa Australian Broadcasting Company doniosła, że federalny rząd australijski próbował zachęcić uchodźców kosowskich do powrotu, oferując „nagrodę” pieniężną. W tym czasie pozostawało w Australii 2,5 tys. uchodźców albańskich z Kosowa i rząd miał nadzieję pozbyć się większości za pomocą łapówki. Australia przyjęła ok. 4 tys. uchodźców albańskich w maju 1999 r. Minister imigracji Philip Ruddock powiedział, że rząd Australii da każdemu dorosłemu uchodźcy 3 tys. dolarów australijskich i każdemu poniżej 18 lat 500 dolarów, jeśli wyjadą do końca października. Pieniądze miały pomóc tym ludziom w odbudowie interesów i domostw, które stracili podczas konfliktu. Rząd federalny chciał się pozbyć kłopotu i przekazać uchodźców jurysdykcjom prowincjonalnym, które już zapowiedziały, że nie będą rozpuszczać przybyszy przywilejami jak wolne karty telefoniczne i darmowa komunikacja. Tak więc podatnik australijski zapłacił za przywóz Albańczyków, potem cierpiał od nich zniewagi znane Serbom kosowskim (np. ataki seksualne na obywateli Australii), a teraz przyszło im nie tylko błagać, ale nawet przekupiać Albańczyków, by opuścili kraj.

W otwartej dla wszystkich potrzebujących Kanadzie wynikła obawa, że wraz z tysiącami uchodźców przywiezionych samolotami z Bałkanów w maju 1999 r. przemyciła się albańska mafia i …choroby zakaźne. Załogi transportów lotniczych, służba zdrowia i ochotnicy kanadyjscy pracujący wśród uchodźców albańskich zarazili się gruźlicą. Agencja France Presse podała 25.8.1999 z Vancouveru, że Royal Canadian Mounted Police (RCMP, Królewska Kanadyjska Policja Konna) podejrzewa iż albańscy mafiozi przyjechali z transportami uchodźców. Mogą wstąpić w szeregi zorganizowanej przestępczości i prowadzić działalność w handlu narkotykami – stwierdziło pismo z dyrektoratu wywiadu kryminalnego RCMP z 6.5.1999. Nie wspomniały o tym wiodące dzienniki ani stacje telewizyjne Ameryki Północnej. Za każdym razem, kiedy ludzie przybywają do Kanady zza granicy, chcemy zapewnić powzięcie wszelkich potrzebnych kroków dla oceny potencjalnych niebezpieczeństw – wyjaśnił rzecznik RCMP, Gilles Moreau. Mniej niż 900 z ponad 7 tys. uchodźców z Kosowa przyjętych tymczasowo do Kanady powróciło do ojczyzny do końca sierpnia 1999 r.

Ok. 100 uchodźców albańskich z Kosowa w Australii poszło na strajk głodowy w kwietniu 2000 r. Strajk zaczął się, gdy władze zaczęły deportację ok. 500 tymczasowych uchodźców po wygaśnięciu ich wiz. Wysoki Komisarz ONZ ds. Uchodźców (UNHCR) orzekł, że mogą bezpiecznie wracać, za wyjątkiem świadków zbrodni serbskich i osób mieszkających na terenach zdominowanych przez Serbów. Uchodźcy twierdzili, że Kosowo jest w dalszym ciągu zbyt niebezpieczne. Jeden z nich, Ali Jahiu powiedział, że będą głodować, aby zmusić rząd Australii do przedłużenia wiz. Kobity ciężarne i dzieci miały byc wyłączone spod strajku głodowego. Departament imigracji oświadczył, że wizy wygasły i uchodźcy pójdą do więzienia w oczekiwaniu na rozprawę. Minster imigracji Ruddock powiedział – Jestem pewien, że nie mają co się obawiać prześladowań w porównaniu z innymi Albańczykami kosowskimi.

Pomoc dla mafii

Wg stron internetowych Truth in Media, w USA przebywają dziesiątki tysięcy nielegalnych emigrantów albańskich, w tym wielu mafiozów i popleczników Wyzwoleńczej Armii Kosowa, korzystając z gościnności podatnika amerykańskiego. Wszyscy popieramy pomoc dla niewinnych cywilów w potrzebie, bez względu na rasę i narodowość, do czasu aż są zdolni stanąć na własne nogi – deklarował komentarz od redakcji Truth in Media. Ale gdy ci „uchodźcy” stają się pasożytami, nie mówiąc o typach WAK-owskich wśród nich, zachodni podatnik powinien domagać się od swego rządu tego, co większość ludzi robi z pasożytami – zniszczyć je, co w języku imigracyjnym czyta się DEPORTOWAĆ.

Herman de Tollenaere z Holandii zebrał 21.1.2000 następujące informacje z prasy włoskiej. Premier Massimo D’Alema zdołał przekonać włoską opinię publiczną do nalotów na Jugosławię za pomocą Operazione Arcobaleno (operacja tęcza), która wspólnymi siłami rządu i sektora prywatnego miała pomóc uchodźcom albańskim z Kosowa. Zamiast ofiar nalotów telewidzowie włoscy oglądali, jak ich żołnierze karmią uchodźców. Za każdym razem, gdy premiera pytano krytycznie o wojnie, odpowiadał dumnie o misji humanitarnej. 20.1.2000 policja włoska z polecenia radnej Danieli Rinaldi w miejscowości Bari zaaresztowała 4 z głównych organizatorów Operazione Arcobaleno: szefa operacji w Albanii Massimo Simonelli’ego, sekretarza ministra stanów wyjątkowych kierujacego operacją i 2 innych urzędników.

Dochodzenie rozpoczęło się latem 1999 r., kiedy niemiecka gazeta doniosła o 914 kontenerach z żywnością gnijącą w porcie Bari. Wkrótce potem włoska tygodniówka Panorama pokazała amatorski film nakręcony przez rzeczywistego uchodźcę albańskiego w obozie we Vlore w Albanii tuż przed przekazaniem obozu „władzom” Albanii przez Włochów. Setki uzbrojonych albańskich kryminalistów rabowało obóz pod obojętnym okiem armii włoskiej. Obóz we Vlore został otwarty na żądanie Włoch w celu zgromadzenia uchodźców w Albani i niedopuszczenia ich do Włoch. Podczas nalotów NATO na Jugosławię wielkie ilości pomocy nie dotarły do obozu, bo wojsko używało port w Durres i lotnisko w Tiranie na okrągło. Dochodzenie odkryło bliskie więzi między władzami włoskimi a szefem mafii albańskiej Rami Isufi, który systematycznie zbierał swój udział z pomocy humanitarnej. Organizatorzy Operazione Arcobaleno zniszczyli dokumenty „darowizn” dla Isufi i zastąpili je fałszywymi.

