Wielko-serbizm

Największe mocarstwa Zachodu stają dziś najgłośniej przeciw nacjonalizmowi, ale nie własnemu, tylko innych narodów.

Serbska Akademia Nauk i Sztuk Pięknych

Szowinizm jest wielkim złem i trzeba go zwalczać, gdy podniesie łeb. Pozornie o to się świat bije w obecnych czasach. Zachód nazywa jednak szowinistycznymi te kraje, które próbują zachować suwerenność i niezależność, chcą uniknąć regionalizacji i zachować prawo gospodarczego i politycznego oporu mocarstwom i korporacjom ponadnarodowym. Nowy internacjonalizm jest wielce nieprzekonywującą platformą także dla innych wartości, takich jak prawa obywatela i demokracja.

Zderzenie nowego internacjonalizmu z patriotycznymi wzniosami jest nieuniknione. W Serbii patriotyzm i żądania praw obywatelskich, po latach poniżenia w stosunku do Słowenii i Chorwacji we wspólnej Jugosławii, wyszły w nieudanej próbie publikacji zbiorowej pracy naukowej Serbskiej Akademii Nauk i Sztuk Pięknych pt. Memorandum. Bez podważania ram federacji Jugosławii praca akademików nie żądała nic więcej niż politycznej i gospodarczej równości narodu serbskiego z innymi narodowościami. Wstyd dla Europy Zachodniej, że głosząc w tym samym czasie hasła integryzmu w imię lepszej równości ludów europejskich, pozwoliła na tak haniebne podeptanie praw narodu, który znacznie przyczynił się do ocalenia jej od zalewu tureckiego, a dziś spełnia podobną rolę, tylko napotykając kłody rzucane przez tych, którym powinno zależeć na silnej Serbii, jeśli nie Jugosławii (rozdziały pt. Islam wojujący na Bałkanach, Jaka przyszłość w Kosowie i Wielko-albanizm).

W kwietniu 1993 r. w brytyjskiej Izbie Lordów niejaki lord McNair zagłębił się w najnowszą historię Jugosławii: Po erze Tity serbski nacjonalizm miał wypełnić pustkę pozostawioną przez tego potężnego przywódcę komunistycznego i bohatera wojennego. Według artykułu we francuskim dzienniku L’Express w 1986 r. Debrica Ćosić, inny bohater wojny i kilku innych profesorów opublikowało tzw. Memorandum. Była to książeczka na 20 stron, którą w pewnym zakresie można porównać z Mein Kampf Hitlera. Jest to opis zamiaru, jak zorganizować większą Serbię. Ćosić był prezydentem federacji Jugosławii (Serbia i Czarnogóra) od maja 1992 r.

W wypowiedzi lorda-intelektualisty zadziwia oparcie się na brukowej prasie francuskiej. Gdyby szacowny lord wziął do ręki Memorandum zamiast małpować wymysły francuskiej gazety, powiedziałby że serbski Mein Kampf ma 40 stron a nie 20. Ćosić, znany serbski nowelista został prezydentem, ale od 15. czerwca 1992 r., kilka lat po aferze z Memorandum. Gdyby lord odżałował funtów podatnika (albo swoich skoro go tak bolała sprawa nowego Hitlera) na tłumaczenie, wiedziałby że Memorandum to alarm Serbskiej Akademii Nauk i Sztuk Pięknych wobec kryzysu zagrażającego integralności Jugosławii. Serbowie jako narodowość mieli najniższe prawa nawet w swej własnej Socjalistycznej Republice Serbii. Po zmianach konstytucyjnych z 1974 r. ich republiką rządziły prowincje autonomiczne Wojwodina i Kosowo-Metohja pod osłoną konstytucji federalnej.

Serbscy intelektualiści wykazali w Memorandum troskę zarówno o przyszłość targanej nacjonalizmem, zbudowanej ich kosztem Jugosławii, jak i o przyszłość narodu serbskiego. Wyniesienie Memorandum na serbski piedestał nie było trudne zważywszy dyskryminację i zakneblowanie głosu serbskiego aż do czasu przemówienia Miloszewicia 28.6.1989 r. do 1 miliona osób podczas obchodów 600. rocznicy bitwy na Kosowym Polu. Trafność twierdzeń Memorandum i ich zagrożenie dla politycznego status quo w federacji były dokładnie przyczyną zajadłej kampanii oszczerstw, która nie wygasła do dziś.

Dokument i otaczająca go wroga propaganda stanowią pierwszorzędne tło dla lepszego zrozumienia uwarunkowań w Jugosławii jak i natowskiej wojny propagandowej o przyczółek bałkański. Podobne zarzuty skrajnego nacjonalizmu, dążenia do Wielkiej Serbii, nawoływania do wojny i czystek etnicznych padły pod adresem prezydenta Miloszewicia i innych przywódców serbskich. Jako zboczenie współczesnej demokracji i praw człowieka należy widzieć pokazowy natowski proces pod szyldem tych zarzutów w Hadze (patrz rozdział pt. Inkwizycja w Hadze). Prasa powołuje się na rzekome dowody hitlerowskiej filozofii Miloszewicia wyrażonej w jego przemówieniu. Przetłumaczyłem je w dodatku na końcu rozdziału. Niech czytelnik sam wnioskuje, kto jest zbrodniarzem. Nie będzie miał wymówki, że nie zna oryginału, więc nie może wierzyć źródłom innym niż oficjalne środki przekazu.

Memorandum jest tym cenniejsze, że Serbska Akademia dziesięć lat po wycieku dokumentu opracowała nie mniej naukowy raport o historii powstania i prześladowania ich pracy w poszczególnych republikach i za granicą. Nowe opracowanie zawiera analizy pogłębiające oryginalne wnioski, ale na podstawie danych, których nie było jeszcze w 1986 r. Oba dokumenty są fascynującą lekturą. Z powyższych powodów poświęcam rozdział pracy serbskich akademików.

Nacjonalizm i Wielka Serbia

W kraju i za granicą propaganda przykleiła Memorandum nalepkę nacjonalizm serbski, oczywiście bez potwierdzających cytatów z dokumentu. W dokumencie są natomiast stwierdzenia o odrodzeniu nacjonalizmu po II wojnie światowej: nacjonalizm zaczął znów podnosić swój wstrętny łeb. Każda następna zmiana konstytucji stwarzała lepsze warunki wymagane, by się w pełni rozrósł. Nacjonalizm wygenerowano odgórnie, a jego pierwszymi inicjatorami byli politycy. Nacjonalizm jest egoistyczny, szuka uprzywilejowanej pozycji dla swego narodu. Takich wartości nie ma w Memorandum. Nawołując do równości dla Serbów w federacji, dokument przyznaje jednakowe prawa dla wszystkich republik. Potępia natomiast przywileje Słowenii i Chorwacji uzyskane dzięki kumoterstwu na politycznej górze.

