Brak interwencji będzie katastrofą dla ludności Bośni, dla USA i dla naszych żywotnych interesów w Europie.
Amerykańska rada interwencyjna dla pokoju na Bałkanach, 12.7.1995 r.
Zachodnie ani polskie środki przekazu nie sprecyzowały, o jakie żywotne interesy chodziło w wojnach bałkańskich pod koniec XX wieku. Niektórzy polscy koledzy po piórze wymieniają nawet potrzebą odwrócenia uwagi od afery rozporkowej prezydenta Clintona z Moniką Lewińską. Tymczasem główna przyczyna sprowadza się do rywalizacji mocarstw w Eurazji w drodze do hegemonii światowej. Żeby dojść do tego wniosku bez cienia wątpliwości „teorii spiskowych”, trzeba było poczekać na rozwój nowej historii budowanej przez Imperium. Bez żadnych wątpliwości widać teraz Bałkany jako poletko na globalnej szachownicy, a pociągnięcia USA i NATO – ruchy kandydata na mistrza świata przed zadaniem szach mata. Poświęcam rozdział temu tłu, bo bez niego nie sposób pojąć logiki NATO na Bałkanach.
Podobnie jak w Bośni w latach 1994-1995, atak wiosną 1999 r. na Serbów NATO usprawiedliwiło ochroną mniejszości prześladowanej przez rząd w Belgradzie. Państwa NATO nie reagują na masowe tragedie ludzkich bez własnego interesu. W Libanie, Somalii, Panamie, Iraku i Timorze Wschodnim USA dopuściło do masakr niewinnej ludności, bo względy strategiczne były ważniejsze. Setki tysięcy Serbów wypędziła Chorwacja do 1995 r. z poparciem USA i NATO. W ciągu ostatnich kilkunastu lat ponad milion Kurdów wypędzono z wiosek u członka NATO, Turcji, przy poparciu USA. Mocarstwa światowe uzasadniały ingerencje względami etnicznymi, wywołując katastrofy. Jedną z najokropniejszych w XX w. było utworzenie przez Wielką Brytanię Pakistanu w 1947 r., rzekomo dla zażegnania konfliktu muzułmańsko-hinduskiego. Przemoc przyniosła śmierć miliona ludzi, a wepchnęła w uchodźstwo 12 milionów.
W represjach na Albańczykach kosowskich władze Serbii nie dorównały ekscesom Francji w Algierii albo USA w Wietnamie. Jeśli wielka polityka wymagałyby tego, zachodnie środki przekazałyby izraelskie poskromienie intifady lat 1987-1991 lub masakry w Bejrucie w 1982 r. pod auspicjami Izraela, podobnie jak czystki etniczne, ludobójstwo i Holokaust kosowski. Pod pozorem humanitarnym na Bałkanach USA z NATO odizolowało Jugosławię, wprowadzając więzy militarne z każdym jej państwem ościennym. Węgry, Chorwacja, Rumunia, Macedonia, Bułgaria i Albania biorą udział w Partnerstwie dla Pokoju (Partnership for Peace), programie NATO zaplanowanym przez USA dla więzów wojskowych. USA założyło lub zakłada tam bazy wojskowe, tym cenniejsze, że zainteresowanie Ameryki Europą przesuwa się na Wschód, umowy wynajmu terenów wojskowych na Zachodzie zaczynają wygasać, a zachodnie społeczeństwa nie chcą zagrożenia bronią nuklearną ani problemów przestępczości wokół amerykańskich baz.
Po co NATO idzie na Wschód? Popularna acz nie wystarczającą odpowiedź brzmi: ropa i gaz. Nawet gdyby to był zasadniczy powód, jest on nieracjonalny. Ze swoim potencjałem technologicznym i kapitałowym Stany Zjednoczone mogłyby przewodzić światu w przestawianiu się na alternatywne źródła energii, tym bardziej że złoża ropy i gazu znajdują się poza Ameryką. Wbrew logice USA odmawia ratyfikacji umowy kyotowskiej o redukcji emisji gazów cieplarnianych, by jak najdłużej pozostać przy ropie i gazie. Idą na to pokaźne środki budżetowe w postaci zbrojeń, wojen i utrzymania wojsk w dalekich zakątkach. Trudno nie wnioskować, że polityką bezpieczeństwa energetycznego USA rządzą wąskie interesy zamiast zdrowego rozsądku. Jeśli tak, to jakie interesy rządzą pozostałymi objawami globalnej ekspansji Ameryki?
Kiedy 9. listopada 1989 r. rozebrano mur berliński, a potem handlarze uliczni sprzedawali przy Bramie Brandenburskiej kawałki jeszcze pokryte graffiti, właściwie rozebrano układ jałtański. I nie tylko Jałta leży w gruzach po berlińskim murze. W ruinach Jugosławii, której już nie ma leżą także konsekwencje pierwszej imperialistycznej wojny w Europie – pisał norweski socjalista Pål Steigan w 1992 r. w książce Czas wojny czy mit o pokoju światowym? burząc złudzenie o nadchodzącej erze pokoju i dobrobytu. Do mitologów należał wtedy Francis Fukuyama, który w książce Koniec historii i ostatni człowiek próbował przekonać, że zwycięstwo USA w zimnej wojnie oznacza końcowy punkt ideologicznej ewolucji ludzkości, a amerykański styl liberalnej demokracji stanie się ostateczną formą rządu cywilizacyjnego. Pesymiści natomiast widzieli w upadku ZSRR i rozbiorze Jugosławii wstęp do ery wojen i zamętu. Ich obawy potwierdziły się po upadku muru berlińskiego.
Zdaniem Steigana w erze imperializmu i hegemonii tam, gdzie upadek mocarstwa zostawia próżnię, inne starają się zapanować. Stadium kapitalizmu imperializm rozwinął się od końca XIX w. Cechuje go stłumienie wolnej konkurencji przez monopolistyczne interesy i dominacja na rynku światowym gigantycznych instytucji bankowych dysponujących kapitałem inwestycyjnym. Z państw, gdzie kapitalizm rozwinął się najsilniej, monopole i kapitał finansowy dążą do uzyskania dostępu do rynków, zasobów i nowych źródeł siły roboczej w pozostałych częściach świata. Państwa Ameryki północnej i mocarstwa Europy Zachodniej tworzące trzon NATO są najbardziej zaawansowanymi mocarstwami kapitalistycznymi. W każdym z nich polityka odzwierciedla interesy kapitału finansowego opartego na ponadnarodowych korporacjach i bankach. Egzystencja posiadaczy zależy od globalnej ekspansji.
Imperializm pasożytuje na biedniejszych narodach. Wykorzystując swą hegemonię finansową poprzez giganty finansowe jak Bank Światowy i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, imperializm jest w stanie dyktować politykę słabszym państwom, które uzależnia od kredytów. Dominując na rynku międzynarodowym, mocarstwa kapitalistyczne obniżają ceny surowców trzymając tym samym niezamożne kraje w biedzie. Im więcej one pożyczają, tym bardziej się uzależniają. Poza tym wisi nad nimi groźba interwencji militarnej. Czy będą chwalone, jak Polska, jako wyłaniająca się demokracja czy potępione jako łajdackie państwo, zależy gdzie jest ich miejsce w planach imperializmu. Tak więc Irak popierany przez USA w wojnie przeciw Iranowi w latach 1980. stał się przedmiotem ataku, gdy stanął na drodze Ameryki w jej umacnianiu władzy.
Podobnie Jugosławia. W latach 1980. Waszyngton utrzymywał dobre stosunki ze Slobodanem Miloszewiciem, bo ten wprowadzał wolny rynek i rozbierał przedsiębiorstwa państwowe. W latach 1990. zasady gry zmieniły się, a Serbia stała się zadrą w boku interesów imperialistycznych. Miloszewić dołączył do Hussajna na liście zbrodniarzy poszukiwanych przez imperializm. Ocena jakiegokolwiek państwa przez imperializm może zmienić się z dnia na dzień, bo jak powiedział kiedyś premier Palmerston o imperium brytyjskim, nie ma ono stałych przyjaciół ani stałych wrogów, tylko stałe interesy.
Światowe pożogi wojenne XX wieku udowodniły, że imperialistyczne mocarstwa walczą o terytoria i rynki. Pierwsza wojna światowa nie rozpoczęła się z powodu zamachu na następcę tronu austro-węgierskiego Ferdynanda, tylko w wyniku zagrożenia, jakie mocarstwa wyczuły na Bałkanach, gdy karząc za morderstwo Austria wypowiedziała wojnę Serbii, Rosja zadeklarowała pomoc prawosławnym braciom, na co Niemcy wypowiedziały wojnę Rosji. Dla mocarstw europejskich zaburzenie równowagi na Bałkanach było tak poważne, że wkrótce wciągnęły się w zawieruchę wojenną, na początku wyglądającą jak wojna lokalna. Traktat Wersalski był podziałem przegranych między zwycięzców. Austro-Węgry rozwiązano. Upadło cesarstwo otomańskie, które obejmowało Turcję, wielką część Bałkanów, Egipt i Bliski Wschód. Wielka Brytania zabrała Egipt i Palestynę, a Francja – Syrię. Bałkany podzielono na małe państewka. Jugosławia wynurzyła się jako kompromis zwycięzców, których arogancja w Wersalu doprowadziła do następnej wojny światowej. Upokorzone, pokonane Niemcy, następnie wynędzniałe reparacjami wojennymi były urodzajnym gruntem dla Hitlera, który wykorzystał zranione uczucia narodowe i ogólną biedę.
Zwycięzcy II wojny światowej Churchill, Stalin i Roosevelt zapisali swe warunki w czarnomorskiej Jałcie w lutym 1945 r. Traktat wytrzymał zimnowojenne próby wojny domowej w Grecji, kryzysu węgierskiego 1956 r. i najazdu Paktu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 r. Wytrzymał aż do upadku muru berlińskiego, bo był to jednocześnie upadek panowania radzieckiego. Rozpad ZSRR i Jugosławii dał jasny znak: pada równowaga sił w Europie wypracowana przelewem krwi w dwóch najokrutniejszych w historii wojnach; czas podzielić strefy wpływu w powstającej pustce – od Berlina po granice Chin, od Bałtyku po Morze Kaspijskie. Kto zapanuje nad byłymi demo-ludami? A kto nad Albanią, republikami byłej Jugosławii i nowymi państwami od Gruzji po Tadżykistan?
Takie pytania mają zwykle jedną odpowiedź: wojnę. Doba imperializmu nie widziała jeszcze otwarcia tak ogromnych terenów mocarstwowym rywalom. Powstała nierównowaga jest tak ogromna, że trudno uniknąć wojen, tym bardziej, że zwycięstwo USA w zimnej wojnie zmieniło równowagę terroru w nierównowagę [...] Niestety nie ma powodu wierzyć, że skończy się na agresyjnej wojnie NATO przeciw Jugosławii – przewidział Steigan jeszcze podczas natowskich nalotów. Bez wojennej propagandy (patrz rozdział pt. Obrazki które zmyliły świat) byłoby trudno utrzymać opinię publiczną w niewiedzy o prawdziwych celach imperialnych wojen. Humanitaryzm co najmniej od końca XIX w. jest przykrywką dla mocarstw, gdy odbierają innym to, czego potrzebują. Uprzednie misje cywilizacyjne USA, Anglii, Francji, Belgii i Holandii miały naprawdę za zadanie zabrać rywalom cenne surowce, rynki i geopolityczną przewagę. Współczesny atak na Jugosławię ma na celu zabezpieczenie materialnych i strategicznych interesów mocarstw zachodnich.
Powstałą w 1918 r. Jugosławię (państwo południowych Słowian – Serbów, Chorwatów, Słoweńców, Macedończyków oraz ponad 20 dobrze traktowanych mniejszości) kontynuował po II wojnie światowej Josip Broz Tito. W obu przypadkach państwo było kompromisem przeciw wybuchowym kontrowersjom w Europie i na samych Bałkanach. Gdy w 1991 r. Niemcy motywowane starym sojuszem z nacjonalistami chorwackimi naciskały mocarstwa na pospieszne uznanie suwerenności Chorwacji, kompromis pękł. Niemcy postąpiły wbrew zaleceniom sekretarza generalnego ONZ Peresa de Cuellara, pierwsze uznając rząd w Zagrzebiu. To był okrzyk wojenny przed bitwami o granice i terytoria oraz zielone światło dla czystek etnicznych w Chorwacji, potem w Bośni i Kosowie, ale nie na ofiarach Miloszewicia jak tumaniono światową opinię publiczną, tylko na Serbach. Podniosły swe łby moce, które od dawna pragnęły wypędzić Serbów z Krajiny i Wschodniej Sławonii, utworzyć republikę Chorwatów z Zachodniej Bośni, a państwo muzułmańskie z reszty Bałkanów, włącznie ze staroserbskim Kosowem. Rząd rozlatującej się Jugosławii rzucił armię na ratunek Serbów okrążonych wrogością w Chorwacji, Bośni i Kosowie, zarabiając oskarżenie o budowę Wielkiej Serbii (patrz rozdział pt. Wielko-serbizm). Więcej o zasługach niemieckiego militaryzmu na Bałkanach piszę w rozdziale pt. Niemiecka propaganda nowo-wojny, a radykalnego islamu – w Islam wojujący na Bałkanach.