Wypędzić jak psa

Jak wiodło się Serbom i innym „wrogom” albańskiego separatyzmu pod okiem sił NATO niosących pokój, czyli KFOR? Częściową odpowiedź na to pytanie daje list wysłany do Mary Mostert, analityka w organizacji Original Sources (Orginalne Źródła, www.originalsources.com) przez żołnierza USA w Kosowie. Ale najpierw co pisała Mostert 30.5.2000. Z tych dwóch dokumentów wynika, że nie-albańscy uchodźcy opuścili Kosowo pod okrutną goźbą, często wdrażaną dla przyspieszenia efektu.

Jak zwykle nie podano w USA tego, co pokazała serbska prasa: zdjęcie zwłok, włącznie z trupkiem 4-letniego dziecka serbskiego, pakowanych do toreb plastykowych. Podpis pod zdjęciem: Serbów systematycznie tępią w Kosowie. Mostert zapytała – Czy to tylko melodramat serbski, czy może chodzi o temat zupełnie ignorowany przez prasę amerykańską podczas roku wyborczego? Czyżby dla Kandydata Ala Gorego było zbyt bolesne wytknąć, że tępienie Serbów jest głównym spadkiem po erze Clintona-Gorego w polityce zagranicznej? Ani NATO ani ONZ nie mogą powstrzymać swoich sojuszników albańskich od zabijania pracowników ONZ, jeśli ci okażą się Serbami. Sekretarz ONZ Kofi Annan ubolewał rodzinie swego zamordowanego serbskiego pracownika, Petara Topoljskiego – czarny dzień dla Kosowa. Nikogo nie aresztowano, a nawet gdyby, to nie ma w Kosowie skutecznego wymiaru sprawiedliwości już rok po zwycięstwie KFOR nad Slobodanem Miloszewiciem. W przypadkach aresztowań – wg. raportu ambassadora Bangladesz do ONZ, Anwarula Karima Chowdhury’ego, we witrynie ONZ poświęconej bezpieczeństwu w Kosowie – ciągle istnieje wielkie i nieustające wyzwanie. Aresztowanych morderców szybko uwalnianiają rząd cywilny pod wodzą WAK i kosowski system sprawiedliwości. Chowdhury stwierdził, że gwałtowne wydarzenia podczas wdrażania misji pokojowej lepiej uzmysłowiły ONZ realia sytuacji.

Rok od wejścia ONZ i KFOR ambasador zauważył, że podczas gdy wspólnota międzynarodowa zainwestowała wiele w Kosowo i nie stać ją na porażkę, istnieje nagła potrzeba zajęcia się ciągłym brakiem personelu dla administracji cywilnej i policji, co ograniczało działania ONZ. We wstępie do raportu Chowdhury napisał, że rada Bezpieczeństwa nie była w stanie porzewidzieć ogromu zadań, kiedy przyjęła rezolucję nr 1244 w 1999 r. ws. tymczasowej misji administracyjnej ONZ w Kosowie (UNMIK). Faktycznie – pisała Mostert – KFOR i UNMIK dopuściły do systematycznej eksterminacji Serbów w Kosowie. Liczba Serbów w okolicy Gnjilane skurczyła się z 12 tys. do 800 od czerwca 1999 r.. wg. raportu Rady Bezpieczeństwa. Gnjilane jest w strefie amerykańskiej KFOR. Wojsko amerykańskie wysłał tam Clinton bez zgody Kongresu i oddziały desantowe USA zajęły te tereny natychmiast po ustaniu wojny. Wg. UNMIK pozostali Serbowie mogą poruszać się tylko pod eskortą sił międzynarodowych lub policji. To znaczy, że sytuacja znacznie pogorszyła się od czasu zaprzestania nalotów – wywnioskowała Mostert.

W czerwcu 1999 r. Mostert otrzymała listy od komandosa USA stacjonującego w rejonie Gnjilane. Pierwszy emajl donosił, że Albańczycy palili domy Serbów. którzy opuścili Kosowo wobec braku bezpieczeństwa. W drugim emajlu pisał:

Droga Mary,

Byłem na patrolu parę dni temu. Nie napotkałem na żadnych ciemnych typów. Wioska przez którą przeszliśmy była interesująca. Przez tłumacza dowiedziałem się, że była zajęta przez regularne oddziały VJ [Armia Jugosławii] do paru tygodni temu. Starzec z którym rozmawiałem powiedział, że wojsko serbskie nic nie ukradło ani nie zniszczyło we wsi i zostawili wszystko tak jak zastali. Zapytałem go o miny i powiedział, że usunęli i zabrali ze sobą wszystkie, kiedy sie wycofali. W sposób oczywisty to jest bardzo zdyscyplinowane regularne wojsko. Mieszkańcy wsi są miejscowymi Albańczykami i nie wydaje się, by żywili jakąkolwiek niechęć do Serbów. Przypuszczam, że obecność VJ odstraszała wejście Policji MUP i jednostek paramilitarnych. Starzec w końcu oprowadził nas przez pola i ścieżki w okolicy (dobra rada dla patroli: chodź tylko tam, gdzie chodzą miejscowi). Wszedł do swego domu i dał nam suchej kiełbasy, pomidory, chleb i paprykę.

Bardzo ubodzy ludzie, więc to naprawdę znaczyło wiele. Nie jedliśmy nic poza suchym prowiantem od 3 tygodni, więc zrobiliśmy sobie ucztę dnia po powrocie na pozycje. W każdym razie to tylko jedna mała wieś, z czego nie można wnioskować co się zdarzyło lub dzieje w reszcie kraju. Prości gospodarze, którzy tylko chcieliby być pozostawieni swojej pracy na roli i swojemu życiu, w większości starcy, kobiety i dzieci. Małe prawie rozbroiły mi serce. Mają zdrowy instynkt lęku przed mężczyznami z bronią. Czy ten komandos nie ma słabości na punkcie dzieci? Obecny rozgardiasz to nie ich wina. To obraz piekiełka tak nieciekawy, że nie warto nawet o nim mówić w dzienniku wieczornym.