Nacjonalizm jest agresywny i zdolny nawet do przemocy, by osiągnąć swe cele. Te idee są dalekie autorom i tekstowi dokumentu, który ostrzega również przed separatyzmem. Ostrzeżeń nie posłuchano, ale wkrótce zdarzenia pokazały ich zasadność. Podstawową cechą nacjonalizmu jest nienawiść innych narodów. W wyniku prześladowań Serbów kosowskich, w czasie przygotowań dokumentu nastroje były w Serbii gorące. Pokusa wyrażania nienawiści w stosunku do Albańczyków była ogromna. Jeśli Serbowie nie ulegli tej pokusie, wykazując tolerancję nie znana gdzie indziej, nienawiść była jeszcze bardziej obca ich intelektualistom, a szczególnie autorom Memorandum.

Oficjalną opinię władz partyjnych Serbii o Memorandum wyraził wiceprezydent republiki Wukoje Bulatowić w grudniu 1986 r.: Bez względu na motywację autorów tekstu, jego wydźwięk i przesłanie są nieuchronnie polityczne i nie można ich interpretować w kategoriach literackich. Innymi słowy tekst trzeba oceniać jako program polityczny [...] z konkretnymi celami i prowadzący do konkretnych czynów. To było pośrednie oskarżenie Serbskiej Akademii o założenie partii politycznej. Niektórzy oskarżali o to bezpośrednio. Trudno uwierzyć, że rządząca partia Serbii widziała w Akademii rywala politycznego. podobne oświadczenia były próbami nacisku na akademików, by wyrzekli się swego dzieła.

Nalepka programu politycznego na Memorandum posłużyła politykom serbskim, ale wywodzi się z secesyjnych republik i ich zagranicznych mentorów. Domniemanemu programowi można było zarzucić wszystko, ponieważ Memorandum poruszało wiele wątków. Od początku prac nad dokumentem nie było mowy o żadnym programie. Wstępne propozycje, aby zawrzeć elementy programu z miejsca odrzucono, bo dokument miał być wyczerpującą analizą kryzysu, a nie politycznym programem. Akademia konsekwentnie trzymała się wytycznej o ocenach istniejącej sytuacji państwowej w opracowywanym dokumencie, co podsumowuje jej oświadczenie: obrazu kryzysu nie należy obciążać programami, bo każda ocena podaje diagnostykę stanu rzeczy i podaje, jak powinno być. Kilku członków Komitetu powracało do punktu wyjścia, nalegając na propozycje w formie programu [..] Był praktyczny powód przeciw programowi w Memorandum. komitet chciał zapobiec możliwym zarzutom o budowanie programu, który by można nazwać politycznym.

Jeśli krytycy przeczytaliby Memorandum dokładnie, znaleźliby dwa urywki o potrzebie opracowania programu w dalszej kolejności. Narodowe programy patrzą z długoterminowej perspektywy i poruszają tematy zmian strukturalnych w gospodarce, demografii, rozwoju regionów, systemu miast. Pokazują miejsce państwa na arenie międzynarodowej, na tle kontynentalnych jeśli nie globalnych tendencji rozwojowych. Nic takiego nie ma w Memorandum, które w ramach istniejącego systemu państwa i społeczeństwa skupia się na zaradzeniu i uregulowaniu statusu konstytucyjnego i gospodarczego Serbii.

Ani jedno słowo, ani jedna myśl w Memorandum nie sugeruje dążenia do Wielkiej Serbii. Teza ma korzenie w Austro-Węgrzech, które narzuciły na Serbię swój patronat po Kongresie Berlińskim w 1878 r. Próba wyzwolenia się Serbii doprowadziła do wojny ceł w 1906 r. Niezadowolone mocarstwo wszczęło anty-serbską propagandę, która nabrała jadu po anektowaniu przez nie Bośni-Hercegowiny w 1908 r., kiedy 40 procent narodu serbskiego weszło pod austro-węgierskie panowanie (razem z milionami Polaków i innych Słowian). Niepodległa, demokratyczna, słowiańska Serbia byłaby zagrożeniem i zaporą dla austro-węgierskiego Drang nach Osten. Mocarstwo chciało zgnieść słuszne serbskie próby emancypacji narodowej, politycznej, gospodarczej i kulturalnej oskarżeniami o dążenia wielko-serbskie. Jednocześnie Austro-Węgry chowały pod tą zasłoną dymną własne ciągoty imperialne.

Bardzo wielu chorwackich i słoweńskich polityków i intelektualistów wyraziło lojalność dla swojego państwa, Austro-Węgier, uznając zagrożenie wielko-serbizmem. Jednak po klęsce monarchii w I wojnie światowej, Słowenia i Chorwacja prześcigały się w przyłączeniu do niedawno przeklętej Serbii. Członkostwo w serbskim królestwie południowych Słowian nie przeszkodziło im w kontynuacji tezy o wielko-serbskim zagrożeniu, co trwa do dziś. Propagandę o Wielkiej Serbii można wykorzystać przeciw czemukolwiek dla własnych celów politycznych. Słowenia i Chorwacja przykryły nią własne pretensje terytorialne i rasistowskie uprzedzenia przeciw Serbom; wykorzystały do wzbudzenia nienawiści jako głównego wątku własnego nacjonalizmu, do uzyskania przywilejów politycznych i gospodarczych, odebrania Serbom prawa do samostanowienia itd.

Nieistotne, że Memorandum nie wspomina o Wielkiej Serbii. Nie chcąc stracić jednej ze swych przednich broni, machina propagandowa Chorwacji użyła wszelkich dostępnych środków, by rozpowszechnić kłamstwo.

Bez praw

Jeśli coś może zdziwić w Memorandum, to jedynie dlaczego Serbowie pozwolili na dyskryminację przez tak długie lata. Już w okresie międzywojennym należeli do najuboższych w Jugosławii, daleko za Słowenią i Chorwacją. Od II wojny światowej dwa miliony Serbów (ćwierć ich ogólnej liczby w Jugosławii) mieszkały w innych republikach jako obywatele drugiej kategorii. W swej własnej Serbii byli wyzuci z praw w historycznej kolebce serbskiej – Kosowie i Metohji, a obecnie grozi im utrata ziem ojców (patrz rozdziały pt. Wielko-albanizm i Jaka przyszłość w Kosowie). Autonomia przyznana Kosowie i Methoji konstytucją w 1974 r., a następnie okupacja prowincji przez NATO i ONZ, znaczą dla miejscowej ludności serbskiej powrót do czasów cesarstwa ottomańskiego, kiedy również muzułmanie byli wyjęci spod prawa i mogli bezkarnie gnębić nie-muzułmanów.