Ameryka nie czekała długo, by zaprosić się do uczty bałkańskiej. Przede wszystkim podporządkowała sobie Albanię na bazy wypadowe (nie mówiąc o jej złożach ropy i gazu), co nie było trudne z pomocą skrajnie korupcyjnego, przestępczego reżimu Salih Berishy. USA usadowiło się mocno w tym niegdyś dumnym Kraju Orłów, otrzymując w prezencie upragnione bazy wojskowe. NATO dostało oficjalnie władzę nad przestrzenią powietrzną i terenami wojskowymi Albanii. Stamtąd USA może robić wypady na całe Bałkany. Nie przypadkowo podczas kampanii kosowskiej szturmowe Apacze stacjonowały w Rinas koło Tirany. Model „zaproszenia” do Albanii USA i NATO wykorzystało następnie w Azji Środkowej.
Posunięcia USA i NATO byłyby niemożliwe, gdyby ZSRR nie rozpadło się. Gdyby Rosja była silniejsza po pierestrojce, Zachód nie mógłby rozebrać Jugosławii i wejść do Azji bez rozpętania III wojny światowej. Jeśli Zachodowi rzeczywiście zależałoby na pokoju (jak twierdził, kiedy Jugosławia rozpadała się) żadna z byłych republik nie dostałaby nawet obietnicy niepodległości zanim społeczność międzynarodowa nie rozwiązałaby sporów o granice i prawa mniejszości. Dobroczynna społeczność uzależniłaby następnie programy pomocy od wykonania uzgodnień. Taka procedura udaremniłaby wejście na scenę skrajnym nacjonalistom, a wynagradzałaby współpracę i tolerancję. Dobroczynności nie było dane zatryumfować, bo silniejszym interesom zależało na szybkim rozbiorze, destabilizacji i kolonizacji.
Na Bałkanach Zachód pokazał stronniczość. Kiedy Turcja tępi wioski Kurdów, NATO posyła więcej broni. Kiedy przywódca armii wyzwoleńczej Kurdów ubiega się o azyl na Zachodzie, USA pomaga go złapać reżimowi, który masakruje jego naród i wyda również na niego wyrok śmierci. Walka wyzwoleńcza kosowskich Albańczyków to dla NATO zupełnie inny rodzaj praw człowieka. Byłaby morderstwem i terrorem w wykonaniu Kurdów. W propagandzie przeobraża się w akty bohaterskiej walki o wyzwolenie narodowe, a USA i NATO ochraniają ten rozbój i traktują przywódców terroryzmu i przestępczości jak głowy państwa i partnerów (rozdział Z błogosławieństwem KFOR). Podobnie jest z czystkami etnicznymi. Kiedy w 1995 r. Chorwacja paliła wsie, zarzynała bezbronnych ludzi i wypędzała setki tysięcy z ich odwiecznych domów w Krajinie zamieszkałej przez większość serbską, USA i Zachód nie wypowiedziały wojny winowajcom, tylko ich ofiarom. USA i Niemcy zapewnili chorwackiej armii dość broni i sprzętu na popełnienie okrucieństw. Dla pewności NATO zniszczyło serbskie centra dowodzenia i kluczowe pozycje wojskowe.
Dlaczego? Bo to nie jest wojna cywilizacji z barbarzyństwem, tylko wojna o Nowy Ład w miejsce tymczasowej próżni sięgającej po granice Chin. Z mocarstwowej arogancji USA zantagonizowało Rosję. USA i NATO z pewnością mogą wojskowo złamać stosunkowo słabszą Serbię, ale miażdżąc przy okazji rosyjskie iluzje o pokojowym współistnieniu z Zachodem […] Rosjanie nie są głupi. Wyraźnie widzą, że co Zachód robi z Jugosławią, może zrobić z byłymi republikami wzdłuż rosyjskich granic […] Jeśli NATO wyjdzie wzmocnione i zwycięskie z bieżącej wojny, sojusz może odegrać ten sam skrypt na Rosji manipulując w przyszłości jej konfliktami narodowościowymi – pisał proroczo Steigan w 1999 r.
Powyższą perspektywę można posądzać o stronniczość norweskiego socjalisty. Jednak obawy sprawdziły się niebawem. Od 1991 r. wywiązała się dyskusja między czołowymi strategami USA odnośnie nowego miejsca ich kraju w świecie. Bez ZSRR, wywnioskowało wielu z nich, USA zostało panem świata, w którym bezspornie dominuje, co najmniej tymczasowo. Były doradca prezydencki Zbigniew Brzeziński pisał w 1997 r. w magazynie spraw zagranicznych Foreign Affairs i w książce pt. The Grand Chessboard – American Primacy And Its Geostrategic Imperatives (wielka szachownica – amerykański prymat i jego nakazy geostrategiczne): Statusu Ameryki jako przodującego mocarstwa najprawdopodobniej nikt nie zakwestionuje przez jedno pokolenie. Żadne państwo nie zrównałoby się ze Stanami Zjednoczonymi w żadnym z czterech wymiarów siły – militarnej, gospodarczej, technicznej i kulturalnej – nadających globalną siłę polityczną.
Utrwaliwszy władzę na półkuli zachodniej, argumentuje Brzeziński, USA musi dążyć do penetracji Eurazji: Wypłynięcie USA jako jedynego supermocarstwa nakazuje teraz zintegrowaną, wszechstronną strategię w Eurazji [...] Eurazja skupia 75 procent ludności świata, 60 procent produktu brutto i 75 procent zasobów energetycznych [...] Mocarstwo władające Eurazją panowałoby nad dwoma z trzech najbardziej zaawansowanych i gospodarczo wydajnych regionów świata, Europą Zachodnią i Azją Wschodnią. Władza nad Eurazją oznacza subordynację Bliskiego Wschodu i Afryki oraz dostęp do głównych zasobów Oceanii. Gdy obecnie Eurazja jest planszą geopolitycznych szachów, nie wystarcza już prowadzić jednej polityki dla Europy a drugiej dla Azji. W opanowania Eurazji Brzeziński proponuje wiodącą rolę Ameryki przy jednoczesnym zapewnianiu równowagi wśród sprzyjających partnerów: W wybuchowej Eurazji pilnym zadaniem jest zapewnić, że żadne państwo lub grupa państw nie wyprze Stanów Zjednoczonych ani nawet nie umniejszy jego decydującej roli.
W NATO Brzeziński widzi najlepsze narzędzie osiągnięcia nieszkodliwej hegemonii amerykańskiej, bo w odróżnieniu od związku z Japonią, NATO umacnia amerykański wpływ polityczny i siłę wojskową na kontynencie euroazjatyckim. Przy uzależnieniu sojuszników europejskich od USA wszelka ekspansja europejska jest ekspansją wpływów amerykańskich. Z drugiej strony możliwość rozszerzania wpływów przez USA zależy od bliskich stosunków transatlantyckich: Obszerniejsza Europa i powiększone NATO będą służyć krótko- jak i długofalowej polityce USA. Większa Europa poszerzy zakres wpływów USA bez jednoczesnego stworzenia Europy tak zintegrowanej politycznie, że rzuciłaby wyzwanie Stanom Zjednoczonym. Więc akcja NATO w Jugosławii, pierwsza ofensywa w historii sojuszu, była w oczach władzy amerykańskiej umacnianiem wiodącej pozycji USA na świecie, a rozszerzenie NATO na Polskę, Węgry i Republikę Czeską – rozszerzeniem wpływów USA na Europę i świat.
Euroazjatycka perspektywa Brzezińskiego wywodzi się z brytyjskiego imperializmu, który próbował zapewnić sobie wpływy przeciwstawiając rywali na kontynencie. Halford Mackinder w 1904 r. pisał, że Eurazja i Afryka, które łącznie nazywał wyspą świata, były podstawą osiągnięcia hegemonii światowej, a kluczem do niej – władza nad sercem masy kontynentu między Wołgą, Jangcy, Arktyką i Himalajami: Kto włada Europą, panuje nad Sercem Kontynentu; kto włada Sercem Kontynentu, panuje nad Wyspą Świata; kto włada Wyspą Świata, panuje nad Światem. Pomimo późniejszej krytyki założeń Mackindera, jego strategii trzymały się ówcześni mężowie stanu. Wywarła ona poważny wpływ na wielkomocarstwowe konflikty pierwszej połowy XX w. Dzisiejsze Imperium trzyma się wytycznych Brzezińskiego, zdaniem którego kluczem do panowania nad republikami Azji Środkowej jest Uzbekistan. W przemowie do kongresu USA kilka dni po atakach 11.9.2001 r., prezydent Bush junior z naciskiem wymienił ten kraj jako pierwsze miejsce stacjonowania wojsk amerykańskich. Tymczasem wojska USA i Zjednoczonego Królestwa oraz CIA działały tam od kilku lat.
Brzeziński przygotował grunt globalnej strategii USA przedstawiając Rosję i Chiny jako dwa mocarstwa, które mogłyby zagrozić interesom USA w Azji Środkowej. Rosja jest według Brzezińskiego większym zagrożeniem. Bogate w ropę i gaz Azerbejdżan, Iran, Turkmenistan i Kazachstan oraz przeciwwagi ewentualnych pociągnięć Rosji i Chin w kierunku środkowo-azjatyckich zasobów naturalnych – Ukrainę, Turkmenistan, Uzbekistan, Tadżykistan i Kirgistan – należy przejąć pod kontrolę amerykańską. Autor zauważył, że każde mocarstwo zagrażające Stanom Zjednoczonym w Azji Środkowej zagroziłoby jednocześnie władzy USA nad zasobami ropy nad Zatoką Perską. Książka Brzezińskiego tłumaczy, dlaczego USA miałoby motyw w złupieniu 300 miliardów USD z Rosji w latach 1990, destabilizacji rubla w 1998 r. i zmuszeniu osłabionej Rosji, by dla przeżycia gospodarczego i politycznego zwróciła się na Zachód do Europy, a nie do Azji Środkowej. Uzależnionej Rosji brakowałoby politycznej, gospodarczej czy wojskowej siły. To tłumaczyłoby, dlaczego prezydent Putin był dotychczas dobrym sojusznikiem USA.
Stany Zjednoczone są zdecydowane zapewnić sobie dominującą rolę w byłej sferze radzieckiej. Jeśli jakiś przeciwnik lub przeciwny sojusz przeciwstawiłby się USA w regionie euroazjatyckim, zakwestionowałaby tym samym jego światową hegemonię. Polityczny elity Ameryki dobrze zdają sobie z tego sprawę. Komitet ds. stosunków międzynarodowych izby reprezentatntów kongresu USA badał znaczenie strategiczne regionu kaspijskiego. Na spotkaniu w lutym 1998 r. przewodniczący komitetu Doug Bereuter przypominał konflikty między Rosją a Wielką Brytanią o Azję Środkową w XIX w.: sto lat później upadek Związku Radzieckiego rozpętał nową wielką grę, w której interesy East India Trading Company zostały zastąpione interesami Unocalu, Totalu i wielu innych firm i organizacji. Cele polityki USA odnośnie surowców energetycznych w tym regionie obejmują pielęgnację niepodległości Państw i ich związków z Zachodem, złamanie monopolu Rosji nad szlakami transportu ropy i gazu, popieranie bezpieczeństwa energetycznego Zachodu przez zróżnicowanie dostawców, zachęcanie do budowy rurociagów wschód-zachód omijających Iran oraz udaremnianie Iranowi niebezpiecznego nacisku na gospodarki Środkowej Azji.
Z wypowiedzi wynika, że Waszyngton przewidywał konflikty z mocarstwami w regionie. Po dużych tarciach przy uzyskiwaniu dostępu do kaspijskiej ropy i gazu jeszcze większe wyszły przy wysiłkach zmierzających do zapewnienia przesyłania ich rurociągami na Zachód. Zachodnie firmy podpisały kontrakty na produkcję wartości dziesiątek miliardów dolarów, nie ustalając jeszcze korytarzy rurociągów. Korytarze wschód-zachód omijają Rosję i Iran, dwa mocarstwa niepewne z punktu widzenia interesów USA. Jesienią 1998 r. sekretarz energii USA Bill Richardson powiedział New York Times: Próbujemy zorientować nowe niezależne państwa na Zachód. Chcielibyśmy, aby oparły się na zachodnich interesach handlowych i politycznych zamiast zwróciły się w inną stronę. Poczyniliśmy znaczne inwestycje polityczne w kaspijski region i jest dla nas bardzo ważne, aby zarówno mapa rurociągów i polityka wyszły prawidłowo. Bałkany, Jugosławia, Serbia są na mapie amerykańskiej i zachodnioeuropejskiej polityki energetycznej. Przebiegają tamtędy planowane nitki rurociągów obsługujących Europę Zachodnią i USA (patrz rozdział Uwalnianie rynku).