Więc co wg. Ciebie spowodowało, że ci prości albańscy wieśniacy, którzy nie mieli żadnych złych doświadczeń z armią serbską, wygonili 99,4% swych serbskich sąsiadów, już PO TYM, jak Amerykanie przybyli, aby ich ochraniać? I dlaczego administracja Clintona nie podniosła krzyku nt. tego ‘ludobójstwa’ na Serbach? Zaledwie rok temu każdy rzecznik Clintona mówił o zatrzymaniu ‘ludobójstwa’ na Albańczykach. Podsekretarz stanu James Rubin powiedział na CNN 29.3.1999, że Serbowie ‘popełniaja ludobójstwo’ wypędzając Albańczyków z domów i każąc im opuścić prowincję. Albańczyków było ponoć 1.8 miliona, a Serbów w Kosowie 200 tys. Natomiast CNN doniosło 30.3.1999 o ‘strużce’ uchodźców, zgadując, że Albańczycy byli ‘zbyt przerażeni, by opuścić domy.

Jeśli 4% etnicznych Albańczyków opuściło Kosowo w pierwszym tygodniu pod wpływem nalotów i to się nazywa ‘ludobójstwem’, które trzeba było zatrzymać 79 dniami nalotów i wydatkiem 21 miliiardów dolarów z podatków Amerykanów, jaka powinna być reakcja na zabicie lub wygnanie 99,4% Serbów w Gniljane podczas amerykańskiej okupacji? Nic dziwnego, że Serbowie uważają, iż celem administracji Clintona jest wytępienie Serbów. To pozostawia nam Amerykanom dwie opcje: Albo Clinton kłamie o ludobójstwie Serbów powodującym ucieczkę 4% Albańczyków z Kosowa pod koniec marca 1999 r., albo on i amerykańskie środki przekazu ukrywają masowe ludobójstwo Serbów, którzy zostali zabici albo uciekli z Gniljane, gdy było pod ‘ochroną’ wojsk amerykańskich.

Kiedy ONZ mówiła o 77 tys. uciekających Albańczyków, czyli 4% ogólnej ich liczby w Kosowie, Rubin oświadczył, że z powodu ‘ludobójstwa’ przedłużono bombardowania Jugosławii o dwa i pół miesiąca. Dzis zaledwie 6% etnicznych Serbów pozostaje w Gnjilane pod okupacja amerykańską, a nie WSPOMINA SIĘ nawet o tym w CNN.

[...] Clinton może pochwalić się unikalnym osiągnięciem. Może słusznie powiedzieć, że był pierwszym amerykańskim prezydentem – co najmniej od czasu, gdy Andrew Jackson nic nie zrobił dla ochrony Indian Cherokee masowo wypędzanych ze stanu Georgia – który przewodniczył ludobójstwu mniejszości.

Zamnknąć dziób

22.11.1999 znana para antynatowskich publicystów amerykańskich, Alida i T.V. Weberowie, zapytała – Czy jest cololwiek bardziej uwłaczającego dla Amerykanów niż niepotrzebne ograniczanie wolności słowa? Amerykańscy liberałowie i konserwatyści może na ogół się nie zgadzają, ale wolność słowa jest droga obydwu ugrupowaniom. Tolerujemy pewne logiczne powody jakichś ograniczeń, ale tylko dla poważnych przyczyn. Żart polegający na wykrzyknięciu ‘Pożar’ w wypełnionym kinie nie jest pod ochroną. Natomiast w Kosowie zabrania się używać całych języków! Oto po co Clinton wyprowadził USA i swych sojuszników NATO na wojnę! Oto co Clinton ma na myśli mówiąc ‘Demokracja’. Clintona należy niezwłocznie poddać pod sąd i usunąć z prezydentury.

Oburzenie państwa Weberów spowodowało doniesienie agencji prasowej AFP z 16.11.1999, że 20 policjantom posłanym do wzmocnienia jednostek ONZ w Kosowie polecono nie odzywać się w ich własnym języku. Wg. bułgarskiej agencji BTA ostrzeżenie było następstwem mordu bułgarskiego ochotnika ONZ, Walentina Krumowa w stolicy Kosowa, Prisztinie miesiąc przedtem. Zabito go, gdy odezwał się w swoim języku na zapytanie małolata o godzinę. Bułgarski brzmi podobnie do serbo-chorwackiego. Nowym oficerom policji ONZ powiedziano, by cały czas rozmawiali po angielsku, nawet między sobą.

Imigracja kosowska w stylu niemieckim

Rząd niemiecki dołączył się z innymi państwami NATO do rozbiorów Jugosławii pod pretekstem karygodnego łamania praw człowieka przez Miloszewicia. Jak ujawnił np. junge Welt z 24.4.1999 w licznych sprawach Kosowczyków o azyl w różnych landach Niemiec, ten sam rząd nie znalazł dowodów opresji kosowskich Albańczyków przez władze serbskie od początku 1998 r. do marca 1999 r. Właśnie w tym okresie NATO niecierpliwiło się przed światową opinią publiczną, że trzeba położyć kres serbskim zbrodniom i prowadziło “negocjacje” w Ramboulliet nie celem rozwiązania konfliktu kosowskiego, ale – jak się potem okazało z wypowiedzi samej sekreterz stanu USA, Madeleine Albright – aby postawić ultimatum “nie do przeskoczenia” przez rząd Jugosławii: albo podpisujecie zgodę na okupację całej Jugosławii przez wojska NATO, albo będziemy bombardować.

Kiedy problem uchodźców urósł do gigantycznych rozmiarów wskutek nalotów od końca marca 1999 r. i działań między armią i policją Jugosławii a oddziałami Wyzwoleńczej Armii Kosowa (WAK), NATO dodało ratowanie uchodźców albańskich z Kosowa do przyczyn “humanitarnej interwencji”. Otwarły się drzwi, przedtem niejednokrotnie szczelnie zamknięte, państw NATO dla wybranych uchodźców z Kosowa. Nie wspominano jednak słowem o serbskich i in. ofiarach bombardowań i terroryzmu WAK.