Europejczycy nie mieli i nie mają pojęcia, co się dzieje pod ich nosem. Nie tylko że pozbawiono Serbów praw narodowych i obywatelskich, ale też podstawowych praw człowieka. Bez możliwości odwołania się do wymiaru sprawiedliwości ani jakiejkolwiek innej formy ochrony przez władze, na Serbów napadano i mordowano ich; Serbki gwałcono; bydło kaleczono; domy podpalano; sady ścinano; studnie zatruwano. Prześladowania nie-muzułmanów były najsilniejszą bronią islamizacji w przeszłości, a w Kosowie stały się nowoczesnym środkiem wystraszania z prowincji, która miała być czysta etnicznie. Kampania przyniosła wyniki. Setkami tysięcy Serbowie opuścili swoją kolebkę. Cały naród serbski poczuł ogromną urazę, tym bardziej że był w najgorszej sytuacji materialnej w federacji. Okupacja NATO wszczęła ostatnią fazę czystek w Kosowie. Obecnie praktycznie nie ma tam Serbów, a skarby ich kultury, religii i architektury poszły w gruzy, gdy pod „nadzorem” NATO barbarzyńscy Albańczycy realizują kampanie nienawiści i budowy Wielkiej Albanii.

W Chorwacji Serbowie musieli się albo zasymilować albo wynieść. Z nikłej populacji 14,5 procent ogółu w wyniku eksterminacji przez faszystowskich ustaszy, w 1981 r. było ich w Chorwacji już tylko 11,5 procent ogółu. Za wyjątkiem czasów Niepodległego Państwa Chorwatów w latach 1941 – 1945, Serbowie nigdy nie byli tak prześladowani jak teraz – pisała Serbska Akademia w opracowaniu z 1996 r. o historii powstania i szkalowania Memorandum. W Bośni-Hercegowinie polityczni twórcy sztucznej narodowości „Muzułmanów” (Serbowie religii islamskiej) robili wszystko, aby przekształcić republikę. Przez zaledwie 43 lata od 1948 r. Muzułmanie odwrócili statystyki demograficzne na swą korzyść, rozmnażając się z 30,7 procent na 43,7 procent ogółu w republice kosztem Serbów, którzy liczyli odpowiednio 44,3 i 31.4 procent. Wykorzystując dyskryminację konstytucyjną Serbów, Macedonia asymilowała ich.

To że pretensje Serbów do współgospodarzy federacji były uzasadnione świadczą wypowiedzi osobistości z innych grup narodowościowych. Macedoński polityk Lazar Kolisewski publicznie potępił politykę Tity i następców, którzy trzymali się zasady słaba Serbia to silna Jugosławia. Popularne przez dziesięciolecia powiedzenie dowodzi, że w tym czasie prowadzono politykę dyskryminacji Serbii. Słoweński polityk Stane Kawcić w swych pamiętnikach potwierdził istnienie tej polityki: polityka ‘słabej Serbii a silnej Jugosławii’ poddana jest silnej dyskusji (Borba 28.2.1990). Członek mniejszości rumuńskiej, pisarz Florika Stefan skomentował: Myślę, że polityczni i kulturalni przywódcy narodowości serbskiej cierpią na jakiś z góry określony kompleks winy i z wyrzutów sumienia pozwalają na powstawanie działań i czynów, czy nawet tylko zamiarów [...] Widzę z pewnej odległości tę nie do zniesienia atmosferę intryg, podstępów, obraz i obrzucania się błotem, widzę iż wiele wartości ludzkich i twórczych depcze się bez powodu.

Lord McNair mylił się także co do autorstwa Memorandum. Nie było to dzieło Ćosicia ni małej grupy serbskich nacjonalistów. Serbska Akademia Nauk długo roztrząsała, czy może złamać status i wtrącić się do polityki państwa publikując dokument tego rodzaju. Na sesji w maju 1985 r. zgromadzenie ogólne Akademii ustaliło, że sprawa jest wystarczająco ważna dla zachowania federacji, by złamać status, sporządzić dokument i rozprowadzić go wśród polityków Jugosławii. Wyznaczono 16-osobowy komitet, do którego prac dołączono potem kilku specjalistów. Ćosić uczestniczył tylko w niektórych zebraniach roboczych, natomiast nie dostarczył nawet jednego zdania tekstu. We wrześniu 1986 r. przy końcu prac edytorskich szkicu dokumentu Večernje Novosti w sensacyjny sposób zaatakowały Akademię za zamiar publikacji Memorandum, cytując niedokończony i nie zatwierdzony tekst oraz oskarżając o potajemne prace. Wszystkie decyzje Akademii o zamiarze wydania dokumentu, a potem kamienie milowe prac przygotowawczych Akademia podawała do wiadomości prasy. Stronnicza prasa zrobiła sensację, co podchwyciły brukowce na Zachodzie takie jak L’Express, powtarzając bzdury z prasy belgradzkiej, np. że Akademia nawoływała do bratobójczej wojny i ponownego rozlewu krwi.

Memorandum złamało reguły jednopartyjnego systemu. Zgodnie z obowiązującą zasadą rozwiązywania swych problemów wewnętrznych przez każdą republikę, politykom serbskim przypadło złagodzić, jeśli nie wyeliminować wpływ dokumentu. Aby nie być posądzonym przez inne republiki o nacjonalizm i polityczne wybiegi i udowodnić lojalność, oni pierwsi wytoczyli atak na Memorandum i autorów w politycznym polowaniu na czarownice.

Najpierw serbscy partyjniacy posądzili Akademię, że przygotowuje grunt pod nową partię. Była to próba odwrócenia uwagi i umniejszenia wpływu dokumentu. Memorandum przypomniało serbskiemu społeczeństwu o doznanych krzywdach. Serbowie gorąco przyjęli klarowne analizy naukowe i wnioski bez ogródek, co najlepiej świadczyło o kompromitacji politycznych myśliwych. Partyjni musieli wzmóc propagandę. Przywódcy polityczni Serbii próbowali insynuacji i chwytów poniżej pasa. Oskarżenia miały zdyskredytować Akademię i jej członków. Publiczność miała z tego wywnioskować, że Memorandum jest dokumentem popierającym monarchistyczny ruch czetników, burząc tym samym wszystko, co dotąd z trudem zbudowano i wszczynając bratobójczą wojnę. Celem jest rzekomo destabilizacja Jugosławii, autorzy mają powiązania z ośrodkami reakcyjnymi za granicą itd. Monolityczny aparat partyjny nie cofnął się przed niczym, co by mogło pogrążyć dokument.

Przywódcy serbscy mylnie sądzili, że charyzma Chorwata Josipa Broz Tity i czołowego marksisty Słoweńca Edwarda Kardelja (wyznaczony na następcę, ale zmarł w 1979 r. rok przed Tito) nadal trwa i grając na emocjach zdołają skompromitować Akademię. Zamiast udowodnić, czy Słowenia i Chorwacja dominują czy nie, przywódcy serbscy zdali się na slogany braterstwa, jedności i równości. Memorandum napiętnowano jako niebezpieczną odchyłkę, którą należy zniszczyć. Obrona politycznego monopolu pogwałciła tym samym demokrację: chroniła przywódców od odpowiedzialności i odmawiała prawa krytyki. Demokratyzacja Jugosławii usunęła krytykę Memorandum. W 1996 r. Akademia pisała: nikt nie uważa już za celowe przeciwstawiać się temu dokumentowi tylko dlatego, że krytykuje system polityczny, Tito i Kardelja, albo śmie poruszyć kwestię stosunków między narodowościami.