Niektórzy stratedzy USA byli za agresywną polityką. Mortimer Zuckerman, redaktor US News & World Report, ostrzegł w maju 1999 r. przed sytuacją koszmaru – zasoby Azji Środkowej mogą przypaść z powrotem Rosji lub jej sojuszowi. Wtedy w zmowie z Iranem i Irakiem Rosja mogłaby podwyższyć cenę ropy, dość na wzmocnienie producentów i zagrożenie Zachodowi, Turcji, Izraelowi i Arabii Saudyjskiej. Frederick Starr, dyrektor amerykańskiej grupy mózgów Instytut Azji Środkowej i Kaukazu przy Uniwersytecie Johnsa Hopkinsa w 1998 r. zauważył, że połowa państw NATO ma poważne inwestycje w ropę kaukaską, więc jeśli zajdzie potrzeba ochrony potencjalnych korzyści zaangażują się ich siły wojskowe. Możliwość konfliktu zbrojnego jednego lub więcej państw NATO z Rosją nie jest jedynie spekulacją. Starr pisał: Żadnego państwa nie namawia się do członkostwa w NATO tak wytrwale jak bogatego w ropę Azerbejdżanu, i nigdzie indziej możliwość konfliktu z Federacją Rosyjską nie jest większa. Od 1998 r. Azerbejdżan bierze udział w manewrach NATO dla państw Partnerstwa dla Pokoju.
Uzasadnienie misją humanitarną NATO w 1999 r. przeciw Jugosławii mogłoby powtórzyć się, kiedy USA zdecydowałoby się na agresję w Azji Środkowej. Niemal każde państwo jest tam uwikłane w konflikty etniczne, a szczególnie trzy państwa, przez które Waszyngton chciałby poprowadzić rurociągi. W Azerbejdżanie konflikt zbrojny z ludnością armeńską trwa od końca lat 1980. W sąsiedniej Gruzji siły rządu walczą z partyzantką w Abchazji. Turcja, w której nad Morzem Śródziemnym ma się znaleźć końcowy punkt rurociągu Baku-Tbilisi-Ceyhan, od dawna zwalcza Kurdów, którzy mieszkają na linii amerykańskiego rurociągu. Clinton podkreślił w przemówieniu do redaktorów prasy amerykańskiej wiosną 1999 r., że zamęt etniczny w Jugosławii nie jest unikalny: Duża część byłego ZSRR stoi w obliczu podobnego wyzwania, wliczając Ukrainę i Mołdawię, południową Rosję kaukaskie narody Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu – nowe narody Azji Środkowej. Otwarcie tych rejonów oznacza, że możliwość konfliktów narodowościowych stała się chyba największym zagrożeniem dla jednego z naszych najbardziej żywotnych celów: stabilizacji, dostatku i wolności byłych państw komunizmu.
Czyli ciąg przyszłych wojen, sądząc po agresji NATO na Bałkanach.
Konflikt z Europą także byłby możliwy przy okazji prób globalizacji władzy amerykańskiej. Paryż i Berlin obawiają się amerykańskich intencji w Europie. Tarcia doszły do głosu, gdy w lutym 2003 r. Francja i Niemcy zdecydowanie sprzeciwiły się nieuzasadnionemu atakowi USA na Irak. Były doradca prezydenta Francji Mitteranda, Règis Debray pisał w New York Times z 23.2.2003 r.: Aby rozładować obecny kryzys transatlantycki, Biały Dom bobrze zrobiłby [...] traktując europejskich sojuszników jako obywateli niezależnych państw, każde o osobliwej historii i geografii [...] Każdy ma swą geopolitykę. Ośmiu z dziesięciu zapytywanych na europejskich ulicach zgadza się z francusko-niemieckim stanowiskiem, a rządy brytyjski, hiszpański, włoski itd. odcięły się od publicznej opinii. Konfrontując ten kłopot rząd USA wybrał Francję na kozła ofiarnego. Bez praktyki państwa satelitarnego, w odróżnieniu od państw Europy Wschodniej, Francja posłużyła się swym prawem posiadania własnego zdania (pomimo pewnej liczby elit zdecydowanie po stronie USA).
Debray szydzi z oficjalnych motywów i sugeruje powiązania rodzinne Bushów i innych w amerykańskich elitach z interesami ropy i gazu: Oczywiście USA ma wolną rękę zdecydować, że trupioblady satrapa pod skrupulatnym nadzorem zagraża amerykańskim interesom narodowym (i rodzinnym). Debray przewiduje koniec imperium amerykańskiego, jeśli administracja USA jest zdecydowana rozpocząć wojnę, co jest najbardziej upragnionym życzeniem Osamy ibn Ladena, jeśli chce ona dać obecnie słabnącemu islamskiemu fundamentalizmowi drugą szansę.
Przedtem agresja USA w Jugosławii, rosnące uwikłanie USA w bezpieczeństwo europejskie i nacisk na rozbudowę NATO wywołały podobne liczne protesty komentatorów i polityków. Kampania kosowska NATO przypadła na okres wzrastających transatlantyckich konfliktów handlowych. Mocarstwa europejskie od dawna szukają sposobu podważenia hegemonii amerykańskiej w handlu światowym. Unię monetarną Europy zaplanowano jako konkurencję dla globalnej waluty dolara. Wiodące w Unii Europejskiej Niemcy mają znaczne udziały w gospodarkach Europy Wschodniej i Rosji. Czują się zagrożone możliwością konfliktu USA – Rosja, a brak stabilizacji w Moskwie jest dla nich zagrożeniem interesów gospodarczych.
Wielki importer ropy Japonia ma pokaźne inwestycje w zasoby kaspijskie i dość problemów na tle handlowym z USA. Nacisk na rolę wojskową w dominacji Azji Środkowej przez USA może spowodować wzrost militaryzmu japońskiego. Chiny aspirują do roli mocarstwa gospodarczego w regionie upatrzonym przez USA w Azji. Niewątpliwie te aspiracje są przyczyną histerii przeciw Chinom w amerykańskich środkach przekazu, czyli w kołach rządzących. Ekspansja USA w Azji stanowi bezpośrednie zagrożenie dla Chin, których rozwój gospodarczy zależy od dostępu do ropy i gazu. Potrzeby energetyczne Chin mają się podwoić do 2010 r. w stosunku do obecnej konsumpcji, co oznacza import 40 procent zapotrzebowania. Chiny wyraziły zainteresowanie rurociągiem znad Morza Kaspijskiego i podpisały w 1997 r. umowę wartości 4,3 miliardy USD, by zapewnić sobie 60-procentowy udział w kazachstańskich inwestycjach ropy i gazu.
Pozostałe mocarstwa także mogą się starać wyciągać korzyści z lokalnych konfliktów etnicznych, więc będą je wzmacniać zamiast łagodzić, gdy Azję Środkową będą włączać do globalnego systemu produkcji i handlu. Ze wzrostem inwestycji Zachodu w ropę i gaz w regionie azjatyckim można się więc spodziewać coraz więcej i coraz poważniejszych konfliktów narodowościowych. Panowanie nad terytorium zawierającym potencjał miliardowych zysków z eksportu surowca energetycznego może tylko oznaczać zacieklejsze konflikty i wojny. Konflikt w Abchazji powstrzymał już nie raz budowę rurociągu. Wejściu zachodniego kapitału towarzyszyły surowe reformy dyrygowane przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, co jeszcze bardziej zubożyło większość narodów środkowo-azjatyckich, wzbogacając garstkę, podobnie jak w Rosji, podczas gdy ogólna produkcja krajowa i poziom życia obniżyły się od 1991 r.
Kampania NATO w Jugosławii posłużyła za prototyp. Przyszłe konflikty wojenne Zachodu potoczą się w rejonach bardziej wybuchowych niż Bałkany. Zwolennicy Nowego Ładu posiadają broń atomową, jak ich potencjalni przeciwnicy. Trzecia wojna światowa z użyciem broni nuklearnej i skażeniem promieniotwórczym co najmniej o niskim natężeniu (lecz równie zabójczym – patrz rozdziały pt. Broń uranowa) jest prawdopodobna właśnie w Azji Środkowej.
Ekspansja NATO realizuje nową koncepcję strategiczną Waszyngtonu, która ma zrobić z NATO ochroniarza globalnych interesów Ameryki. Ekspansja wprowadza amerykańskie wojska do Europy aż po granice Rosji i wesprze zachodnie korporacje w przejmowaniu bogactw ropy i gazu basenu kaspijskiego. Wysocy urzędnicy rządu USA pomagają korporacjom w pędzie do kontrolowania kaspijskich zasobów. Pod wodzą Amoco i Penzoil, amerykańskie firmy i zwolennicy w kongresie przeprowadziły uświadamianie polityków o stawkach w basenie kaspijskim. Tamtejsze zasoby wartości 4 biliony USD przyciągnęły uwagę prestiżowych firm z USA.
W te wysiłki zaangażowali się byli doradcy prezydentów USA Brent Scowcroft i Zbigniew Brzeziński. Scowcroft doradzał w 1996 r. Penzoil i zarobił także od AIOC, azerbejdżańskiego konsorcjum działającego w basenie kaspijskim. Brzeziński doradzał Amoco, partnerowi AIOC. Potencjalnym profitem kaspijskim zainteresowani byli także wysocy urzędnicy, którzy współpracowali z rządem Azerbejdżanu: John Sununu z administracji byłego prezydenta Busha seniora, sekretarz obrony Dick Cheney, sekretarz stanu James Baker oraz sekretarz skarbu za prezydenta Clintona Lloyd Bentsen. Bentsen jest udziałowcem Frontera Resources, firmy usługowej dla branży ropy i gazu w Azerbejdżanie.
Już w latach 1990. Brzeziński oświadczył: Mocarstwo władające Eurazją panowałoby nad dwoma najbardziej zaawansowanymi i gospodarczo wydajnymi regionami. Władza nad Eurazją oznacza subordynację Afryki i dostęp do głównych zasobów Oceanii. Brzeziński wytknął, że większość państw Eurazji ma problemy wewnętrzne i każdy ma granice, które są przedmiotem roszczeń sąsiadów albo grup etnicznych wewnątrz kraju. Np. Armenia i Azerbejdżan spierają się o Górski Karabach. Prezydent Azerbejdżanu Haidar Alijew otrzymał osobisty list od Clintona w sprawie karabachskiej, a sekretarz stanu Albright zaprosiła Alijewa na obchody 50. rocznicy NATO. USA zaleca się również do Gruzji i Ukrainy. Wspólnie z Azerbejdżanem przeprowadziły manewry wojskowe 16.4.1999 r. pod auspicjami natowskiego Partnerstwa dla Pokoju i przygotowują się do akcji ratunkowych wzdłuż rurociągów Baku-Supsa. Rosja czuje się zagrożona sojuszami pod swoim nosem i rosnącym wpływem NATO na Kaukazie. Azerbejdżan użyczył bazę lotnictwa w Nasosnaji na potrzeby USA, Turcji i NATO. Ambasador Rosji w Azerbejdżanie, Aleksander Bolkhin, ostrzegł: jeśli NATO nie weźmie Rosji pod uwagę, broń atomowa i siły NATO stworzą niebezpieczeństwo dla tych małych państw (Global Intelligence, 15.4.1999).
Armeńczycy pamiętają zagładę 600 tys. swoich w 1915 r. podczas tureckiej brutalnej akcji wyganiania z Armenii do Syrii i Mezopotamii, więc stanowczo zaprotestowali przeciw siłom Turcji czy NATO w Azerbejdżanie. Podczas gdy Rosja zaczęła wzmacniać siły w Armenii, Turcja i AIOC finalizowały umowę o budowie rurociągu z Baku na Cejlon.
USA wykorzystuje wojska NATO do zawładnięcia Bałkanami, a zachodnie korporacje obradują, jak zmienić byłe socjalistyczne społeczeństwa w kapitalistyczne. 29.7.1999 r. odbyła się w Waszyngtonie konferencja nt. odbudowy i rozwoju Bałkanów, sponsorowana przez międzynarodową organizacje interesów skupionych wokół długoterminowego rozwoju gospodarczego Europy Południowo-wschodniej, jak teraz nazywają Bałkany. Wśród stu delegatów z rządów, firm i dyplomacji kluczowym mówcą był Dino Asanaj reprezentujący tymczasowy rząd Kosowa, a także ambasadorowie Albanii, Macedonii i Bułgarii oraz członkowie zarządu korporacji Caterpillar, Halliburton/Brown & Root, International Paper i Mitsubishi, które negocjowały intratne kontrakty odbudowy i rozwoju w państwach dotkniętych nalotami, oprócz Serbii.
Po referacie Asanaja oskarżającym ONZ za spowodowanie tarć kontynuacją polityki Miloszewicia, ambasador Macedonii Ljubica Acewska zapytała wprost: Pokażcie nam pieniądze. Tylko ona mówiła o skutkach wojny, przypominając że Macedonię obciążyło 50 tys. uchodźców, a poważne trudności gospodarcze wynikły z utraty głównego partnera handlowego – Jugosławii. Janusz Bugajski reprezentujący sponsora konferencji przedstawił byłego ambasadora USA Marisę Lino, która miała mówić o perspektywie bałkańskiej bonanzy. Natomiast z konferencji wynikło, że USA oczekuje od Unii Europejskiej pokrycia głównych kosztów odbudowy. Wkład Ameryki miał być w postaci udziału korporacji i banków inwestycyjnych w dziele zmian na Bałkanach. Powtarzały się często wyrażenia narody przejściowe (byłe państwa socjalistyczne w drodze do kapitalizmu) i rządy regulujące (planowane przez USA w celu zapewnienia podstaw prawnych, opodatkowania i ceł chroniących działalność firm).