Uchodźców albańskich z Kosowa w Niemczech czekał nienajlepszy los, podyktowany interesami narodowo-europejskimi tej największej nacji w Europie Zachodniej. Niemcy, których rządowe dokumenty wewnętrzne zaprzeczyły ludobójstwu i czystkom narodowościowym w Kosowie w 1999 r., odwróciły jednak zdanie o 180 stopni, kiedy nadarzyła się okazja odrodzenia i rozszerzenia NATO, ze zjednoczonymi Niemcami w trzonie. Wojska niemieckie wyszły wtedy walczyć, po raz pierwszy od II wojny światowej, poza swój kraj. Niezbyt rozpowszechniony był w tym czasie fakt, że zaangażowanie Niemiec w Kosowie było umotywowane zatrzymaniem strumienia uchodźców Albańskich z Kosowa, a szczególnie z samej Albanii. Osiągnąwszy oba cele, elity rządzące Niemiec zwróciły się przeciw Untermenschen w swoim państwie. Posłużyli jako przykrywka zacnych „celów humanitarnych” Niemiec na Bałakanch, takich jak troska o uchodźców, więc mogą wracać do Kosowa – siedliska gangsterów pod protektoratem KFOR. Dla przeciwników ekstremizmu albańskiego w Kosowie powrót oznacza narażenie życia, bądź życie w ciągłym zatajeniu własnych poglądów.

The Times doniósł 21.4.2000, że władze niemieckie przygotowywały masowe deportacje wśród ok. 160 tys. Kosowczyków, którzy schronili się tam od czasu wybuchu wojny domowej na Bałkanach. Niemcy miały dość kłopotu z 350 tys. uchodźców z wojny w Bośni, a kampania kosowska NATO przysłała następne kilkadziesiąt tysięcy. Mimo warunkowego przyjęcia na krótki okres, większość z nich odmawia powrotu do Kosowa. Rząd Niemiec próbował skusić ich do wyjazdu zasiłkami przesiedleńczymi w wysokości 2000 marek. W październiku 2000 r. New York Times donióśł, że proces deportacji (a raczej Abschiebung, bo poprzednie słowo jest w Niemczech obarczone bagażem emocjonalnym z eksterminacji Żydów, Cyganów i Słowian podczas II wojny światowej), przebiegał sprawnie. Np. w landzie Bawarii zdołano odesłać 16 tys. z 22 tys. albańskich emigrantów z Kosowa. 12 tysięcy opuściło gościnne Niemcy samolotami dobrowolnie, 3 tysiące wyjechały pojazdami, a jeden tysiąc został wysłany za granicę. Jak wyglądały dobrowolne wycieczki na lotnisko niech świadczy opis w The Times z kwietnia 2000 r.: Pilot ma prawo wyprosić policję z samolotu. W 235 przypadkach w ubr. Lufthansa odmówiła zabrania deportowanych [...] Linie lotnicze próbują przekonać rząd, by używał transportowe samoloty wojskowe do przewozu uchodźców do domu.

Jakie uczucia narodowe towarzyszą deportacjom, świadczą wypowiedzi polityków przed elektoratem – wypowiedzi często pokrywające się z nastrojami skrajnie prawicowymi i znane Polakom z II wojny światowej. Stanowisko szowinistycznie patriotycznych Niemców ściera się z ideałami nowych, europejskich Niemiec – otwartych na wielokulturowość i wielonarodowość. Dumny jestem, żem Niemiec – powiedział chrześcijański demokrata Laurenz Meyer, imitując napis na opaskach skrajnych prawicowców. Ci Niemcy chcą bronić czystości rasy i kultury między Polską a Francją.

Debata polityczna nad losem kosowskich uchodźców nie ogranicza się do Niemiec. We Francji również wynikły obawy o zachowanie własnego charakteru narodowego, kiedy populacja uchodźców muzułmańskich osiągnęła widoczne gołym okiem proporcje. W Niemczech mieszka 7 milionów obcokrajowców (największa liczba wśród wszystkich państw europejskich), z czego ponad 2 miliony to Turcy muzułmańscy. Sąd w Dűsseldorfie skazał w październiku 2000 r. radykalnego przywódcę islamskiego z Turcji, Muhammada Metina Kaplana, zwanego kalifem Kolonii, za rozkaz egzekucji bardziej umiarkowanego religijnie rywala w Berlinie. Chociaż uchodźcy albańscy z Kosowa nie są równie fanatycznymi mahometanami, to jednak społeczeństwo niemieckie czuje się zagrożone ich odmiennością kulturową i wyznaniem.

Dominująca w Bawarii partia CSU, spowinowacona z chrześcijańskimi demokratami w opozycji, oświadczyła w październiku – Niemcy nie są klasycznym krajem imigracji i nie będą w przyszłości, natomiast każdy obcokrajowiec musi dostosować się do Leitkultur – przewodniej kultury z zachodnioeuropejskimi podstawami wartości opartymi na chrześcijaństwie, oświeceniu i humanizmie. Michael Ziegler z bawarskiego ministerstwa spraw wewnętrznych stwierdził, że w odróżnieniu od lat sześćdziesiątych, kiedy gospodarka Niemiec przeżywała niebywały wzrost, jak można nadal przyjmować Gastarbeitere, skoro ponad 3 miliony Niemców są bez pracy? W Kanadzie, Australii i USA imigranci byli pożądani i potrzebni do cywilizowania kraju, natomiast wg. Zieglera Niemcy stanęły przed niebezpieczeństwem utraty swej cywilizacji przez przekształcenie się w tygiel ludzi z rozmaitych kultur, lecz ze sobą nie związanych wspólną nicią.

Większość Albańczyków z Kosowa to muzułmanie. Chociaż niezbyt religijni, czują się zagrożeni niemiecką retoryką zachowania wartości chrześcijańskich. Nie tylko oni mają powód do obaw. A że o poważne sprawy chodzi, niech świadczy reakcja na przewodnią kulturę z ust przywódcy największego związku niemieckich Żydów, Paula Spiegela. Nawiązał on do niedawnych przykładów elscesów garstki prawicowych ekstremistów niemieckich w stosunku do nie czysto niemieckich osób – Czy w Leitkultur prześladuje się obcych, podpala synagogi i zabija bezdomnych? O co chodzi w przekształceniu kwestii imigracyjnej w temat kampanii i paplania o tzw. użytecznych i bezużytecznych obcych? Nie po raz pierwszy w swej historii Niemcy dyskutują, czy otworzyć się na imigrację, czy raczej być emigrantami do innych państw, gdzie trawa zieleńsza.