Serbowie muszą zginąć

Chorwacja stała się najważniejszym ośrodkiem produkcji kłamstw o Memorandum. Dla znających stosunki w Jugosławii nie było to niespodzianką. Od czasu wprowadzenia przez Ante Starczewicia serbofobii w XIX w. do programu chorwackiej Partii Praw, pielęgnuję się ją i reprezentuje ona główną jeśli nie jedyną nić chorwackiego nacjonalizmu, według którego Chorwaci są rasą wyższą, a Serbowie niższą, zasługującą nawet na ludobójstwo. Wystarczy otworzyć dzieła Starczewicia: Naród chorwacki uważa słowiańską krew Serbów za obcą. Naród chorwacki nie będzie tolerował profanacji świętej ziemi chorwackiej przez ten niewolniczy chów [...] Serbów trzeba zlikwidować, by usunąć rasę, która przeżyła w Europie. Rasizm Starczewicia dopracował Iwo Pilar (pseudonim L.W. Sudland) w pracy pt. Die Südslawische Frage und der Weltkrieg (kwestia południowych Słowian a wojna światowa) opublikowanej w 1918 r. Nie przypadkowo ponowne wydanie książki po chorwacku w 1943 r. zbiegło się z powstaniem Niezależnego Państwa Chorwacji (Nezavisna Drzava Hrvatska), faszystowskiego reżimu Ante Pawelicia, założyciela ustaszy w 1929 r. Pawelicia nazwano Poglavnik, tak jak Hitlera Führer a Mussoliniego Duce.

We wstępie do wydania w 1990 r. dr Wladimir Weselica, prezydent Chorwackiej Partii Demokratycznej, wyraża entuzjazm, że Pilar daje trafne odpowiedzi na najwyższym poziomie intelektualnym. Weselica adoruje konsekwentną nienawiść Pilara do Serbów: nie bez przyczyny próbowałem pokazać, jak współcześni Serbowie są niebezpieczni przez swoje idee i skład rasowy, jak mają we krwi skłonności do konspiracji, rewolucji i zamachów. Rasizm chorwacki, na którym Starczewić zbudował Partię Praw, miał godnych następców. Brytyjski historyk A.P.J. Taylor pisze, że kiedy niektórzy odmówli przyjęcia konfliktu z Serbami za płaszczyznę partii, większość utworzyła Czystą Partię Praw – czystą od jakiegokolwiek śladu realizmu, komentował Taylor. Fanatyzm zagrzebskich intelektualistów zaraził pozornie demokratyczną Chorwacką Partię Chłopską Stjepana Radicia, który w 1914 r. powiedział o Serbach: nieugięci wrogowie Chwalebnej Monarchii, naszej Monarchii, a przede wszystkim chorwackiej drogi życiowej. Nie była to odosobniona wypowiedź. Od czasów austro-węgierskich przetrwała ohydna rymowanka: Serben muss sterben. (Serbowie muszą umrzeć).

Chorwacki rasizm II wojny światowej opierał się na ideach Starczewicia, Pilara i innych. W obozach zagłady Serbów, żydów i Cyganów oraz w czystkach etnicznych ustasze realizowali teorie rasistów w tak okrutny sposób, że przerażali wizytujących SS-manów. Anty-serbski rasizm przetrwał Titę i odezwał się przed, podczas i po secesji Chorwacji. Dominik Mandić w książce z 1956 r. (opublikowanej dopiero w 1971 r. i wznowionej w Chorwacji w 1990 r.) pt. Hrvati i Srbi dva stara razlicita naroda (Chorwaci i Serbowie dwa odwieczne i różne narody), próbuje udowodnić, że Serbowie pochodzą z Afryki i są mulatami! Idee Starczewicia, ojca narodu, żyją wśród Chorwatów, którzy rehabilitują Nezavisna Drzava Hrvatska. Aby wybielić winnych, Tudźman w swej książce próbuje zmniejszyć ogromną liczbę ofiar ustaszy, tłumacząc że w historii zawsze było ludobójstwo, kiedy na drodze większego narodu stanął mniejszy. Dlatego jego zdaniem ludobójstwo jest cechą ogólnoludzką. Miejmy nadzieję, że jego naród nie napotka na swej drodze silniejszego.

Chorwacki rasizm i ludobójstwo na Serbach trwają od ponad stu lat. Dochodzą do głosu, gdy nadarza się historyczna okazja. Czystki etniczne w Chorwacji nie są zjawiskiem połączonym tylko z niedawną secesją. Po włączeniu Kresów Wojskowych (tzw. Militärgrenze w rozdziale pt. UçK: co kryje się za trzema literami) do Chorwacji w 1868 r. Serbowie stanowili ćwierć ogólnej liczby ludności, a w 1991 r. tylko 12 procent. Długoterminowa polityka czystek etnicznych dała wyniki.

Anty-memorandum

Ukazanie się Memorandum było nie lada okazją do wpędzenia Serbii w podległą bierną rolę przez ataki na jej inteligencję. Emigranci chorwaccy na Zachodzie nie mogli doczekać się włączenia do dyskusji. Ich potencjał poszedł na krytykę w Jugosławii i za granicą. Wraz ze Słowenią Chorwacja ukształtowała stosunki z pozostałymi republikami dla własnej korzyści. Nie obchodziła już ich silna czy słaba Jugosławia; zyskały to, co planowały. Weszły w skład wspólnego państwa południowych Słowian po II wojnie światowej, by nie zostać po przegranej stronie. Od momentu przystąpienia zaczęły dążyć do odłączenia się. Memorandum godziło w status quo, domagając się lepszej federacji i równego statusu narodowości. Kiedy obie republiki były gotowe uwolnić się, Memorandum niespodzianie wyłożyło inne punkty widzenia. Należało więc zaatakować je ze wszystkich stron we własnej obronie.