Konferencja nieustannie podkreślała potrzebę stworzenia nowej świadomości w Europie Południowo-wschodniej, jakby tamtejsze ludy żyły w prymitywnym stadium przed-przemysłowym i trzeba je było nauczyć, jak żyć w demokracji, tj. kapitalizmie. Ci zacofani ludzie muszą zrozumieć, że nie może być demokracji bez kapitalizmu. Wysoko opłacane organizacje pozarządowe OPR-y miały jechać na Bałkany, by szkolić biurokratów na temat procesu prywatyzacji. Miała być wykorzystana wszelka okazja, by zatrudnić wyrabiaczy opinii publicznej w prywatnych i publicznych środkach przekazu celem rozpowszechniania lekcji o kapitalizmie.
W swej książce z 1997 r. Brzeziński nazwał rejon środkowo-azjatycki Bałkanami Eurazji i zakreślił na towarzyszącej mapce te tereny, które stały się miejscem działań sił zbrojnych USA w wojnie w Afganistanie w 2001 r., włącznie z graniczącymi z nim Tadżykistanem, Uzbekistanem i Turkmenistanem, gdzie USA i NATO założyły bazy wojskowe długo przed kampanią afgańską. Brzeziński tłumaczy znaczenia byłych republik ZSRR w Azji Środkowej: Są ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa i historycznych ambicji co najmniej trzech z ich bezpośrednich i silniejszych sąsiadów – Rosji, Turcji i Iranu, także Chin, które sygnalizują rosnące zainteresowanie polityczne regionem. Lecz euroazjatyckie Bałkany są nieskończenie ważniejsze jako trofeum gospodarcze; znajduje się tam ogromna koncentracja gazu ziemnego i zasobów ropy naftowej, poza tym ważne minerały włącznie ze złotem.
Brzeziński pisze w o byłych republikach ZSRR: Rozsądni przywódcy Rosji zdają sobie sprawę, że trwająca w nowych państwach eksplozja demograficzna oznacza wybuchową sytuację wzdłuż południowych granic Rosji, jeśli te państwa nie zdołają zapewnić wzrostu gospodarczego. To zdaniem niektórych obserwatorów tłumaczy przyzwolenie Putina na obecność militarną NATO w regionie i wojnę a Afganistanie. Bałkany euroazjatyckie grożą przekształceniem się w kocioł konfliktów narodowościowych i wielkich rywalizacji o władzę […] Bez konsekwentnego i wybiorczego zaanagażowania USA, siły globalnego nieporządku mogłyby wkrótce zapanowac na scenie światowej […] Zważywszy znaki ostrzegawcze na horyzoncie Europy i Azji, każda pomyślna polityka Ameryki musi skupić się na Eurazji jako całości i musi być prowadzona według geostrategicznego planu [...] To podkreśla znaczenie manewrowania i manipulacji w zapobieganiu powstania wrogiej koalicji, która w końcu mogłaby spróbować rzucić wyzwanie prymatowi Ameryki.
Na dłuższą metę polityka globalna stanie się coraz bardziej niesprzyjająca koncentracji hegemonicznej władzy w rękach jednego państwa. Dlatego Ameryka jest nie tylko pierwszym, a zarazem jedynym rzeczywiście globalnym supermocarstwem, lecz także prawdopodobnie będzie ostatnim […] Poza tym w miarę jak społeczeństwo Ameryki będzie się coraz bardziej różnicować, może ono mieć większe trudności z wypracowaniem jednomyślności w sprawach polityki zagranicznej, chyba że wypłynie naprawdę ogromne i ogólnie uznane bezpośrednie zagrożenie zewnętrzne. W cytatach z Brzezińskiego uderzają trzy rzeczy: (i) na arenie międzynarodowej dzwoni ostatni dzwonek dla USA na chwycenie władzy światowej, (ii) raz osiągnięta globalna hegemonia USA pozostanie na wieki, (iii) psychologia zbiorowa reaguje na monumentalne wydarzenia związane z poczuciem osobistego bezpieczeństwa i można nią manipulować.
Żadne mocarstwo nie trwa wiecznie. Najczęściej rozpada się z własnej korupcji. Korupcja ostatnich rządów USA może oznaczać nadchodzenie końca, a nie wznoszenie się ku globalnej hegemonii. Narody Chin i Indii w sojuszu z Rosją nie pozwolą sobie dyktować za długo. Chiny i Indie już współpracują z Rosją w dziedzinie nowoczesnych broni, z których wiele – na przekór propagandzie zachodniej – wyprzedza broń USA i NATO nie o lata lecz dziesięciolecia, np. systemy przeciwlotnicze i przeciwrakietowe, samoloty i czołgi. Radykalny islam nie popuści szastaniu narodami muzułmańskimi w marszu Ameryki (a z nią syjonistycznego Izraela) na szczyty władzy nad światem. Deptanie buciorami kowbojskimi na pewno uradykalni i inne narody, jak się już dzieje np. w Serbii. Amerykańskie elity mogą myśleć, że przed nimi świetlana droga, ale to może być droga na cmentarz historii. Na Bałkanach i w Azji Środkowej postawili forty z flagą założycieli amerykańskiej demokracji, ale na wrażym terenie, gdzie nawet prości ludzie zauważyli demokratyczną farsę i zakłamanie Nowego Ładu.
Poza tym wiara w bezkarność konsumpcji paliw cieplarnianych bez poważnych konsekwencji na środowisko planety i społeczeństwo świadczy o ignorancji „elit” aspirujących do władania światem, podczas gdy nie rozumieją podstawowych zasad jego działania, gardzą ludzkim życiem tak jak Matką Ziemią i nie mają współczucia dla cierpień setek milionów ludzi. Nic dziwnego, że to właśnie USA najbardziej przeciwstawia się układowi w Kyoto o obniżeniu emisji gazów cieplarnianych. Brzeziński pieje hymny pochwalne na cześć Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego bez słowa krytyki o ich roli w finansowym gwałcie państw na wszystkich kontynentach. Przemilcza dotychczasowe „dobroczynne” działania terrorystyczne rządu USA na całym świecie, które doprowadziły do ludobójstwa, nalotów na ludność od Bałkanów po Laos, Irak, Afganistan. Nic nie mówi o rozwoju i stosowaniu przez USA broni biologicznej, chemicznej i radiologicznej z okrutnymi skutkami na miejscową ludność oraz wojska swoje i wroga. Czytelnik z innej planety mógłby uwierzyć w altruistyczne intencje Ameryki dla dobra ludzkości.
Wydarzenia od czasu ataków 11.9.2001 r. wykonano zgodnie z planem amerykańskiej geostrategii. Obecne wojny to nie wojny z terroryzmem, plewienie broni masowego zniszczenia, ani reakcja na radykalizm islamski, tylko – słowami Zbigniewa Brzezińskiego w jego książce sprzed kilku lat pt. Wielka szachownica – początek ostatecznego konfliktu zanim światowa dominacja Stanów Zjednoczonych rozwiąże wszelkie inne rządy. Członek Rady Stosunków Zagranicznych (Council on Foreign Relations, CFR) i doradca prezydentów USA, Brzeziński uważał, że wtedy wszystkie państwa narodowe wejdą w skład Nowego Ładu kierowanego wyłącznie względami gospodarczymi pod dyktando banków, korporacji i elit utrzymujących władzę przez manipulacje i wojny. Ten nowy porządek to plan CFR. Gdyby Ameryka nie zapanowała nad globem , nastąpiłby świat chaosu: Ustąpienie Ameryki lub nagłe wypłynięcie pomyślnego rywala mogłoby spowodować ogromną nierównowagę międzynarodową. Wywołałoby światową anarchię. Brzeziński uczestniczył w szeregu obrad Grupy Bilderberga – stowarzyszenia najbardziej wpływowych rodzin, banków i korporacji świata.
Dr Johannes Köppl były wysoki urzędnik ministerstwa obrony Niemiec i doradca byłego sekretarza generalnego NATO Manfreda Wernera, potwierdził plan CFR w wywiadzie dla witryny internetowej From The Wilderness (www.copvcia.com) 6.11.2001 r.: Motywy jak plan CFR administracji Busha, Komisji Trójstonnej założonej przez Brzezińskiego dla Davida Rockefellera oraz Grupy Bliderberga były przygotowaniem do wcielenia otwartej dyktatury globalnej w ciągu najbliższych pięciu lat. Nie walczą z terrorystami. Walczą z obywatelami.
Zderzone z obecną retoryką, słowa Brzezińskiego inkryminują. Rząd USA wiedział zawczasu o planach ataków 11.IX i nie zapobiegł im, bo potrzebował poparcia opinii publicznej dla wojen, które zdaniem wiceprezydenta Cheney’ego mogą nie skończyć się za naszego życia. Wojny będą trwać aż wszystkie grupy gdziekolwiek na świecie dysponujące siłą polityczną, gospodarczą czy militarną zdolną przeciwstawić się globalnej dyktaturze zostaną zniszczone. Stąd naloty na byłych sprzymierzeńców USA, talibów w Afganistanie, definicje państw osi zła i „dowody” na broń masowego zniszczenia. Stąd dziwne i dyletancko tłumaczone zamachy bombowe „Al Kaidy” (np. na indonezyjskiej wyspie Bali jesienią 2002 r., gdzie najprawdopodobniej służby specjalne USA i Izraela podłożyły małą atomówkę, aby wywołać wzburzenie przeciwnych wojnie z Irakiem Australijczyków – patrz http://homepage.ntlworld.com/steveseymour/nuke/bali_micro_nuke.htm). Stąd rzekome powiązania irackich terrorystów z Al Kaidą.
W kontekście późniejszych wydarzeń cytaty z Brzezińskiego ujawniają ciemną stronę globalnych planów kilka lat przed 11. września 2001 r. Przy komentarzu o niechęci amerykańskiej opinii publicznej do panowania Ameryki nad całym światem przypomina on Pearl Harbour. Myślał o mobilizacji Amerykanów propagandą i masową psychologią, zresztą nie po raz pierwszy w historii. Każdą wojnę Ameryki ostatnich stu lat poprzedzały prowokacje celem rozsiania popłochu i podania „obronnego” motywu planowanej agresji. Wzorzec jest klarowny od propagandowej eksplozji okrętu Maine, która rozpoczęła wojnę USA z Hiszpania w 1898 r., przez znany zawczasu i przyzwolony atak japoński na Pearl Harbour, po „masakrę” w Raczaku tuż przed nalotami na Jugosławię w 1999 r. Michael Rupert skomentował w witrynie From The Wilderness podczas wojny w Afganistanie: Są teraz dowody, że to co świat ogląda jest na zimno wykalkulowanym, powstającym przez co najmniej cztery lata planem wojny, a ze słów Brzezińskiego o Pearl Harbour wynika, że ataki na World Trade Center były właśnie zapłonem potrzebnym do rozpoczęcia końcowego podboju.
11.IX stanowił pożądany bodziec psychologiczny: walka ze światowym terroryzmem, uzasadniona obroną własną. Władze wiedziały o planowanych zamachach przez terrrorystów radykalnego islamu i im nie przeszkodziły, żeby mieć pretekst monumentalnej wojny z terroryzmem – właśnie w Azji. Cyniczni obserwatorzy sądzą, że władze USA miały w atakach czynny udział, np. porwane samoloty były typu sterowalnego zdalnie z centrali ochrony lotnictwa na wypadek porwania. Pośrednie dowody elity zbywają jako teorie spiskowe, nie przytaczając kontr-argumentów, co przypomina odrzucanie zarzutów przeciw syjonistycznym poczynaniom Izraela: nagonka na Żydów.
CBS podało 8.5.2002 r., że CIA poinformowało Busha już 6.8.2001 r. o zagrożeniu atakami terrorystów związanych z ibn Ladenem z użyciem samolotów – pocisków kierowanych. Mimo to Biały Dom nie powziął kroków zapobiegawczych ani nie poinformował społeczeństwa. Administracja wielokrotnie określała ataki 11.IX jako podstępne, bez ostrzeżenia. Niespełna rok po tragedii wiadomo było, że rząd kłamał. Dlaczego Biały Dom próbował ukryć treść otrzymanych ostrzeżeń? Dlaczego krzykliwie sprzeciwił się parlamentarnym propozycjom powołania komisji śledczej? Administracja Busha twierdziła, że dochodzenie przeszkodziłoby aktualnej wojnie w Afganistanie i następnym stadiom wojny z terroryzmem.
Odprawa prezydenta przez CIA zbiegła się z raportami FBI z Phoenix 10.VII i z Minneapolis 13.VIII, które ostrzegały o agentach Al Kaidy w ośrodkach szkoleniowych lotnictwa, gdzie uczyli się podstaw prowadzenia maszyn, niezbędnych w porwaniach samolotów. Raport z Phoenix podejrzewał związki z ibn Ladenem i zalecił sprawdzenie wszystkich szkół latania w USA. Agenci z Minneapolis donosili w raporcie o zatrzymaniu Zaccariasa Moussaoui, emigranta pochodzenia marokańskiego z Francji, który chciał się uczyć latać Boeingiem 747, ale nie startować i lądować. Poczta elektroniczna jednego z agentów FBI w Minneapolis określiła Moussaoui jako zdolnego wlecieć odrzutowcem w WTC. Kwatera główna FBI zignorowała oba raporty.