Interesujący przypadek starcia narodowych poglądów nt. emigracji do Niemiec ma miejsce, gdy Danijela Karic, córka imigrantów z Jugosławii w okresie przyjmowania Gastearbeitere w l. 1960. dziś pracuje w minsterstwie spraw wewnętrznych Bawarii, najbardziej konserwatywnego i katolickiego landu. Karic nie ma wątpliwości o swej misji wysyłania Albańczyków kosowskich do domu – Nie można porównywać przyczyn przyjazdu osób jak moi rodzice z obecnymi przyczynami przyjazdu z Kosowa. Mój ojciec [...] przyjechał pracować jedynie na kilka lat i potem miał wracać. Ale chciał pozostać, był gotów nauczyć się języka i przyjąć zasady społeczeństwa niemieckiego. Kosowczycy nie pracują, wojna się skończyła, a Niemcy ich utrzymują.

Trudno ocenić, na ile nieczynność imigrantów uwarunkowana jest bezrobociem (chyba także, w niektórych przypadkach, wrogim nastawieniem do imigrantów niewykształconych i nie znających języka), a na ile ich postawą i chęcią wykorzystania systemu. Niemcy jednak przyjęły tych ludzi z zadeklarowanej troski o człowieka i jego zagrożony byt. Sytuacja w Kosowie jest daleka od normalizacji, jeśli nie bardziej niebezpieczna niż przed nalotami NATO. Powoływanie się na zakończenie wojny w Kosowie jest więc bez głębszego sensu.

Tymczasem nieużyteczni niewykwalifikowani imigranci piszą podania o azyl, o przedłużenie prawa pobytu. Użyteczni, tzn. osoby z umiejętnościami do wykorzystania w niemieckim zaawansowanym przemyśle, nie mają na ogół problemów z azylem, jeśli chcą się nauczyć języka i wpleść w społeczeństwo niemieckie. Jak znosi Karic dylematy moralne wyłaniające się w jej pracy? – Jestem funkcjonariuszką, więc mogę sobie zadać tylko jedno pytanie: Czy mogą zostać zgodnie z prawem, czy nie? Pretensje NATO i Niemiec do zmyślonych „praw” uniwersalnych wyrządziły więcej szkód i zamieszania, niż gdyby pozostawiono rozwiązanie konfliktów bałkańskich tamtejszym narodom. Wielu uchodźców znalazło się w Niemczech wskutek tego zamieszania, a teraz znów padają ofiarą „prawa” dobranego na okazję.

Odpłata

Reporterka Carlotta Gall przekazała 3.4.2000 w New York Times smutną relację o „zapłacie” Albańczyków kosowskich przygranicznemu miasteczku czarnogórskiemu Rozaje za pomoc uchodźcom w czasie bombardowań Kosowa. Przez Rozaje, ulokowane w górach w kąciku Czarnogóry graniczącym z Kosowem i Serbią, zawsze przechodziła zawierucha wojny domowej i konwoje uchodźców. Ponad 85 tys. uchodźców przewinęło się przez Rozaje, a większość z nich spędziła w mieście 3 miesiące wojny – powiedział burmistrz Nusret Kalac. Rok po zawierusze i kilka miesięcy po opuszczeniu miejscowości przez ostatnich uchodźców, Rozaje jest ciągle niespokojne, bo straciło co najmniej dziesięcioro mieszkańców w albańskich „atakach zemsty” tylko dlatego, że mówili oni językiem serbskim, a nie po albańsku. Po drugiej stronie granicy niepokój trwa mimo obecności sił pokojowych ONZ i NATO. Nienawiść do Serbów jest tak wielka w Kosowie, że jest tam niebezpiecznie nawet dla Muzułmanów z Rozaje – pisała Gall.

Armia Jugosławii powróciła do Czarnogóry, ale nie jest w stanie bronić jej mieszkańców, gdy przejdą granicę do Kosowa. Dwie rodziny w Rozaje – krewni taksówkarzy Halita Nurkowicia (lat 620 i Derwisa Muricia (lat 59) – są szczególnie pogrążone w smutku. Taksówkarze pojechali razem do Kosowa 24.7.1999, już po zakończeniu działań wojennych i nigdy nie wrócili. Nawet nie podejrzewał, że ktokolwiek mógłby go skrzywdzić – powiedziała żona Muricia, Waswija. Nie obawiał się, bo mówił po albańsku. Jak wszyscy inni taksówkarze w Rozaje, ci dwaj przywozili od marca do maja 1999 r. pieszych z kolumn uchodźców, którzy przez śnieg i lód uciekali z Kosowa w bezpieczniejsze miejsce. Obaj przygarnęli rodziny uchodźców w swoich domach, jak niemal każy w miaseczku, bo zorganizowane centra były przepełnione. Było tu tylu ludzi, że nie można było się ruszyć – powiedziała pani Murić pokazując na pokój dzienny. Jej syn, wtedy nieobecny w mieście, także przekazał swój dom na potrzeby uchodźców. Wdowa po Nurkowiciu z 5 córkami również przyjęła wtedy uchodźców do swego domu.

Dziewięciu z 10 mieszkańców Rozaje zabitych od czasu zakończenia wojny w Kosowie było Muzułmanami. Większość była kierowcami taksówek i ciężarówek, a jeden był duchownym mahometańskim ze Sljenicy, wioski 30 km od Rozaje. Odnaleziono ciała, ale nie taksówkarzy Nurkowicia i Muricia. Córka Nurkowicia, Elana, powiedziała – Ojciec był ostanią osobą, której mogłoby przydarzyć się nieszczęście. Był w dość podeszłym wieku, nie bogaty, miał stary samochód. 24.7.1999 odwiózł znajomą Muzułmankę do jej wsi w Kosowie, a Muric zabrał się przy okazji, aby załatwić jakąś sprawę. Po odstawieniu pasażerki zatrzymali się przy domu siostry Nurkowicia w Peciu. Po zatrąbieniu klaksonem, Nurkowić krzyknął pozdrowienia w stronę okien zapowiadając powrót za 15 minut i obaj mężczyźni odjechali do pobliskiej wsi. Nigdy nie wrócili.