W 1987 r. Chorwacki Kongres Narodowy, organizacja diaspory w USA, opublikował Hrvatsko stanovište, czyli anty-memorandum do Memorandum. Napisane w duchu separatyzmu, jest jedyną próbą wyczerpującego odparcia zarzutów serbskich akademików. Komentarze i stanowiska zawarte w nim nie różnią się treścią ni jakością od propagandy głoszonej po secesji Chorwacji w 1991 r. Nic w tym dziwnego, bo „źródłami” informacji w obu przypadkach były książki skrajnych nacjonalistów Rudolfa Bićanicia z 1938 r. (Ekonomska podloga hrvatskog pitanja, Podłoże ekonomiczne kwestii chorwackiej) i Franjo Tudźmana z 1981 r. (Nacionalno pitanje u savremenoj Evropi, Kwestia nacjonalizmu we współczesnej Europie). Chorwackie stanowisko posłużyło oczernianiu Serbów w środkach przekazu i uzbroiło chorwackie lobby w skrzywiony punkt widzenia na stosunki etniczne w Jugosławii. Na wyniki nie trzeba było długo czekać. Wspólnota Europejska decyzją z grudnia 1991 r. poparła secesję Słowenii i Chorwacji i zachęciła inne republiki do tego samego. Czyżby Europa kierowała się wnioskiem Hrvatsko stanovište: Jugosławia jako twór państwowy w jakiejkolwiek postaci odrzuca dzisiaj większość nie-serbskich narodów w Jugosławii, szczególnie przez naród chorwacki, który dąży do niepodległości. Wspólnota Europejska nigdy nie wytłumaczyła swej nieracjonalnej decyzji.

Hrvatsko stanovište odrzuciło potępienie nacjonalizmu i separatyzmu w Memorandum: aspiracje Chorwatów oraz innych ujarzmionych i nie-serbskich narodowości są częścią powszechnego światowego procesu [...] każdy naród, jak tylko uświadomi sobie własną tożsamość, wyjątkową narodową indywidualność, próbuje ustanowić własne państwo narodowe. Memorandum stwierdziło, że konstytucja 1974 r. zamieniła państwo w konfederację, twór przejściowy. Bez trudności prawnych granice administracyjne republik przekształciłyby się w państwowe. Secesja byłaby możliwa w każdej chwili jednostronną decyzją zainteresowanej strony. Taki plan był oczywisty w propozycji układu konfederacyjnego przedstawionej 4.10.1990 r. przez wspólną grupę ekspertów Chorwacji i Słowenii: Dziesięć (albo pięć?) lat od wejścia w życie Układu, albo w dowolnym czasie później, państwa członkowskie Związku na żądanie jakiegokolwiek z nich mogą przeprowadzić wzajemne konsultacje celem rewizji niniejszego Układu lub rozwiązania Związku. Zależnie od dalszego postępu rozszerzania integracji Europy, państwa członkowskie Związku mogą, nawet przed tym czasem, pojedynczo lub grupowo, własną decyzją lub decyzją Rady Ministrów odejść lub rozwiązać Związek i starać się o członkostwo we Wspólnocie Europejskiej.

Nie ma wątpliwości co do znaczenia tych planów. Chorwat Stipe Mesić, prezydent Socjalistycznej Federacji Jugosławii powiedział nawet, że jest ostatnim prezydentem Socjalistycznej Federacji Jugosławii, a tytuł jego książki z 1992 r. Kako smo rasturili Jugoslaviju (jak rozebraliśmy Jugosławię) nie pozostawia wątpliwości co do intencji. Natomiast według chorwackiego stanowiska konstytucja miała charakter administracyjny, dając większą samodzielność republikom i prowincjom, ale bez konfederacyjnych urzędów państwowych oraz niezawisłości w prawodawstwie, administracji, sprawach zagranicznych i siłach zbrojnych.

Anty-memorandum nie zaprzeczyło istnieniu separatyzmu i nacjonalizmu, tylko wyniosło je na poziom historycznych tendencji rozwojowych narodów w Jugosławii, które w pełni wyraziły się właśnie w ostatnich latach. Przypieczętowało i pochwaliło nacjonalizm i separatyzm we wszystkich republikach, tylko nie w Serbii. Tam był to bez wątpienia program hegemonii narodu serbskiego nad innymi narodowościami i mniejszościami. Już cztery lata przed secesją chorwacką anty-memorandum porusza ideę serbskiej izolacji – ulubiony temat niektórych intelektualistów i polityków serbskich: To ideologiczno-polityczne zderzenie Serbii z tymi narodami i mniejszościami wiedzie Serbów w pozycję izolacji i rzeczywistej niższości w stosunku do wszystkich innych narodowości w Jugosławii. Serbia może wydostać się z tej pozycji jedynie przez uznanie praw i dążeń do samostanowienia i niezależności innych.

Nie ma żadnych dowodów na to, że Serbia kiedykolwiek przeciwstawiła się dążeniom secesyjnym republik. Natomiast nalegała, by odbyło się to na zasadach pokojowego, dobrosąsiedzkiego rozstania i pod warunkiem, że Serbowie otrzymają te same prawa do decydowania o sobie, co inne narodowości. Tymczasem Słowenia i Chorwacja oderwały się siłą zbrojną, a Serbom w Bośni i Chorwacji odmówiono praw do samostanowienia. Hrvatsko stanovište wywnioskowało, że Memorandum jest ostrzeżeniem dla narodów Jugosławii, że duża część serbskiej inteligencji ciągle broni idei Wielkiej Serbii. Kiedy propaganda wymienia serbską izolację i Wielką Serbię, dobrze znać ludzi i epokę, kiedy wyrażenia wymyślono oraz jakiemu celowi miały służyć.

Biedni Chorwaci

Autorzy anty-memorandum twierdzili, że hegemonistyczna pozycja Serbii istnieje nienaruszona do dziś. Na dowód przytoczyli arbitralne opinie, pomijając zasadnicze fakty. Jako dowód hegemonii podali stolicę państwa w Belgradzie, gdzie niby przeważali urzędnicy serbscy. Faktycznie względna większość w federalnej biurokracji nie była jednak spowodowana uprzywilejowaniem. Pracownicy z innych republik nie życzyli sobie pracować w stolicy, gdzie płacono znacznie mniej niż mogli zarobić u siebie. Z mieszkaniami też było niewesoło. Belgrad pozostawał stolicą, bo miał ekspertów i zawodowców do zarządzania państwem.

Hrvatsko stanovište próbowało też udowodnić serbską dominację udziałem procentowym w kadrach oficerskich. Większość serbska w kadrach wojska i policji odzwierciedlała trudności Serbów w znalezieniu pracy. Słoweńcy i Chorwaci nie tylko, że nie byli bezrobotni we własnych republikach, ale mieli po dwie posady. Wszyscy (tylko nie autorzy anty-memorandum) wiedzieli, że w celu utrzymania proporcji narodowościowych, podania nie-Serbów do szkół mundurowych miały pierwszeństwo. Wielu Słoweńców i Chorwatów opętanych separatyzmem po prostu nie chciało wejść w te służby. Chorwacka propaganda (przygotowana chyba z emigracyjnych gazetek w Ameryce) utyskiwała na rzekomą większość serbską wśród czołowych urzędników państwowych i oficerów armii. Na dowód podano trzy nazwiska. Dwie z tych osób usunięto dawno ze stanowisk, a trzecią zamordowano (można się domyślać, za czyją sprawą). Dalsze nazwiska to drugorzędni serbscy oficerowie, osobistości polityczne i sędziowie bez decydującego głosu w najważniejszych sprawach państwa. Czy kadry biurokratów i oficerów serbskich wykonujących polecenia chorwackich i słoweńskich władców rzeczywiście mogłyby zaprowadzić serbską hegemonię?