Administracja Busha odpowiedziała na zarzuty zastraszeniem. Cheney wystosował niespotykane ostrzeżenie do demokratów w Kongresie: Niech będą bardzo ostrożni i unikają przewagi politycznej zapalnymi sugestiami [...] że Biały Dom miał uprzednie informacje, które mogły zapobiec tragicznym atakom 11.IX. Cheney nazwał krytykę zupełnie nieodpowiedzialną w czasie wojny, bo daje wrogowi pomoc i pokrzepienie – jedyny argument, na jaki zdobyła się administracja światowego mocarstwa. Wiceprezydent domagał się zakazu udzielania informacji dochodzeniu, które musi chronić wrażliwe źródła i metody, a zarówno zapobiegać przeciekom i unikać sensacyjnych, niesłychanych komentarzy […] nie przeszkadzać w obecnych wysiłkach zapobieżenia następnym atakom, bo niewątpliwie ciągle grozi inny, może jeszcze bardziej niszczący atak. Oficjalnie Biały Dom zadeklarował kooperację w dochodzeniu, ale w pierwszym rzędzie odmówił ujawnienia szczegółów odprawy CIA z 6.VIII i raportów FBI z Phoenix i Minneapolis.
Bush tłumaczył się, że gdyby wiedział o atakach, wysłałby całą siłę i furię sił zbrojnych USA, by je zatrzymać. Tymczasem system reakcji na porwania samolotów został wyłączony 11.IX. Według informacji z Lotnictwa USA ani jeden amerykański myśliwiec nie był gotów przechwycić porwanych samolotów 11.IX, a myśliwce które wystartowały, doleciały do Nowego Jorku i Waszyngtonu za późno. Kłamstwami wspierali Busha koledzy z rządu. Doradca bezpieczeństwa narodowego Condoleezza Rice oświadczyła, że informacje CIA z 6.VIII dotyczyły porwania samolotu w celu wzięcia zakładników: Nikt nie mógł przewidzieć, że ci ludzie mogliby wziąć samolot i uderzyć nim w WTC, wziąć inny i uderzyć w Pentagon. Biuro FBI w Minneapolis ostrzegło dokładnie o terrorze tego typu. Poza tym od kilku lat znane były plany terrorystów Al Kaidy, by porwać samoloty i zmienić je na pociski kierowane. Jeden z tych samobójczych ataków miał miejsce we Francji w 1994 r., a podobnemu zapobiegła policja filipińska w 1995 r.
Szczyt G-8 w Genui w dniach 20-22.7.2001 r. otoczono artylerią przeciwlotniczą po ostrzeżeniu m.in. przez egipskiego prezydenta Mubaraka, sojusznika USA, że porwany samolot wypełniony środkami wybuchowymi mógłby wlecieć na budynek konferencyjny. Na czas obrad wstrzymano miejscowe loty, a sam Bush nocował na zacumowanym w porcie okręcie marynarki USA. A Rice twierdziła, że dwa tygodnie później, otrzymawszy informacje od CIA o planach Al Kaidy, nikt w rządzie nie sądził, iż samoloty mogłyby posłużyć za latające bomby. Michael O'Hanlon z Brookings Institution powiedział Boston Globe: , nie ma sensu, by Al Kaida zastosowała zwykłe porwanie zakładników, jak twierdzi Biały Dom. Organizacja od dziesięciu lat próbuje zabić duże ilości ludzi. Każdy kto podejrzewał, że Al Kaida może porwać samolot powinien od razu wywnioskować, że zabiją wszystkich na pokładzie, tzn. że klasyczna taktyka przeciw porwaniom będzie nieskuteczna.
Nawet jeśli przyjąć tłumaczenie Białego Domu, fakt otrzymania ostrzeżenia o jakimkolwiek porwaniu obciąża administrację Busha. Jeśli by użyto jakiekolwiek środki przeciw porwaniom, byłyby także skuteczne przeciw samobójczym bombardierom. 11.IX weszli oni na pokłady samolotów bez przeszkód, mimo że kilku było pod obserwacją FBI, np. Mohammed Atta, podejrzany o kierownictwo i Hani Hanjour, który prawdopodobnie pilotował jednym z porwanych samolotów. Brak kompetencji nie wyjaśnia 11.IX. Prasa i niektórzy kongresmeni po ośmiu miesiącach bezkrytycznego poparcia wojny z terroryzmem i służebnych pochwał Busha zakwestionowali posunięcia jego administracji, szczególnie wywiadu, przed atakami 11.IX.
Nikt jednak nie zakwestionował polityki zbrojnych interwencji w Azji Środkowej, na Bliskim Wschodzie i gdzie indziej. Nikt blisko Busha ani komentatorzy prasowi nie zapytali, czy brak działań zapobiegawczych przed 11.IX nie był celowy, aby stworzyć pretekst od dawna planowanej agresji wojskowej w Azji. W maju 2002 r. NBC News podał, że 9.IX na biurku Busha znalazła się dyrektywa opisująca globalną kampanię przeciw ibn Ladenowi i Al Kaidzie, włącznie z wręczeniem ultimatum reżimowi talibów w Afganistanie pod groźbą wojny. Według NBC dyrektywa nakreśliła w zasadzie te same plany wojenne, które Biały Dom, CIA i Pentagon wdrożyły po atakach 11.IX. Została przygotowana w procesie konsultacji przez okres wielu miesięcy, z udziałem Pentagonu, CIA, departamentu stanu i innych agencji bezpieczeństwa i wywiadu.
Rice i inni rzecznicy Busha przedstawili obraz rządu skupionego na zagrożeniu od spodziewanego ataku terrorystów wewnątrz kraju. Ponadto administracja przygotowywała akcję przeciw Al Kaidzie i ich rzekomym protektorom w Afganistanie – akcję, która na pewno wywołałaby odwet. Nie wzmocniono jednak obronności miast, lotnictwa cywilnego, czy oczywistych celów jak Pentagon i WTC, w którym radykalni islamiści zdetonowali bombę w 1993 r. Niespotykane potraktowanie raportów z Phoenix i Minneapolis przez wierchuszkę FBI jest jednoznaczne. O wiele bardziej prawdopodobna od prób tłumaczenia uchybieniem służb specjalnych jest hipoteza, że na najwyższym szczeblu USA zdecydowano pozwolić Al Kaidzie na ataki, by mieć pretekst wykonania istniejących już wtedy planów globalnej akcji zbrojnej. Rząd Busha przeżywał kryzys w lecie 2001 r., utraciwszy większość w senacie na rzecz demokratów i stojąc w obliczu załamania giełdowego, rekordowego bezrobocia, grożącego kryzysu finansowego oraz wzrastającej opozycji międzynarodowej w stosunku do jednostronnej zagranicznej polityki mocnej pięści USA.
Oszustwo i prowokacje są drugą naturą administracji Busha. Wszak zainstalowała się tymi metodami, zaczynając od kradzieży wyborów prezydenckich w 2000 r. i niedemokratycznej interwencji prawicowej większości w najwyższym sądzie USA. Bush zawdzięcza osiągnięcie prezydentury elementom gangsterskim w korporacyjnej Ameryce, takim jak Enron. Były przewodniczący Enronu i największy sponsor finansowy kariery politycznej Busha, Kenneth Lay doprowadził do niemal katastroficznego braku elektryczności w Kalifornii, tylko żeby zwiększyć zyski swej korporacji. Oficjalne środki przekazu broniły jednak prezydenta; Washington Post nazwał posądzenia Busha o uprzednią znajomość planów Al Kaidy na 11.IX przesadzonymi, a New York Times – przykładem typowego waszyngtońskiego zwalania winy.
Były amerykański ambasador w Pakistanie Tom Simmons, były zastępca sekretarza stanu USA ds. Azji Południowej Karl Inderfurth oraz były ekspert od tego regionu w departamencie stanu Lee Coldren spotkali się z talibami w lipcu 2001 r. w Berlinie, informując ich o planowanym ataku USA w październiku. Obecni tam oficerowie wywiadu rosyjskiego i niemieckiego potwierdzili groźbę wojny. Dr Jeffrey Starr z departamentu obrony USA był w styczniu 2001 r. w Tadżykistanie, a komandosi amerykańscy szkolili specjalne oddziały w Kirgistanie latem 2001 r. (Guardian, 22.9.2001, 26.9.2001; BBC, 18.9.2001). Od 1. do 10. września 2001 r. Guardian, CNN, FOX i Observer donosili o 25 tysiącach brytyjskich wojsk i największej armadzie od czasu wojny o Falklandy, które po manewrach w Macedonii przemieściły się do Omanu (najbliższy do Pakistanu z Półwyspu Arabskiego). W tym samym czasie dwie grupy bojowe lotniskowców amerykańskich zjawiły się w Zatoce Arabskiej tuż przy brzegu Pakistanu, a 17 tysięcy wojsk USA dołączyło do manewrów ponad 23 tysięcy wojsk NATO w Egipcie.
Wall Street Journal z 27.9.2001 r. rzucił trochę światła na przygotowania do tych ruchów wojsk. Co najmniej od czasu podróży do Arabi Saudyjskiej w 1998 r. prezydent Bush-senior kontaktuje się z ramienia prywatnej grupy Carlyle Group (11. co do wielkości wytwórca zbrojeń w USA) z saudyjską rodziną królewską i z liczną rodziną ibn Ladenów. Ta ostatnia była do czasu sprzedaży swych udziałów 26.10.2001 r. jednym z inwestorów w Carlyle Group. Sekretarz stanu Colin Powell przyznał 43 miliony USD pomocy dla reżimu talibów, rzekomo dla wsparcia rolników, którzy głodowali od czasu zniszczenia ich upraw opium przez rząd talibów (Los Angeles Times 22.5.2001). Generał Mahmud Ahmad, szef pakistańskiego wywiadu ISI, który spotkał się z dyrektorem CIA Georgem Tenetem podczas wizyty 4.5.2001 r. u głowy Pakistanu generała Musharrafa. Ahmad rozkazał latem 2001 r. przekazać 100 tysięcy USD Mohammedowi Atta (Times of India 11.10.2001 za Indian SAPRA z 22.5.2001). FBI wskazało potem Attę jako głównego terrorystę w porwaniach samolotów i atakach 11. września w USA. Sam generał Ahmad odwiedził Waszyngton 11.9.2001 r. z ramienia talibów i zrezygnował ze stanowiska wkrótce po ujawnieniu transferu pieniędzy Atcie (MSNBC 7.10.2001).
Le Figaro z 31.10.2001 r. chyba najmocniej podkreślał nieprzypadkowość ataków 11. września. Osama ibn Laden był w dniach 4-14.7.2001 r. na leczeniu przewlekłego zatrucia nerki w szpitalu amerykańskim w Dubaju. Był poszukiwany listami gończymi za ataki bombowe na dwie ambasady USA, a mimo to spotkał się wtedy z najważniejszym miejscowym przedstawicielem CIA, który wrócił do głównej kwatery CIA w USA 15.7.2001 r., czyli dzień po wymeldowaniu ibn Ladena ze szpitala i wylocie do Quetty w Pakistanie przy granicy z Afganistanem. Oświadczeniem dla agencji prasowej Ananova 1.11.2001 r. CIA zaprzeczyło rewelacjom francuskiej gazety. Uprzednią znajomość tragedii mocno sugerował także Herzliyya International Policy Institute for Counterterrorism (Izraelski Międzynarodowy Instytut Polityki Przeciwterrorystycznej w Herzliyya). Zdaniem ekspertów instytutu w dniach 6, 7 i 10.IX wykupiono 9260 udziałów w United Air Lines i American Airlines, których samoloty zostały porwane 11.IX (FOX News 21.9.2001; New York Times i Wall Street Journal 16.10.2001).
Ta transakcja to tzw. put option dająca zysk z przedwczesnego wykupienia po niskiej cenie akcji, które mają drastycznie spaść na wartości. Ilość wykupionych akcji była 6-krotnie wyższa od normalnej, więc nie można tego przypisać przypadkowi. Dla porównania tylko 1144 akcji tych linii lotniczych wykupiono w normalnych transakcjach giełdowych, a żadne inne linie lotnicze nie zyskały w tych dniach podobnego zainteresowania na giełdzie. Nienormalnie wysoki poziom put options zanotowano w tym samym czasie w handlu akcjami firm Merrill Lynch, Morgan Stanley i AXA Re(insurance), które były właścicielami 25 procent udziałów w American Airlines i w firmie ubezpieczeniowej Munich Re. Wszystkie te firmy zostały finansowo zdewastowane atakami 11.IX. Wiele put options w United Air Lines wykupiono za pośrednictwem Deutschebank/AB Brown, firmy kierowanej do 1998 r. przez A.B. Krongarda, późniejszego dyrektora wykonawczego CIA. Mayo Shattuck III natychmiast zrezygnował ze stanowiska naczelnika wydziału Deutschebank o nazwie Alex (A.B) Brown (New York Times 15.9.2001).