Rodziny szukały na własną rękę okoliczności obu zabójstw. Pewien Serb z Czarnogóry poprosił Muricia o znalezienie informacji o synie, który jako policjant został ranny w Kosowie. Murić mógł wzbudzić podejrzenie WAK w trakcie spełniania tej prośby. Wiele poszlak poprowadziło rodziny na nieskończony śledztwo – Nie chcą nam powiedzieć, gdzie są ciała [...] Siły utrzymujące pokókj w Kosowie po prostu mówią ‘Zobaczymy’. Pani Murić dodała: To bardzo ciężko nie wiedzieć, gdzie jest mąż. Mimo ryzyka córka Nurkowicia jeździła do Kosowa kilkakrotnie w poszukując ojca, nawet przy świetle lampy naftowej: Przeszłam tam przez piekło odkopując grób nocą w jakiejś wsi albańskiej. Trzy razy zapłaciła ludziom za znalezienie informacji, a oni więcej się nie pokazali. Najsurowsze słowa potępienia miała jednak dla sił pokojowych: Nic nie robią, nie znaleźli winnych zabójstw. Tylko pozują z bronią.

Marsz dla zaginionych

Historia z Rozaje jest typowa dla Kosowa. Między 10.6.1999 a 31.5.2000 było tam 4878 ataków terrorystycznych (4590 przeciw Serbom i Czarnogórcom), w których zginęło 1027 osób (902 Serbów i Czarnogórców), a 955 (898 Serbów i Czarnogórców) zostało rannych. 945 osób zaginęło (869 Serbów i Czarnogórców). Tak podało memorandum Jugosławii wystosowane do ONZ 7.6.2000, w pierwszą rocznicę przyjęcia rezolucji ONZ nr 1244 ws. Kosowa.

Reuters podał 16.11.2000, że kilkuset krewnych Serbów zaginionych w Kosowie demonstrowało przed parlamentem Serbii w Belgradzie, żądając znalezienia tych, którzy istnieje obawa zostali porwani i uwięzieni. Żądali równego traktowania Albańczyków uwięzionych w Serbii i Serbów więzionych w Kosowie. Oczekuję, że społeczność międzynarodowa wywrze presję na Albańczyków, aby powiedzieli nam, gdzie są serbscy synowie, ojcowie i bracia – powiedział Rajko Djinowić, przywódca związku rodzin porwanych w Kosowie. Mamy listę ok. 1300 zaginionych i porwanych osób. Chcemy wiedzieć, gdzie są i czy żyją. Miliwoje Todorowski, doktor, który pracował w Prisztinie przez 35 lat i którego syn Aleksandar został porwany w czerwcu 1999 r. powiedział reporterowi Reutersa: Poprosiłem nawet przyjaciół albańskich o pomoc, ale zobowiązani są milczeć przez swoją stronę [...] boją się zemsty swoich ludzi.

Demonstracja w Belgradzie miała miejsce dzień po marszu dziesiątek tysięcy Albańczyków w Prisztinie, którzy już po raz któryś domagali się wypuszczenia ich ziomków z więzień serbskich. Wg. obserwatorów międzynarodowych przebywa w więzieniach w Serbii ponad 729 Albańczyków, a 3500 zaginęło. Większość demonstrantów w Belgradzie była przeciw wypuszczeniu więźniów albańskich z Serbii dopóki nie wyjaśni się los ich bliskich. Jeśłi wypuszczą Albańczyków, nigdy nie dowiemy się o naszych – powiedziała Swetlana Toskowić, której 72-letni ojciec Dziordje zaginął 21.6.1999 w Peciu. Powinni wypuścić wszystkich niewinnych, bez względu na to, czy są Albańczykami czy Serbami. Parlamentarzysta jugosławiański Dragoljub Micunowić przemówił do protestujących w Belgradzie, zapewniając, że problem zaginionych i porwanych Serbów jest priorytetem dla nowego rządu po Slobodanie Miloszewiciu.

Dziewczyna z sali gimnastycznej

W miasteczku Żabalj w Wojwodinie odwiedziłem latem 2001 r. Serbów wypędzonych z Krajiny. Mieszkali już kilka lat w tej samej sali gimnastycznej w byłej szkole. Na podwórku mała zagroda z drobiem na własne potrzeby, przy strużce szamba z prymitywnych toalet i kuchni w przybudówce. Ilość rodzin zmniejszyła się w miarę, jak znajdywali nowe miejsce wśród zubożonych Serbów lub przyjmował ich Zachód.

Każda rodzina odgrodziła na sali własne „gospodarstwo” kartonem, kocami i starymi firanami: Zimą marzniemy, bo energia droga, a salę trudno ogrzać – wyjaśnia jeden z lokatorów sali gimnastycznej. Wewnątrz klitek prycze, ubrania, książki i odrobina sprzętów. Inżynier mechanik pokazał zdjęcia swego wygodnego, ładnie wykończonego domu z ogrodem, które zrobił na wycieczce po wygnaniu: Sam zbudowałem. Teraz tam mieszka kto inny. Po raz kolejny w spotkaniach ze skrzywdzonymi Serbami zdumiony nie słyszę żadnych słów żalu pod adresem tych, którzy ich skrzywdzili. Ojciec odwraca spojrzenie na osiemnastoletnią córkę: Nam to już wszystko jedno, ale jaka przyszłość dla nich? Dziewczyna dojrzewa tu, w tych prymitywnych warunkach. Żadnej szkoły, żadnego towarzystwa, żadnych widoków. Czekamy na decyzję z ambasady Australii.

Otoczony nieśmiałą grupką ciekawą przybysza z Kanady i Polski na rowerze, w „świetlicy” z paroma pismami i malutkim czarno-białym telewizorem podwieszonym pod sufitem rozmawialiśmy o ich losie, bez trudu mimo bariery językowej. A co innego tu robić? – uśmiechnęła się gospodyni, przynosząc koktajl mleczny z zebranych w okolicy poziomek i racuchy przygotowane w prymitywnych warunkach z mąki i oleju od organizacji humanitarnych.

W barze w Żabalj spotkałem znajomych syna z poprzedniego lata, których opisał w e-poczcie, zanim wybrałem się ze Szczecina do Serbii. Stawiają mi piwo. Na pytanie o uchodźców wzruszyli ramionami: Dla nas samych nie ma pracy ani przyszłości.