Tito i Kardelj dierżyli nadrzędną władzę w ośrodkach politycznych na poziomie federalnym, w republikach i w prowincjach. Mieli monopol na nominacje najwyższych urzędników, czego Memorandum nie omieszkało opisać. Zamiast rzeczowo obalić ten argument, anty-memorandum szerzy absurdy, iż Tito prowadził politykę serbskiego imperializmu wewnątrz państwa, szczególnie w Chorwacji i w polityce zagranicznej! Za przykład posłużył przypadek Andriji Hebranga, decydującego kroku w likwidacji pro-chorwackich liderów w Komunistycznej partii Chorwacji. Tito znosił szowinizm Hebranga do czasu, gdy ten pokazał wolę obalenia Tity. Serbscy komuniści nie mieli z tym nic wspólnego. Tito usprawiedliwił swoje postępowanie, wskazując na szowinizm Hebranga, a nie zagrożenie kultu jednostki.

Nacjonalistyczny ruch lat 1969-1971 w Chorwacji jest jeszcze bardziej wymowny. Wcale nie wzruszył on Tity, który zaskoczył całą Jugosławię przed kamerami telewizyjnymi: nie ma żadnego nacjonalizmu w Chorwacji. Wkrótce potem usunął przywódców ruchu, bo próbowali odebrać mu władzę. Znowu serbscy politycy nie mieli z tym nic wspólnego. Hrvatsko stanovište ani słowem nie wspomniało natomiast o długiej liście czołowych polityków serbskich usuniętych z życia państwa przez Titę, włącznie z Aleksandarem Rankowiciem, którego uważano za drugą prawą rękę Tity obok Kardelja. Faktycznie Rankowić był ograniczony intelektualnie, naiwnie adorował wodza państwa i posłusznie wykonywał jego polecenia. Nigdy nie dokończono dochodzenia w sprawie śmierci w wypadku samochodowym Slobodana Penezicia, premiera Republiki Serbii, który krytykował politykę Tity i Kardelja.

Blagoje Neskowicia, sekretarza komitetu centralnego Komunistycznej Partii Serbii i premiera republiki usunięto na początku lat 1950. za opozycję przeciw wysokim podatkom nałożonym na Serbię oraz przeciw obowiązkowemu skupowi płodów rolnych i brutalności z jaką go wykonano. To była lekcja dla wszystkich przyszłych polityków z Serbii, żeby Ticie nie wchodzić w drogę. Tito usuwał natychmiast każdego Serba, którego podejrzewał choćby trochę lub który użył jedno niewłaściwe słowo. Polityków innych narodowości łagodnie przekonywał, czasami bardzo długo. Po trójce Tito-Kardelj-Bakarić, największą władzę miał federalny premier. W powojennej Jugosławii Chorwaci zmonopolizowali ten urząd. Do 1963 r. piastował go sam Tito. Serb z jakiejkolwiek republiki był federalnym premierem jedynie od 1963 r. do 1967 r. Druga prawa ręka Tity, dr Wladimir Bakarić był w Chorwacji lat 1950. przywódcą Vlade Narodne Republike Hrvatske. W szczycie kryzysu federacji, u władzy byli Chorwaci: prezydent Stipe Mesić, premier Ante Markowić i minister spraw zagranicznych Budimir Lonczar.

Tito przydzielał najważniejsze urzędy na zasadzie rotacji między wszystkimi narodowościami Jugosławii, bez względu na stan ludności. Wszystkie republiki po równi dawały ambasadorów, generałów, najwyższych sędziów. Większościowi Serbowie byli dyskryminowani. Podobnie reprezentacja w parlamencie federalnym opierała się na równości republik, a nie proporcjonalnym udziale ludności. Na tej zasadzie, nawet nie licząc Serbów w autonomicznych prowincjach w Republice Serbii, jednego deputowanego wybierało dziesięć razy więcej Serbów niż Macedończyków. Chorwaci byli w podobnej sytuacji, ale nadrobili z nawiązką wraz ze Słowenią przewodząc anty-serbskiej koalicji, do której wchodziły wszystkie pozostałe republiki oraz obie autonomiczne prowincje wewnątrz Serbii. Prowincje praktycznie rządziły Serbią, bo żadne ustawodawstwo dotyczące jej nie przeszło bez zgody prowincji, ale nie odwrotnie. To ośmieliło secesjonistów i nacjonalistów żerujących na zniewolonych Serbach we wszystkich republikach.

Jakiś czas po imporcie Hrvatsko stanovište głos zabrała chorwacka opinia w Chorwacji, dostosowując krytykę do rosnącej popularności ruchu separatystycznego. W styczniu 1989 r. wydawane w Zagrzebiu pismo Naše teme pierwsze w Jugosławii wydrukowało Memorandum w całości, ale nie w celu debaty, tylko by zaopatrzyć je wstępem pióra Dragutina Lalewicia. Bez wstępu nie można „znaleźć” w Memorandum śladu serbskiego nacjonalizmu. Lalewić „poinstruował” czytelnika, co znajdzie w tekście. Zauważył, że najostrzejsze potępienie wystosował Tomislaw Marcinko, szycha z Wojwodiny (autonomiczna prowincja Serbii). Marcinko pochodzi z pro-ustaszowskiej rodziny chorwackiej, którą przeniesiono podczas II wojny światowej. Po secesji Chorwacji w 1991 r. Marcinko wrócił do Zagrzebia na posadę w telewizji (należną tylko zaufanym osobom). Tak więc przypadek pana Marcinko udowodnił, że anty-serbska polityka istotnie kierowała krytykowanymi w Memorandum nominacjami w Wojwodinie.

W maja 1989 r. wysokonakładowy Vjesnik zaczął cykl artykułów propagandowych, tendencyjnie jak Naše teme. Opublikował urywki z Memorandum opatrzone komentarzem, ale bez logicznego związku, jakby czytelnicy mieli sami grzebać w poszukiwaniu inkryminacji. Komentator nie miał nawet zamiaru wdawać się w debatę.

Akademik-propagandysta

Anty-memorandum skomentowało kwestie gospodarcze, ale tylko z okresu międzywojennego i to kopiując urywki z książki Bićanicia. Wydawca książki i przywódca Chorwackiej Partii Chłopskiej, Wladko Maczek napisał we wstępie, że Chorwacja była wyzyskiwana w Królestwie Jugosławii. Ponieważ nie zgadzało się to z faktami, Bićanić żonglował statystykami z 1938 r. Jego książka wkrótce spotkała się z udokumentowaną ostrą krytyką belgradzkich ekonomistów. Po wojnie Instytut Ekonomii Serbii dostosował statystyki z 1938 r. do nowych granic i wywnioskował: Podczas gdy w Słowenii zainwestowano 697 tys. dinarów na tysiąc mieszkańców, w Chorwacji łącznie ze Sławonią [zachodnia część Chorwacji] i Dalmacją 481 tys., ale w Serbii łącznie z Wojwodiną (bez Sremu) tylko 281 tys. dinarów. Jakby nie patrzeć na dwie dekady międzywojenne, Słowenia rosła w tempie 2,5 razy szybszym niż Serbia i 2,6 razy szybszym niż Wojwodina. Rozwój przemysłu w Chorwacji był 1,7 razy szybszy niż w Serbii razem z Wojwodiną. Potem dystans powiększał się. Serbia pozostała poniżej średniej krajowej. W komentarzu o gospodarce na pół strony anty-memorandowcy nie wspomnieli o tym jednym słowem.