Z innych wydarzeń w „ostatniej chwili”, milioner Larry Silverstein odnajął kompleks WTC od władz Nowego Jorku w lipcu 2001 r. na 99 lat. Zmieniono przy okazji klauzulę ubezpieczeniową, by objęła ataki terrorystyczne, które wyłączono z ubezpieczenia po zamachu bombowym w WTC w 1993 r.
Według wywiadu w programie 60 Minutes z osobami próbującymi ratować z piętra poniżej, tajemnicza bomba zdemolowała 23. piętro północnej wieży WTC (30 pięter pod poziomem uderzenia samolotu). Wszędzie leżały zwłoki, ratownicy musieli przekopać się przez gruzy, aby uwolnić pracowników Zarządu Portu Nowy Jork na piętrze poniżej. Piętro nr 23 mieściło biura rządu zamaskowane jako firma ubezpieczeń zdrowia. Przechowywano tam akta dochodzeń w aktualnych sprawach. Jedna dotyczyła nielegalnych transakcji ropą między Kazachstanem a Iranem objętym sankcjami gospodarczymi, w co byli zamieszani James Giffen i Mobil Oil. Druga sprawa, przez Komisję Papierów Wartościowych i Giełd, dotyczyła największej w historii manipulacji ceną złota, w którą były zamieszane najwyższe osobistości amerykańskich finansów rządowych (np. Greenspan), wielkie banki (np. Morgan) oraz inne znane osoby (np. Lawrence Sommers, prezydent Uniwersytetu Harvard). Wszystkie dowody i akta uległy zniszczeniu, a urzędnicy śledczy zginęli w wybuchu na 23. piętrze.
Rok po zniszczeniu WTC, agencja American Free Press opisała zastygłą stal w podziemiach wież, gdzie przedtem stało 47 stalowych słupów. Odkrycie potwierdzili Peter Tully, prezydent firmy odgruzowania i Mark Loizeaux, prezydent firmy, która zaplanowała sprzątanie. Loizeaux powiedział o plackach stopionej stali na dnie szybów wind w każdej z dwu wież WTC, siedem poziomów pod powierzchnią.
Tajemnicze źródło ciepła, które stopiło słupy o ściance grubości 10 cm wiąże się z dwoma niezwykle silnymi wstrząsami tuż przed zawaleniem się każdej z wież. Tylko eksplozja „małej atomówki w teczce” (mateczki) wytwarza kulę ognia o temperaturze setek tysięcy stopni i potworny podmuch. W WTC stopiłaby stal słupów i potrząsnęła wieżami, by runęły. Mateczki są znacznie sprawniejsze od swych przodków z 1945 r. Nie marnują energii na promieniowanie gamma i beta, które zabiło tysiące w Hiroszimie i Nagasaki. Pozostawiają trudne do wykrycia promieniowanie alfa (patrz rozdział pt. Broń uranowa – 1). Doktor na Manhattanie mająca licznik Geigera zmierzyła podwyższone promieniowanie po katastrofie. Mogło jednak pochodzić ze sprzętu w gabinetach medycznych w WTC i z wykrywaczy dymu. Nie ma wyników niezależnych dochodzeń.
Tymczasem rozpowszechniono wyjaśnienie, że od pożaru na poziomie wniknięcia samolotu zmiękły lekkie kratownice podtrzymujące betonowe stropy. Stropy zawaliły się, pozbawiając słupy bocznego usztywnienia. Te zaczęły się giąć i łamać, posyłając w dół coraz większą masę zarwanych stropów. W ciągu sekund proces przeszedł od góry do dołu w spektakularnym domino. W świetle sejsmogramów wyjaśnienia inżynierów-konstruktorów są wątpliwe. Jednoczesne podcięcie wszystkich podstaw słupów wewnętrznych wyglądałoby identycznie. Tylko mateczka potrafiłaby tego dokonać. Wieżę nr 7, mniejszy budynek kompleksu WTC również zniszczyła tajemnicza eksplozja. Zawaliła się po południu 11.IX. Też znaleziono zastygłe kałuże stali, powiedział Loizeaux. Eksperci od gruzów sądzili, że stal stopiło paliwo lotnicze z samolotów albo papiery, dywany i inne materiały palne napakowane w szyby windowe siłą walących się pięter. Ale to niemożliwe, bo wytwarzają temperaturę nieco ponad połowę punktu topnienia stali. Pięć dni po katastrofie NASA zmierzyła najgorętszy punkt w tlących się gruzach na poziomie połowy temperatury topnienia stali.
Wideo z zawalenia północnej wieży pokazuje, że najpierw zawalił się maszt telekomunikacyjny na szczycie. To wskazuje na podminowanie 47 słupów wokół centrum konstrukcji w pierwszej kolejności. Zapytany o najlepszy sposób zniszczenia wieży WTC, Loizeaux odparł: środki wybuchowe w piwnicy, aby masa budynku powyżej pomogła zawalić konstrukcję.
Sejsmografy w obserwatorium w Palisades 34 km od WTC zanotowały uderzenia samolotów w wieże jako minimalne wstrząsy. Stosunkowo znaczniejsze trzęsienia towarzyszyły procesom walenia się wież. Na ich początku zaznaczyły się niezwykłe szczyty. W Palisades zanotowano trzęsienie ziemi 2,1 w skali Richtera – szczyt na początku 10-sekundowego zawalenia się południowej wieży o godzinie 9:59:04, a o sile 2,3 na początku 8 sekund walenia się północnej wieży o godzinie 10:28:31.Oba szczyty miały miejsce zanim setki tysięcy ton gruzu i stali spadły na ziemię. Thorne Lay z Uniwersyetu Kalifornii w Santa Cruz powiedział, że ostre, krótkotrwałe szczyty charakteryzują podziemne wybuchy jądrowe. Szczyty były 20 razy silniejsze od wstrząsów wskutek walących się budynków. Energia, która spowodowała szczyty przekraczała wiele razy maksymalną energię padających wież. Co dzień Palisades notuje trzęsienie w skali 1 do 2 od podziemnych eksplozje 40 t nitratu amonowego w kamieniołomie odległym o 30 km. Bomba-ciężarówka w lutym 1993 r. w WTC nie zaznaczyła się, bo nie było uderzenia w grunt.
Badania metalurgiczne wyjaśniłyby wątpliwości odnośnie eksplozji w podziemiach WTC. Mimo licznych oświadczeń świadków o eksplozjach, ocena katastrofy przez specjalnie powołany zespół inżynierski objęła tylko 80 fragmentów stali wyciągniętej z gruzów. Nikt nie mógł powiedzieć American Free Press, czy badano na ślady eksplozji. Dużą część złomu z WTC sprzedano do hut Singapuru, Indii i innych w Azji. Może wróci jako belki na nowy kompleks WTC Silversteina.
O spiskowe teoretyzowanie nie można posądzać doświadczonych pilotów wojskowych i cywilnych USA, którzy na 72-godzinnym spotkaniu non-stop przeanalizowali użycie dużych samolotów pasażerskich w atakach na WTC i Pentagon: Tzw. atak terrorystyczny był faktycznie świetnie wykonanym działaniem wojskowym przeciw USA, wymagającym najwyższych wojskowych umiejętności w dowodzeniu, telekomunikacji i nadzorze. Było ono bezbłędnie skoordynowane w czasie, doborze samolotów wybranych na rolę pocisków sterowanych oraz w dostarczeniu ich do uprzednio wybranych celów. Piloci ustalili, że wróg jest z wewnątrz USA: zinfiltrował najwyższe polityczne stanowiska decyzyjne na poziomie federalnym, ma absolutną władzę nie tylko w dziedzinie budżetu, ale też w rozbudowie i wysyłaniu wojsk za granicę.
Długo zanim USA wypowiedziało niejasną wojnę z terroryzmem i ruszyło na Afganistan, piloci przewidzieli prawdziwy cel horrendalnego zniszczenia budynków i ludzi w nich: pobudzenie psychologicznej i patriotycznej reakcji obywateli USA w drodze do ‘wspólnej akcji ONZ’ (pod liściem figowym NATO) – uderzenia w główne cele na Bliskim Wschodzie, w Azji Południowej i na Bałkanach. Obecny na zebraniu emerytowany pułkownik lotnictwa USA, Donn de Grand Pre pisze: Celem jest w dalszym ciągu ostateczne zniszczenie wszelkich suwerenności narodowych i ustanowienie rządu światowego. Bodźcem dla 11.IX było grożące nie do zatrzymania światowe załamanie finansowe, któremu można zapobiec (tymczasowo) wielką wojną – może III wojną światową. Żeby to wykonać (jeszcze raz) w USA prawdopodobnie zostanie wprowadzony stan wojenny.
Piloci odrzucili oficjalne tłumaczenie, że terroryści nauczyli się latać na Cessnach. Jeden z oficerów zauważył: Poważnie wątpię, że ci nowicjusze mogliby bezbłędnie zlokalizować cel odległy o 200 mil [320 km] od miejsca startu [...] prowadzić samolot i opanować tajniki 11FR – zasady przyrządowego lotu, wszystko w przeciągu 45 minut. Niezmiernie umiejętne manewrowanie trzema samolotami przy szybkościach niemal dźwiękowych, z których każdy bezbłędnie uderzył w cel, było perfekcyjne. Weteran 100 lotów bojowych nad Wietnamem Północnym dodał, że w porwanych samolotach albo siedzieli mistrzowscy piloci na lewym siedzeniu [pilot główny], albo samoloty sterowano zdalnie.
De Grand Pre mieszka na wsi przy własnym pasie startowym, którego użycza sąsiadom. Jednym z nich jest Kent Hill, kapitan w American Airlines, kolega Chica Burlingame’a. Obaj planowali przejście na emeryturę od 2002 r. Chic był kapitanem Boeinga 757 w locie nr 77 linii American Airlines, który wyleciał z lotniska Dulles w Waszyngtonie do Los Angeles o 8: 10 jedenastego września z 58 pasażerami i 6-osobową załogą na pokładzie. Lot 77 rozbił się o Pentagon – pisze de Grand Pre. Kapitan Hill powiedział: Byliśmy dokładnie wyszkoleni przeciw starym metodom porywania, kiedy traktuje się porywacza serdecznie, wybija 4-cyfrowy kod na transponderze, aby ostrzec naziemne kierowanie lotami o porwaniu, zawieźć porywaczy gdzie sobie życzą, wylądować bezpiecznie i zostawić sprawę do załatwienia ekipom na ziemi. A tu mieliśmy zupełnie nową sytuację. Ani jeden z samolotów nie ostrzegł ziemi, że jest porywany.
Każdy samolot ma transponder, który na ekranie radarowym wyświetla ‘numer identyfikacyjny’ samolotu albo informacje typu ‘porwano mnie’. Wszystkie samoloty porwane 11.IX wystartowały około godziny 8:00, a miganie ich znaczków na ekranach radarowych na ziemi znikło jednocześnie – ich transpondery deaktywowano po kilkunastu minutach lotu. To trzeba koniecznie wyjaśnić. Wyłączamy transpondery tylko podczas lądowania, by nie zakłócały naziemnych systemów – powiedział Hill. Jest przekonany, że żaden z pilotów nie mógł kierować samolotem w momencie uderzenia w budynek. Więc kto trzymał stery? Nawet jeśli ktoś by mi przystawił pistolet do głowy, nigdy nie wleciałbym w budynek. Próbowałbym wylądować gdziekolwiek – pole, rzeka – i napędzałbym stracha porywaczom lecąc do góry brzuchem. Właściwie to pilot ma w rękach najlepszą broń – samolot, kiedy porywacz grozi mu śmiercią – powiedział Hill.
Inny pilot cywilny powiedział: Słysząc szamotaninę w kabinie, pilot powinien był odwrócić samolot, żeby porywacze połamali szyje. To że żaden z czterech pilotów nie wykonał tego manewru znaczy, że żaden nie panował nad swoim samolotem, bo ten był pod kontrolą zewnetrznej siły, czyli leciał zdalnie sterowany. De Grand Pre wywnioskował: Rozważając wszystkie możliwości i wrogów z Rosji, Chin, Izraela, kraju muzułmańskiego czy z NATO, którzy wykonali ten akt wojny, trzeba wziąć pod uwagę, że wróg może być z wewnątrz USA. Jeśli tak, mamy do czynienia ze zdradą najwyższego stopnia.
Dr Johannes Köppl jeździł do Waszyngtonu jako przedstawiciel Niemiec w NATO w końcu lat 1970. Poza Brzezińskim spotkał w Białym Domu Steve’a Larabee z CFR, byłego dyrektora CIA Johna McCloya, ekonomistę Miltona Friedmana i osobistości z Biura Zarządzania i Budżetu prezydenta Cartera. Wygłaszał referaty przed Grupą Bliderberga i podkomitetami Komisji Trójstronnej do czasu, gdy zaczął kampanię przeciwko nim. Szybko upadł w łaskach po zorientowaniu się, że Brzeziński należy do grupy planującej globalną dyktaturę: W latach 1983–1984 ostrzegłem, że ci ludzie organizują przejęcie władzy nad światem. Mieli oczywisty plan obalenia prawdziwych demokracji, a liderów [państw] nie selekcjonowali na podstawie charakteru, tylko lojalności dla systemu gospodarczego narzuconego przez elity i poświęconego utrzymaniu ich władzy. Teraz mamy tylko pseudo-demokracje.