W wielu miejscowościach Serbii, Czarnogóry i Republiki Srpskiej można znaleźć uchodźców wygnanych nienawiścią chorwacką, bośniacką i albańską oraz zawieruchą wojen domowych od momentu zbrojnej secesji Słowenii. Uchodźcy z Krajiny pamiętają 4-5 rzędów pojazdów od pobocza do pobocza ciągnących do Serbii, chronionych od tyłu przez armię Jugosławii. Musieli wynieść się, by Chorwacja mogła zrealizować odwieczny plan ojczyzny tylko dla Chorwatów, który był tak bliski w czasie II wojny światowej. Nie przypadkiem więc pod kierunkiem wciąż nie oskarżonego przestępcy wojennego gen. Agima çeku, Albańczyka w służbie chorwackich towarzyszy nienawiści do Serbów, niemieccy najemnicy w chorwackich mundurach szli na czele najokrutniejszego terroru armii katolickiej Chorwacji przeciw prawosławnym diabłom.

5.8.1995 r. terrorystyczna Operacja Burza gen. çeku wspomagana nalotami NATO zmusiła wyborowe oddziały wojsk pokojowych Kanady, Vandoos, do poddania się! Bestsellerowy żołnierz-autor kanadyjski Scott Taylor opisał także w swej książce z 2000 r. pt. Inat: Images of Serbia & the Kosovo Conflict przeżycia wojsk Kanady w okolicach Medaka, gdzie 9.9.1993 r. armia Chorwacji rozpętała masowe bombardowania artyleryjskie, wyeliminowała serbskich obrońców na otaczających wzgórzach i szybko zajęła wioski w dolinie bronione przez Serbów. Zgodnie z mandatem ONZ obrony wyznaczonego dla serbskiej ludności bezpiecznego terenu, przez trzy dni kanadyjscy żołnierze niewzruszenie stawiali opór specjalnym jednostkom Chorwacji, zmuszając je w końcu do odwrotu. Poległo 35 żołnierzy po stronie chorwackiej, a czterech Kanadyjczyków odniosło rany.

Przed wycofaniem się, Chorwaci zmasakrowali całą pozostającą we wioskach ludność. Rozkaz z kwatery ONZ w Zagrzebiu zabronił Kanadyjczykom interweniować. Musieli mimo woli i bezradni oglądać rzeź […] dokumentować wydarzenia […] i wnieść oskarżenia do ONZ przeciw dowódcom chorwackim jako zbrodniarzom wojennym – pisze Taylor w swej książce. Kanadyjski oficer Matt Stopford, którego wyróżniono za odwagę w paru dniach ognia, kiedy utrzymał swą placówke obserwacyjną. Stopford był kilka metrów od chorwackich linii: Ostatniej nocy przed wycofaniem się Chorwatów , Stopford był świadkiem, jak pijane wojska chorwackich oddziałów specjalnych – z których jeden paradował w zakrwawionych majtkach damskich na głowie – bezkarnie gwałciły, plądrowały i zabijały Serbów. reguły zaangażowania bojowego ustalone przez ONZ zabraniały Stopfordowi zrobić cokolwiek oprócz zameldowania zajść wyższemu dowództwu. taylor pisze: rząd Chorwacji zaprzeczył. Generałem, który zaplanował i wykonał chorwacki atak był nie kto inny jak Albańczyk Agim çeku

Przed Bożym Narodzeniem

W grudniu 2000 r. Agence France Presse (AFP) zakłóciła zachodniemu drobnomieszczaństwu przedświąteczny nastrój. W centrum dla uchodźców w Radinac w południowej Serbii nie było już wtedy ogrzewania od 2 tygodni. Wśród 800 uchodźców (w tym 70 niemowląt) serbskich, którzy znaleźli tam schronienie z Kosowa, wybuchła choroba. Zaledwie 15 dni przed nowym tysiącleciem żyjemy jak Indianie w czasach Dzikiego Zachodu: kubeł metalowy z palącym sie drewnem na ogrzanie – skarżył się Zwonko Jezdić, który uciekł z rodzinnego miasta Wuczitrn w środkowym Kosowie.

Centrum składa się z 50 domków, które pozostały po tymczasowym kwaterach budowlańców pobliskiej huty. Te baraki nie wybudowano dla ludzi na zimę – wyjaśnił Jezdić pokazując wnętrze zimnego pokoju. Na zewnątrz dzieci bawiły się w błocie. Zaraza wybuchła w ośrodku kilka tygodni przedtem. Śniadani ai kolacji prawie nie ma, a na obiad mamy do wyboru kapuśniak lub fasolową – powiedział Jezdić podczas spotkania z komisarzem europejskim ds. humanitarnych i rozwoju, Poulem Nielsonem, który złożył wizytę z wieloma innymi urzędnikami. Jezdic poinformował gości, prosząc o lepszą pomoc: Mamy 70 niemowląt, które nie widziały mleka od 6 miesięcy, 160 uczniów podzielono na dwie klasy, a starsi niezwłocznie potrzebują leków.

Branislaw Tasić z Uroszewaca w południowym Kosowie zażądał od Nielsona, by zrobił wszystko, co w jego mocy, aby Serbowie mogli powrócić do miejsc rodzinnych: Chcemy wszyscy wracać do Kosowa, tu nie ma dla nas przyszłości. Nielson obiecał pomoc UE w zbliżeniu Serbów i Albańczyków w Kosowie i dodał, że rozumie frustrację wśród uchodźców: Chcemy przede wszystkim uniknąć sytuacji Palestyńczyków na Bliskim Wschodzie, którzy przez pokolenia żyją jako uchodźcy. Wg Nielsona duża ilość uchodźców i bezdomnych w Serbii jest kryzysem humanitarnym, a zaniedbanie tych ludzi mogłoby znowu zdestabilizować region.

Wg AFP oprócz Serbów kosowskich w Serbii przebywa ponad pół miliona uchodźców z Bośni i Chorwacji, większość w podłych warunkach. W tym czasie UE obiecała posłać 176 milionów USD na pomoc humanitarną. Jednak wg nieoficjalnych oszacowań Serbia potrzebowała co najmniej dodatkowo 500 milionów USD do maja 2001 r. na zaspokojenie podstawowych humanitarnych i socjalnych potrzeb.