Akademik z Zagrzebia, dr Jakow Sirotkowić, próbował w swej książce z 1993 r. udowodnić niedorzeczność twierdzeń Memorandum. Dobrze znał badania Instytutu Ekonomii Serbii, których nikomu nie udało się podważyć. Akademik-ekonomista odezwał się jednak, gdy ojczysta propaganda zawołała do czynu. Bez cienia obiektywności „obalił” wnioski serbskich kolegów, odrzucając ich metodę jako żonglowanie statystykami. Na „dowód” swej racji zacytował Bićanicia. Serbska Akademia skomentowała ironicznie po latach: Wygląda na to, że badania Bićanicia będą służyć przyszłym pokoleniom chorwackich ekonomistów w nieskończoność. Jego wkład do chorwackiej myśli ekonomicznej jest szczególnie wielki jako pouczający przykład, jak manipulując liczbami pokazać szybszy rozwój jako zacofanie i odwrotnie.

Akademik-propagandysta zniżył się do kilku oszustw. Akademicy nie popełniają tylu pomyłek w jedną stronę przez przypadek. Serbska Akademia zdemaskowała je. Po pierwsze Sirotkowić wziął do porównań między republikami okres lat 1952-1987. Wybór pierwszego i ostatniego roku decyduje o wyniku analizy statystycznej. W Jugosławii 1952. był najbardziej nienormalnym rokiem w całym okresie powojennym, rokiem klęski powodziowej. W poprzedzających latach od 1947 r. gospodarka Chorwacji szybko rosła (12,8 procent PKB na mieszkańca). Natomiast Serbię poddano w tym czasie usankcjonowanym przez Komitern i komunistów Jugosławii procesom przyhamowania gospodarczego: obowiązkowy wykup płodów rolnych przez rząd, kolektywizacja rolnictwa, rozbiórka fabryk i przeniesienie do innych republik oraz częściowe wstrzymanie inwestycji w okresie kryzysu politycznego w Kominternie. W wyniku wewnętrznych sankcji gospodarczych w tym okresie Serbia wzrosła gospodarczo o ...1,3 procent. Nawet jeśli założyć potrzebę takiej polityki w pierwszej 5-latce powojennej Jugosławii dla długoterminowego dobra ogólnego, dlaczego obarczono tylko Serbię, a nie Słowenię, którą w swej pamiętnej przemowie Andrija Hebrang także wytypował do wyhamowania? Słowenia nie zważała na „plany” (albo dostała ciche przebaczenie) i skończyła okres lat 1947-1951 ośmioprocentowym wzrostem PKB na mieszkańca.

Po drugie Sirotkowić posłużył się dochodem ogólnym każdej republiki zamiast na głowę mieszkańca – światowy ewenement w analizie! Po trzecie, użył względnego wskaźnika wzrostu gospodarczego zamiast absolutnych liczb, bez których nie sposób sprawdzić obliczeń albo zyskać informację o wzroście PKB na mieszkańca. Właśnie z tych powodów wskaźniki stosowano w ZSRR, malując tym samym obraz piękniejszy niż istniał w gospodarczej rzeczywistości. Pod presją naukowców metodę porzucono nawet w państwie, w którym była najszerzej stosowana. Dziwne że próbował ją uratować chorwacki ekonomista, członek akademii nauk.

Po czwarte Sirotkowić zastosował stałe ceny. Są one prawidłowe w analizie okresu kilku lat (gdzie kompensują oscylacje cenowe z roku na rok), ale nie w porównaniach dla jednego roku (1988), którym posłużył się propagandysta – niewybaczalny błąd dla eksperta. Po piąte, rozbił Serbię na Wojwodinę, Kosowo i Serbię właściwą, uniemożliwiając porównania między republikami. Po szóste, wykonał porównania względem średniej dla federacji z paru republikami o gospodarce niewspółmiernie silniejszej niż pozostałe. Dodają one do średniej stosunkowo dużą masę. Różnice w rozwoju republik wypadają wtedy mniejsze niż rzeczywiście są. Prawidłowa analiza porównuje każdą z republik z osobna z resztą federacji. Uwzględniając wszystkie poprawki, Serbska Akademia Nauk obliczyła 10 lat po opublikowaniu Memorandum, że w 1988 r. PKB na głowę wynosiło w Słowenii prawie 145 tys. dinarów, w Chorwacji 80 tys., w Serbii 54,2 tys., w Czarnogórze 46,2 tys., w Bośni-Hercegowinie 41,7 tys. i 38,8 tys. dinarów w Macedonii.

Odpowiedni moment

Dlaczego Sirotkowić czekał siedem lat, by skrytykować Memorandum? Nie było politycznie wygodne zająć stanowiska przeciw dokumentowi ostrzegającemu przed nadchodzącą secesją. Ale po jej zajściu maski spadły; potrzeba było wytłumaczyć ją obcą agresją. Nie było nic bardziej przekonywującego niż Serbia chwytająca za broń, by bronić swej gospodarczo uprzywilejowanej pozycji, jak pisze Sirotkowić kilkakrotnie w swej książce. Tytuł szóstego rozdziału Gospodarcze tło wojny przeciw Chorwacji z podtytułem Od Memorandum Serbskiej Akademii w 1986 r. do zbrojnej secesji w 1991 r. pokazuje cel jego „analizy”. Kłopot w tym, że Serbia nie miała żadnych motywów, by bronić swej dość słabej pozycji ekonomicznej. Nie można tego powiedzieć o dwu najbogatszych republikach. Wielokrotnie ostrzegano, że secesja nastąpi, gdy obie republiki stracą uprzywilejowaną pozycję.