W wywiadzie dla From The Wilderness w czasie wojny w Afganistanie Köppl wyraził czarne obawy: To coś więcej niż wojna z terroryzmem. To jest wojna przeciw obywatelom wszystkich państw. Obecne elity zasiewają tak wielki strach, że ludzie nie wiedza, jak się zachować. Ale to jest posunięcie ku wdrożeniu globalnej dyktatury w ciągu najbliższych pięciu lat. Może nie być drugiej szansy. Köppl wspominał spotkanie z kongresmenem Larrym McDonaldem w Norymberdze na początku lat 1980. McDonald, który wtedy rozpatrywał ubieganie się o prezydenturę USA, srogo krytykował te elity. Zginął w locie nr 007 koreańskich linii lotniczych zestrzelonym przez Rosjan w 1985 r. Zdaniem Köppla mógł to być zamach. Wielu autorów doszło do tego samego wniosku, więc jeśli ktoś z reputacją Köppla wierzy, iż samolot pełen pasażerów poświęcono dla zamordowania jednego człowieka, świadczy to o małej wartości życia ludzkiego dla żądnych globalnej władzy. W takim świetle proponowane w Operacji Northwood przeciw Castro zestrzelenie samolotu wypełnionego amerykańskim studentami, czy pogrzebanie tysięcy niewinnych ludzi w WTC i Pentagonie 11.9.2001 r. nie wydają się nieprawdopodobne. Cóż dopiero mówić o obcych w Serbii, Iraku czy Afganistanie, czy nawet o własnym wojsku zapisanym na straty od broni uranowej użytej przeciw przeszkodom w globalizacji.
W 1983 r. Köppl ostrzegł w Newsweeku i innych magazynach, że Brzeziński i CFR to tylko część wysiłków zaprowadzenia globalnej dyktatury: Miałem do czynienia z kryminalną grupą. Nie mogłem opublikować więcej w tzw. poważanych wydawnictwach. Moja 30-letnia kariera polityczna skończyła się. Ludzi na Zachodzie wyszkolili na dobrych konsumentów: skupcie się na pieniądzach, wozach sportowych, pięknie, rzeczach. Nie wyszkolono, by szukali siły charakteru u ludzi. Köppl widzi ratunek w edukacji obywateli i przyszłych liderów, by stworzyć bardziej skuteczne demokracje i nowe elity z charakterem i inteligencją społeczną. Köppl napisał w 1989 r. książkę, zignorowaną ze względu na „kontrowersyjne” rewelacje, pt. The Most Important Secrets in the World (najważniejsze sekrety świata). Jego strony to www.antaris.com.
8.1.2002 r. Paula Zahn pokazała się na CNN z Richardem Butlerem, byłym szefem inspektorów ONZ w Iraku, który wszedł w skład waszyngtońskiego lobby planującego eliminację Saddama Husajna i otrzymywał za to zapłatę od CNN. Dyskutowali głośną książkę pt. Bin Laden, la verite interdite (Ibn Laden, zakazana prawda). Jej autorzy Jean-Charles Brisard i Guillaume Dasquie twierdzą, że administracje Clintona i Busha przeszkodziły w dochodzeniach przeciw ibn Ladenowi i Al Kaidzie, by ocalić dobre stosunki z Arabią Saudyjska i rynek ropy naftowej. Zahn usiłowała przekonać, że USA nie poszło do Afganistanu za ropą. Od początku upadku ZSRR administracje Busha seniora i Clintona pomagały firmom ropy i gazu oraz konsorcjom rurociągów w eksploatacji złóż w byłych republikach azjatyckich, szczególnie w zachodnim Kazachstanie. Podobnie wytrwale rząd USA dążył do tego, by rurociągi ropy kazachskiej omijały Rosję: Do czasu przywrócenia stosunków USA-Iran pozostawia to opcje przesyłania ropy z Kazachstanu na zachód przez Azerbejdżan do Ceyhan na tureckim wybrzeżu Morza Śródziemnego, albo rurociągu na południe przez Afganistan do portu pakistańskiego.
Tym celom towarzyszyły próby dostatecznej stabilizacji Afganistanu przez USA, by Unocal mógł budować swój rurociąg. USA potrzebowało dostatecznie uległego reżimu w Kabulu, by aresztować, jeśli nie wyrzucić Osamę ibn Ladena z Afganistanu. Stosunki USA z Saudyjczykami jak zawsze były podyktowane główną potrzebą zapewnienia równowagi tego reżimu bez obciążania go niestrawnymi wymaganiami. Jeśli historia może służyć za wskazówkę, wiele z tej dyplomacji niewątpliwie wykonano niezręcznie, to wynagradzając, to znów karząc – zapewniała telewidzów Zahn. Ale to nie znaczy, że USA poszło do Afganistanu za ropą. Na pewno nie. Jeśli celem byłoby bezpieczeństwo energetyczne, to wojna byłaby niemądrą opcją. Faktycznie dla klintonoidów i buszystów władcy talibów byli najlepszą nadzieją. Reżim Busha pospieszył na wojnę, bo Ameryka doznała największej rzezi na swej ziemi od czasu Pearl Harbor, a Bush i jego doradcy stanęli wobec nakazu politycznego; pospiesznie znaleźć wroga do wykonania na nim dramatycznej zemsty.
Zdaniem Zahn teorie konspiracyjne obfitują w nieprawdę: Prawdą jest, że CIA zaistalowało ibn Ladena w Afganistanie, jak i to, że CIA miało swój udział w wypłynięciu Afhanistanu w latach 1980. jako wiodącego dostawcę opium i morfiny dla Zachodu. CIA pomogło również w budowie jaskiniowych redut w Tora Bora. Podatnik amerykański zapłacił za budowę tak samo jak za zniszczenie. To wszystko wiarygodnie brzmi z ekranu CNN za wyjątkiem drobiazgu: większość rozsądnych „teorii spiskowych” nie uważa obrony bezpieczeństwa energetycznego USA za jedyny powód wejścia USA do Azji Środkowej), a inwazji w Afganistanie za polityczny odruch odwetu za 11. września.
Sherman Skolnick, od 1963 r. założyciel i przewodniczący Obywatelskiego Komitetu dla Oczyszczenia Sądów w USA, uzupełnił oficjalną propagandę. Dwie rywalizujące grupy planowały rurociąg gazu przez Afganistan: konsorcjum pod wodzą mocno powiązanego z rodziną Bushów kalifornijskiego koncernu Unocal i argentyńska firma Bridas. BBC News donosił 4.12.1997 r.: Wysoka delegacja ruchu talibańskiego w Afganistanie jest w USA na rozmowach z międzynarodową firmą energetyczną, która chce zbudować rurociąg z Turkmenistanu przez Afganistan do Pakistanu. [...] Pomimo wojny domowej w Afganistanie, Unocal konkuruje tam z argentyńską firmą Bridas […] Bridas ogłosił w zeszłym miesiącu, że był blisko podpisania umowy na dwa miliardy USD na budowę rurociągu [...] W maju radio talibanu [...] powiadomiło o kilku wizytach w Kabulu przedstawicieli firm Unocal i Bridas w ciągu ostatnich miesięcy.
Wysocy przedstawiciele talibanu reprezentujący Osamę ibn Ladena kontynuowali negocjacje z administracją Busha do kilku tygodni przed 11. września 2001 r., domagając się większego udziału w zyskach z rurociągu przez Afganistan niż oferowali Biały Dom i Unocal. Po 11. września Bush i jego administracja oświadczyli, że nie wiedzieli gdzie był ibn Laden przed atakami. W swej książce Brisard i Dasquie obalają stwierdzenie Busha. Ich największy zarzut: administracja prezydenta Busha juniora tuż po objęciu władzy przystopowała dochodzenia FBI przeciw Al Kaidzie i terroryzmowi afgańskiemu, by moć pertraktować z talibami w sprawie trans-afgańskiego rurociągu ropy i gazu. Latem 2001 r. Bush poinformował niektóre państwa, że planuje wojnę w Afganistanie w październiku. Bush wiedział, gdzie był ibn Laden i mógł go aresztować.
Brisard podał więcej szczegółów w artykułach i wywiadach. Jego zdaniem oficjalna historia o wygnaniu Osamy ibn Ladena z Arabii Saudyjskiej w 1994 r. za krytykę króla i następna o zamrożeniu jego kont to kaczki dziennikarskie. O’Neill i FBI mieli obszerne dane o finansach ibn Ladena i Al Kaidy, a w ich śledztwach powracały związki handlowe między ibn Ladenami, dwoma innymi najmożniejszymi klanami saudyjskimi Mahfouzami al Ahmoudiami, rodziną króla saudyjskiego i Bushami. Mahfouz, właściciel Nimir Petroleum wchodził we wspólne przedsięwzięcia z rodziną al Amoudi, właścicielem Delta Oil. Delta Oil i związany z Bushami Unocal planowali rurociąg przez Afganistan, zanim talibowie wycofali się z umowy. Te firmy saudyjskie w dalszym ciągu są partnerami korporacji jak Texaco i Unocal w projektach ropy i gazu w Azji Środkowej..
Bush dał do zrozumienia ibn Ladenowi, że jeśli on i talibowie przyjmą propozycję rurociągu Unocal, w której Bushowie mieli duże interesy, dostaną dywan złota, a jeśli odmówią – naloty dywanowe. Bombowce USA rzeczywiście dostarczyły takie naloty w Afganistanie. Bush nakazał, by John O'Neill, zastępca dyrektora FBI i czołowy amerykański ekspert od zwalczania terroryzmu, zaprzestał dochodzeń na temat terroryzmu na czas negocjacji rurociągu z ibn Ladenem. Zgorzkniały O'Neill zrezygnował w lipcu 2001 r. i został szefem bezpieczeństwa World Trade Center. Pierwszy dzień jego nowej pracy …11.IX. Niektóre źródła twierdzą, że zwabiono go do biur FBI w WTC, gdzie były tajne dokumenty dochodzeń przeciw terrorystom. Zginął na miejscu, bo za dużo wiedział. O’Neill powiedział jednemu z autorów (Brisardowi) rewelacyjnej książki o zakazanej prawdzie o ibn Ladenie: Wszystkie odpowiedzi i poszlaki pozwalające nam rozebrać organizację Osamy ibn Ladena można znaleźć w Arabii Saudyjskiej.
Od czasu mianowania w lutym 1995 r. szefem komórki FBI badań terrorystów, O’Neill rozpracował siatkę, która podłożyła bombę w WTC w 1993 r. Przez następne sześć lat badał ataki na Amerykanów i interesy amerykańskie w Arabii Saudyjskiej, Afryce Wschodniej i Jemenie, często napotykając przeszkody ze strony ...władz USA. Nawet kiedy w 1996 r. Jamal Ahmed al-Fadl poddał się w ambasadzie USA w Erytrei i sypnął, departament stanu odmówił umieszczenia Al Kaidy na liście organizacji terrorystycznych. W lutym 1998 r. ibn Laden wydał fatwę na wszystkich Amerykanów. 7.8.1998 r. 226 osób zginęło w zamachach na ambasady USA w Kenii i Tanzanii. Dopiero wtedy prezydent Clinton zaliczył ibn Ladena i wspólników do terrorystów, a USA zaatakowało ich bazy w Afganistanie. Po ataku na amerykański okręt w Adenie, O’Neill i jego asy mieli nadzieję zidentyfikować sprawców na podstawie podsłuchów rozmów agentów Al Kaidy w Jemenie. Ambasador USA w Jemenie przeszkodził dochodzeniu.
Po fiasku z Amerykanami ibn Laden i talibowie poszli układać się z Bridas. Skolnick przypomina niedawną historię Argentyny, która po II wojnie światowej znalazła się w strefie wpływów brytyjskich, więc jej infrastruktura publiczna i finanse były w rękach właścicieli w Wielkiej Brytanii. Między kontynentem a Falklandami odkryto złoża ropy naftowej. W 1982 r. Argentyna zajęła Falklandy. Spodziewając się wojny, Bank Watykanu przez włoski Banco Ambrosiano dał Argentynie miliardy dolarów na zakup zaawansowanej broni, którą Argentyńczycy zaatakowali okręty brytyjskie. Łamiąc umowę o wspólnie uzgodnionych na czas konfliktu wodach neutralnych, Brytyjczycy z pomocą amerykańskich zdjęć satelitarnych (i amerykańskiej łodzi podwodnej?) storpedowali argentyński krążownik. Zginęło 800 nic nie spodziewających się marynarzy. Brytyjczycy torturowali i zabijali argentyńskich więźniów wojennych na odbitych Falklandach, także łamiąc konwencje genewskie.
W Londynie znaleziono zwłoki szefa Banco Ambrosiano, którego przedtem obwiniano o wydanie tajemnicy finansowania Argentyny przez Watykan. Amerykańska reporterka Jessica Savitch przygotowała dokumentalny program telewizyjny o włoskim bankierze. Została potem zamordowana z przyjacielem, członkiem zarządu w korporacji środków przekazu. Prasa „wytłumaczyła” śmierć wpadnięciem ich auta do kanału i utopieniem. Kanał był w tym czasie suchy (Alanna K. Nash, Golden Girl The Story of Jessica Savitch).