Zimny prysznic

W reportażu z najbardziej niebezpiecznego miejsce na Ziemi Kosowa latem 2002 r. Scott Taylor, słynny dziennikarz kanadyjski, podał zimny prysznic entuzjastom ingerencji USA, NATO i ONZ na Bałkanach. Zdaniem Taylora przed zachodnią opinią publiczną ukrywa się, że „oswobodzenie” Kosowa przez NATO stworzyło następny kryzys humanitarny: Podczas gdy 800 tys. uchodźców albańskich powracało do domu za wojskami NATO po ustaniu batalii, ponad 200 tys. Serbów i innych miejscowych mniejszości uciekło na północ. Większość z nich to Serbowie, którzy trafili do Jugosławii pod rządami byłego prezydenta Slobodana Miloszewicia, a zachodnie środki przekazu w większości nie wiedzą o ich losie. Do dziś większość z nich przebywa w zatłoczonych ośrodkach dla uchodźców w całej Serbii.

Raport w kwietniu 2002 r. Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców (UNHCR) odnotował że gdy przeważąjąca większość Albańczyków, którzy uciekli podczas kryzysu kosowskiego powróciła do domów, bez doświadczania problemów bezpieczeństwa osobistego, kwestii nie rozwiązano równie zadowalająco dla mniejszości: Nie-Albańczycy pochodzący z Kosowa w dalszym ciągu stoją w obliczu poważnych niebezpieczeństw, które zagrażają ich życiu i podstawowym prawom, wciąż jeszcze zmuszając niektórych z nich do opuszczenia prowincji.

Los ok. 230 tys. uchodźców kosowskich w Jugosławii pozostaje kwestią nierozwiązaną. Brak negocjacji o ich powrocie zachwiał poparcie dla prezydenta Kosztunicy. Przed wyborami do parlamentu w październiku 2001 r., które niektórzy obawiali się będą pierwszym krokiem do niepodległóści albańskiego Kosowa, UNMIK wynegocjował próbny projekt z Nebojszą Cowiciem, specjalnym wysłannikiem Jugosławii w Kosowie. Około stu rodzin serbskich miało pozwolenie na odbudowę domów w zachodnio-kosowskiej dolinie Osojane. W zamian Cowić i Kosztunica mieli przekonać Serbów do wzięcia udziału w wyborach w Kosowie, rozpisanych przez ONZ. Wynik był dramatyczny. Rozpoczynając budowę pod koniec sierpnia nie było szans ukończyć nawet podstawowych schronisk przed zimą. Przy minimalnej pomocy ONZ i Belgradu rodziny spędziły zimę w namiotach podarowanych przez UNHCR. Hiszpańska piechota wyznaczona do ich ochrony żyła podobnie, często poniżej 20 stopni mrozu. Hiszpanie zyskali za to szacunek Serbów.

Rzecznik grupy, Wlastimir Wukowić, powiedział: Gdyby nie żołnierze hiszpańscy, nikt z nas nie mógłby zostać w Osojane. Ani jedna rodzina serbska nie zrezygnowała i nie poddała się. Taylor był świadkiem warunków w enklawie, które należały do najgorszych w prowincji. Rodziny mieszkały w szałasach 2 m na 3 m ze sklejki, czekając na ukończenie domów, otoczeni niezwykle wrogimi Albańczykami. Nie mogą oczekiwać pomocy z miejscowej administracji. Zdominowany przez Albańczyków parlament kosowski zajął bardzo wyraźne stanowisko wobec powracających Serbów. Wcześniej [w 2002 r.] minister środowiska i planownia przestrzennego z zarazem kuzyn dowódcy TMK, Ethem Czeku, ostrzegł, że ‘Serbów próbujących powrócić do Kosowa (bez pozwolenia ONZ) odeprzemy siłą ognia, jeśli zajdzie potrzeba.

Wukowić, 64-letni emerytowany nauczyciel nie ma złudzeń na przyszłość: Kiedy wyjechaliśmy w 1999 r., oni tu weszli i zniszczyli wszystko, co mieliśmy i zatruli studnie, abyśmy nie wrócili. Jeśli międzynarodowe siły wycofają się z Kosowa, my będziemy musieli wycofać się z nimi. Everett Erlandson, emerytowany policjant z Chicago na służbie w UNMIK podziela zdanie Wukowicia: Gdy obcokrajowcy wyjadą, oni zabiją wszystkich [Serbów], którzy pozostaną. Oni tego nie mówią w gniewie, tylko stwierdzają fakt.

Źródła (oprócz wymienionych w tekście)

Roger Boyes, Germany plans mass deportation of Kosovo exiles [w:] The Times z 21.4.2000, www.the-times.co.uk

Roger Cohen, Sending Kosovars Home, an Awkward German Moment [w:] New York Times z 20.11.2000

Carlotta Gall, Kosovo Neighbors' Charity Is Repaid in Grief [w:] New York Times z 9.4.2000, www.nytimes.com

Mary Mostert, Clinton: The First American President to Commit Genocide in Europe Serbs are being systematically exterminated in Kosovo [w:] Original Sources, www.originalsources.com. z 30.5.2000

Scott Taylor, The most dangerous place on Earth [w:] Ottawa Citizen z 22.6.2002

Displaced Serbs From Kosovo Face Humanitarian Crisis [w:] Agence France Presse z 13.12.2000, www.centraleurope.com/balkanstoday/news.php3?id=229533

Erklärung eines Insiders aus dem Bonner Regierungsapparat zum Balkan-Krieg vom 7. April 1999, www2.pds-online.de/bt/index.htm

Humanitäre Intervention? Joseph Fischer hat gelogen: Dokumente belegen Bundesregierung täuschte Parlament und Öffentlichkeit [w:] junge Welt z 24.4.1999, www.jungewelt.de/1999/04-24/001.shtml

Kosovo guerillas ‘pressgang refugees’ [w:] BBC News z 8.4.1999, http://news2.thls.bbc.co.uk/hi/english/world/europe/newsid%5F314000/314912.stm

Media and the Pentagon Lies Unveiled [w:] www.computec-int.com/bsc/index.htm

What NATO won’t tell you: Executions, mass graves and refugees, www.iacenter.org/natowont.htm (wyciąg z licznych źródeł)

20 Bulgarian police off to Kosovo, told to keep quiet in public [w:] Agence France Presse z 16.11.1999