W 2001 r. Argentyną władał już kapitał hiszpański. New York Times z 8.1.2001 r. donosił, że większość infrastruktury publicznej i największa firma ropy naftowej w Argentynie są własnością hiszpańską, a firmy hiszpańskie ogółem zainwestowały tam 39 miliardy USD, więcej niż inne państwa. Dewaluacja w Argentynie uderzyła więc najbardziej w kapitał hiszpański, co było tytułem artykułu New York Times. Kryzys gospodarczy Argentyny wywołał Międzynarodowy Fundusz Walutowy żądając spłaty pożyczek. Wbrew nazwie Fundusz jest przede wszystkim narzędziem Skarbu USA i Białego Domu wraz z centralnymi bankami w Londynie. Fundusz tak wybawiał państwa z kryzysów (np. Brazylia i Argentyna) jak pogrążał, gdy wymagały tego interesy USA (Argentyna, Jugosławia). W rywalizacji z Bridas na froncie afgańskim Bush był niewzruszony; Argentyna nie zaznała litości Funduszu i musiała spłacić 139 miliardów USD. Zdaniem Skolnicka odwieczna rywalizacja interesów brytyjskich z watykańsko-hiszpańsko-katolickimi znalazła poplecznika w USA, gdy doszło do buszowsko-kalifornijskich interesów w Azji.
Skolnick, pokazuje na stronach internetowych pt. Greenspan pomaga i daje łapówki Bushowi autoryzowane przez Greenspana tajne przekazy pieniężne z Federalnej Rezerwy USA na 25 tajnych kont Bushów na całym świecie. Jedno z kont, przez które rzekomo przeprano setki milionów dolarów z nielegalnych źródeł, jest wspólne z Królową Anglii w jej prywatnym londyńskim Coutts Bank. Skolnick zauważa też, że WTC gdzie zginęły tysiące ludzi 11. września 2001 r. mieścił w zasadzie irlandzkie katolickie i żydowskie grupy finansowe, np. w Cantor Fitzgerald przy wierzchołku jednej z wież nie przeżył ani jeden z 700 pracowników. Wobec dokumentacji interesów Bushów z Hitlerem (np. Webster Tarpley, The Unauthorized Biography of George Bush), Skolnick sądzi, iż prezydentowi nie byłoby trudno poświęcić katolików i żydów w WTC: Czy mamy na nowo wynaleźć historię, że Królowa Anglii ze wspólnym kontem z Bushami nienawidzi irlandzkich katolików?
Amerykanie z Brytyjczykami zainstalowali Hamida Karzaia w Afganistanie na czele przejściowego rządu. Tuż przed Bożym Narodzeniem 2001 r. Le Monde pisał, że w USA Karzai przez jakiś czas był doradcą amerykańskiej firmy ropy i gazu Unocal, która w tym czasie rozpatrywała budowę rurociągu w Afganistanie.
Gdy sfrustrowane Imperium coraz silniej próbowało przedstawić pretekst nieuzasadnionej inwazji Iraku, prędzej czy później musiał wypłynąć precedens bałkański. Richard Holbrooke, były szermierz polityki zagranicznej USA, skarżył się w Washington Post z 23.2.2003 r., że buszyści stracili przywództwo stworzone interwencjami na Bałkanach: w 1999 r. administracja Clintona i nasi sojusznicy w NATO zdecydowali bombardować Serbię nawet nie starając się o akceptację ONZ po tym, gdy stało się jasne, że Rosja sprzeciwi się każdej propozycji. Kontrastuje to z pozornie bojową administracją Busha szczególnie zważywszy, że Saddam Hussajn jest o wiele gorszy niż Slobodan Miloszewić, a Irak zostawił długą litanię pogwałconych rezolucji Rady Bezpieczeństwa, podczas gdy nie było żadnych pogwałceń w przypadku Kosowa. Holbrooke przyznał więc arogancko, że USA i NATO dosłownie bezkarnie popełnili równoważnik morderstwa z premedytacją w prawie międzynarodowym, a Bush powinien zrobić to samo w Iraku.
Holbrooke oznajmił także: nigdy nie należy nie doceniać przekonywującej siły samej siły, jak widzieliśmy w mocnym i precyzyjnym użyciu sił lotniczych w Bośni w 1995 r. i w Kosowie w 1999 r. Autor nigdzie w artykule nie pisze o rzekomym humanitarnym charakterze interwencji USA na Bałakanach, jak się ją szeroko nazywało przed, w czasie i jeszcze parę lat po nalotach, aż do czasu znalezienia nowego powodu do wojen: terroryzmu i rzekomych składów broni masowej zagłady. Natomiast tylko w tym cytowanym zdaniu siła występują cztery razy! Mocny (powerful) w oryginale pochodzi od siła. Słownictwo i buta Holbrooka odzwieciedlają priorytety Imperium.
Stronnicy Busha-seniora, James Baker i propagator viagry senator Bob Dole, natychmiast odpowiedzieli na krytykę. Zajadle przecząc, że Bush-ojciec nie dokończył sprawy z Irakiem w 1991 r., Baker zgodził się jednak z Holbrookem, że Bush-syn powinien najpierw atakować, a debatować potem. Dole powtórzył starą śpiewkę, że Holbrooke i klintonowcy zrobili zbyt mało i zbyt późno, by ocalić oblężonych Bośniaków od serbskiego ataku. Żaden jednak nie zaprzeczył głównej tezie Holbrooke'a o użyteczności i potrzebie siły wbrew prawu i zwykłej przyzwoitości.
W tym samym tygodniu w International Herald Tribune Wolfgang Petritsch, były namiestnik Imperium w Bośni, odrzucił porównania Iraku 2003 z Kosowem 1999 przez Vetona Surroia, który maniacko wierzy w naloty na Irak: Zmiana nastąpi tylko, gdy zaczną spadać bomby. Surroi należy do umiarkowanych Albańczyków kosowskich! Gazeta przedstawiła go jako naczelnego negocjatora z ramienia Unii Europejskiej w rozmowach pokojowych w Rambouillet w 1999 r. Ponieważ po latach nie pozostaje ani cienia wątpliwości, że Rambouillet było szantażem Imperium dla stworzenia pretekstu do nalotów NATO, pusto brzmi wyrażona w artykule wiara Petritscha w międzynarodowe prawo i ONZ. Debaty Holbrooke’a i Petritscha bezkrytycznie skupiły się na koncepcji masowego mordu dla dobra mocodawców, zamiast ją kwestionować. Takie są teraz „debaty”, niewątpliwie wyreżyserowane przez środki przekazu mocodawców (patrz rozdział Obrazki które zmyliły świat). Dopóki nie przyznamy, że Imperium użyło siły w Serbii w 1999 r. bezprawnie (tak jak nie ma prawa w Iraku w 2003 r.), porównywanie obu inwazji służy uzasadnieniu każdej z nich.
Nebojsza Malić zauważył w Antiwar.com z 6.3.2003 r., że Kosowo sugeruje nieszczęścia w Iraku w wyniku inwazji Imperium, od terrorystycznych ataków na mniejszości, po zmyślone historie o okrucieństwie: ci którzy przeżyją, mogą spodziewać się ‘ataków odwetowych’ oraz protektoratu Imperium, w którym będą pilnowani przez armie biurokratów z użyciem siły Imperium od czasu do czasu. Nie będzie to wyzwolenie, jak oznajmił Cesarz, tylko koszmar. (Patrz rozdziały Z błogosławieństwem KFOR i Jaka przyszłość w Kosowie.) Krytycy wytkną, że bezkarność terrorystów Wyzwoleńczej Armii Kosowa, WAK, skończyła się, gdy (zaledwie) czterech z nich zostało oskarżonych przez „trybunał” w Hadze (rozdział Inkwizycja w Hadze) o tortury i morderstwa Serbów i Albańczyków. Ulubiony sługa Imperium Human Rights Watch powiedział, że oskarżenia pokonują zarzuty krytyków Trybunału, iż nie zważał na nadużycia popełnione przez buntowników albańskich w Kosowie.
Gdyby „trybunał” rzeczywiście chciał ścigać nadużycia WAK, już dawno oskarżyłby Hashima Thaçi, Agima çeku i Ramusha Haradinaja. Nie pierwszy raz wystosował oskarżenie w sposobnej chwili; Miloszewicia oskarżył podczas nalotów NATO, by dodać uzasadnienia do bombardowań ludności. Dla pozorów obiektywności natowski sąd w Hadze oskarżył wcześniej kilku generałów w dowód obiektywności (a Human Rights Watch skomentował wtedy dokładnie jak wyżej). Bośniackich Serbów „trybunał” przywlókł do Hagi w kajdanach, jak tylko przestali być potrzebni, np. 72-letnią Biljanę Plawsić. Jej obrońca liczył na ułaskawienie po zeznaniach klientki przeciw Miloszewiciowi, a dostała 11 lat więzienia (praktycznie karę dożywocia) na początku 2003 r. Muzułmanie bośniaccy orzekli, że kara była zbyt łagodna. Tak wygląda godzenie zwaśnionych narodowości na Bałkanach.
Ottawa Citizen z 13.3.2003 r. podał nieznane ogółowi szczegóły sprawy Plawsić, ofiary wojny propagandowej. Muzułmanie i Chorwaci mieli nad Serbami znaczną przewagę propagandową, zaangażowawszy amerykańską firmę reklamowo-dezinformacyjną Ruder Finn. Serbowie przegrali wojnę informacyjną na samym początku. Po bliższym zapoznaniu się z prawda na miejscu, żołnierze kanadyjskich sił pokojowych na Bałkanach czuli sympatię do Serbów, ale niestety nie pozwolono im mówić. Ich raport dla kanadyjskiego parlamentu przeleżał zapieczętowany kilka lat. Plawsić była profesor biologii na Uniwersytecie Sarajewskim, a przed separatystycznymi rządami Aliji Izetbegowicia – także członkinią prezydentury Bośni. Po włączeniu siłą Republiki Srpskiej do państwa Muzułmanów, Plawsić nawoływała do pokojowego rozwiązania i Serbowie bośniaccy wybrali ją wiceprezydentem.
Dowodzący siłami ONZ w Bośni kanadyjski generał Lewis MacKenzie złożył w Hadze zeznanie, że gdy Serbowie wzięli za zakładników 60 starszych oficerów ONZ 15.5.1992 r., Plawsić rozładowała sytuację i być może uratowała wielu z nich życie. Nie była bezpośrednio odpowiedzialna za żadne działania wojskowe. Obarczanie jej rzekomym morderstwem tysięcy Muzułmanów przez Serbów jest więc bezpodstawne, nie mówiąc o absurdalności oskarżenia o ludobójstwo w Srebrenicy (rozdział pt. Legenda o Srebrenicy).
Czy nie jest ironią, że Plawsić i jej koledzy w rządzie walczyli z reżimem zaprzyjaźnionym z Al Kaidą? Tyle warta jest amerykańska wojna z terrorem. W innej powtórce sceny bałkańskiej na Bliskim Wschodzie, Imperium napiera na oskarżenie Husajna i innych w Bagdadzie o zbrodnie wojenne z 1991 r. i nowej wojny. Nawet przygotowywana zmiana reżimu w Iraku została najpierw wypróbowana w Serbii. Dzięki niej Serbią rządzi banda złodziei, którzy marną pozycję w świecie (ale decydująca w Jugosławii) zawdzięczają Imperium.
W ten sposób koło się zamyka. Malić pisze: Zdejmij przykrywkę z jakiegokolwiek konfliktu, a znajdziesz tam obecne Imperium albo jego poprzednika. Wszędzie gdzie dotrze, następuje śmierć i rozpacz. Nie ma nadużycia siły w cesarstwie; samo jej użycie kończy się złem. Tolkien miał rację: siła jest ognistym Kręgiem, celem samym sobie. Siła dla samej siły, mówiąc słowami Holbrooke’a.
Christopher Bollyn, New Seismic Data Refutes Official WTC Explanation [w:] American Free Press z 5.9.2002, www.rense.com/general28/ioff.htm
Zbigniew Brzeziński, A Geostrategy for Asia [w:] Foreign Affairs, wrzesień-październik 1997
Alexander Cockburn i Jeffrey St Clair, Conspiracy Goes Mainstream: Forbidden Truths? 11.1.2002
Regis Debray, Lettre d’un voyageur au président de la République [w:] La Monde z 13.5.1999, www.lemonde.fr/actu/international/exyougo/kosovo/articles/990513/debray.htm
Donn de Grand Pre, The Enemy Is Inside the Gates [w:] www.geocities.com/mknemesis/colonels.html, 2001
Michelle Mairesse, The Bush-Saudi Connection, www.hermes-press.com/BushSaud.htm
Nebojša Malić, From Kosovo to Baghdad The Past And Coming War [w:] Antiwar.com z 6.3.2003, www.antiwar.com/malic/m-col.html
Michael Ruppert, A War in the Planning for Four Years [w:] From The Wilderness Publications, 7.11.2001, http://globalresearch.ca/articles/RUP111B.html
Sherman H. Skolnick, The Pipeline Plots, 1.9.2002
Pål Steigan, War in our time [w:] Klassekampen z 17.4.1999