Osiągnąwszy zaawansowany poziom rozwoju przemysłowego i zmuszone łożyć na inne republiki, Słowenia i Chorwacja oderwały się. Żądając równości politycznej i gospodarczej Memorandum, pośrednio nawoływało do usunięcia przywilejów. Dlatego zmobilizowało słoweńską i chorwacką opinię polityczną. Podobnie jak w Lombardii, najbardziej rozwiniętej części Włoch, ochrona przywilejów wywołała na Bałkanach tendencje secesyjne. Fred Singleton w referacie opublikowanym w Probleme des Industrialismus in Ost und West (problemy uprzemysłowienia na Wschodzie i Zachodzie) wydanej przez Gunter Olzog Verlag w Monachium i Wiedniu, przypomina, że w mniej rozwiniętej Chorwacji wzdłuż historycznej granicy Kresów Wojskowych (Zapora wojskowa w rozdziale pt. UçK: co kryje się za trzema literami) mieszka większość serbska. Jego zdaniem napięcia polityczne między narodowościami Jugosławii wynikły z nierówności gospodarczej: Chorwacja i Słowenia sukcesywnie polepszały w ciągu ostatnich 25 lat bezwzględny dochód na mieszkańca i pozycję względem mniej rozwiniętych republik. Tendencje bezspornie rozpoznane w 1972 r. utrzymały się bez zmian.

Dr Sirotkowić posądza autorów Memorandum o przedstawienie bezpodstawnej i fałszywej tezy, tymczasem Słowenia i Chorwacja miały łącznie PKB na mieszkańca wyższe o 40% od reszty w 1947 r., a w 1988 r. już o ponad 100%. Kapitał inwestycyjny włożony w obie republiki zapewnił im najwyższy poziom zatrudnienia w federacji. Słowenia przekroczyła nawet fizyczne maksimum możliwe w społeczeństwie (400 zatrudnionych na 1000 mieszkańców), czyli panował tam nadmiar miejsc pracy, wykorzystany przez osoby dojeżdżające z innych republik. Wskaźnik zatrudnienia na 1000 mieszkańców wyniósł w 1989 r.: 437 w Słowenii, 346 w Chorwacji i 264 w Serbii. Z ogólnej liczby 1,2 miliona szukających pracy w 1989 r. w Jugosławii, niemal połowa była Serbami.

Słowenia i Chorwacja zawdzięczały pozycję gospodarczą, zdaniem Sirotkowicia, lepszemu wykorzystaniu kapitału i wyższej wydajności. Mimo większego udziału wytwórczości i bardziej sprzyjającego wskaźnika kapitałowego, Słowenia nie miała wyników lepszych na tyle, żeby mogły tłumaczyć jej czołową pozycję. Miała nieco wyższą produkcję na zainwestowaną jednostkę kapitału. Chorwacja plasowała się pod tym względem poniżej średniej w federacji i za Serbią. Inne metody obliczeń Serbskiej Akademii również potwierdziły, że Chorwacja od czasu do czasu spadała poniżej średniej w federacji i poniżej Serbii. Rzeczywiście wydajność pracy była lepsza w Chorwacji niż w uboższych republikach, dzięki wyższemu nakładowi na miejsce pracy. Przodujące republiki zapewniły też sobie subsydia eksportowe, pośrednią rekompensatę przez lepsze warunki handlu, możliwości rozpowszechniania produktów w zacofanych republikach, taryfy ochronne itd. Trochę lepsze wskaźniki wydajności nie pomogły Serbii zmniejszyć dystansu do czołówki, a trochę gorsze wskaźniki Chorwacji nie przeszkodziły jej coraz bardziej się oddalać. Decydującą rolę we wszystkich republikach odegrały nakłady inwestycyjne na mieszkańca.

Sirotkowiciowi nie wystarczyło, że Słowenia i Chorwacja pobiły na głowę zacofane republiki; musiał wyrazić w swej książce niezadowolenie z tego, że trzech najbiedniejszych republik nie usunięto z funduszu pomocy rozwojowej na początku lat 1970. Chorwacja musiała odłożyć środki na ten cel, zwalniając tempo własnego rozwoju. Słowenii nie było trudno wkładać na fundusz, bo była na znacznie wyższym poziomie rozwoju i umiała kompensować straty sprytnymi zabiegami politycznymi. Tymi słowy Sirotkowić obnażył chorwackie tendencje wyzysku. Wpłaty na fundusz nie przeszkodziły we wzroście ani nie zagroziły pozycji gospodarczej jego republiki. Sprytne zabiegi wykonała również Chorwacja. Równie nieudolnie i podstępnie chorwacki akademik próbował podważyć ocenę przyczyn kryzysu gospodarczego oraz analizy rozwoju gospodarczego Jugosławii w Memorandum. Nawet bardzo krytyczni politycy nie mieli zastrzeżeń do wątku ekonomicznego Memorandum. Szczególnie ekonomiści musieli się z nim zgodzić. Dlatego krytycy unikali wyrażania opinii na ten temat, włącznie ze Sirotkowiciem do 1993 r.


Koła polityczne za granicą zdały sobie sprawę, że Memorandum zatrzęsło systemem. Serbska Akademia otrzymywała otwarte wyrazy solidarności z demokratycznych państw Zachodu, podczas gdy reżim groził jej odcięciem funduszy, uzależnieniem od władz republiki i cenzurą polityczną, próbował wywołać rozłamy wsród członków Akademii oraz napierał na ujawnienie i potępienie inicjatorów i autorów Memorandum. Na obchodach stulecia w maju 1987 r. Akademia otrzymała silne wsparcie moralne niemal od całego korpusu dyplomatycznego w Belgradzie, ale nikt się nie zjawił z wierchuszki Jugosławii i Serbii. Ulice w okolicy Akademii były zastawione autami dyplomatów z wielu państw. Wtedy żaden lord McNair nie atakował dokumentu za nawoływanie do rozkładu Jugosławii i przemocy.

Serbscy politycy nie śmieli zamknąć Akademii ani polemizować z Memorandum, bo nie było argumentów. Insynuacje, kłamstwa i pogróżki przerzedziły się i straciły ma sile. Normalizacja nastąpiła po usunięciu Iwana Stambolicia z Ligi Komunistów, która przewodziła kampanii oczerniania dokumentu. W nowym klimacie wolności prasy, zrozumienia dla intelektualistów i odpowiedzialności za publiczne oświadczenia zabrakło powodów na utrzymywanie napięcia. Jednak z rozpędu wielu partyjniaków i redaktorów ociągało się. W rezultacie nigdy nie nastąpiło formalne pojednanie. Opinii publicznej jako znak normalizacji podano wizytę rady nadzorczej Akademii w biurach organu partyjnego Politika w styczniu 1989 r.

Mało kto wiedział, że za kulisami trwały próby pojednania między prezydenturą Ligi Komunistów Serbii a organizacją partyjną w Akademii. Od momentu przecieku Memorandum, działacze obu organizacji wywierali presję na akademikach-członkach partii, ale nadaremnie, bo ci akademicy byli autorami dokumentu lub go zatwierdzili. Nie powiedziano oczywiście, że potępione urywki, np. o Ticie i Kardelju, napisali komuniści. Broniąc swego dokumentu stawali w obronie własnej uczciwości, za co popadli w konflikt z Partią. Od końca 1987 r. Liga Komunistów próbowała znormalizować stosunki z Akademią, przygotowując kilka wersji oświadczenia. Do jego publikacji nie doszło, bo najpierw partia w Akademii nie zgadzała się z obiekcjami Ligi, a w końcu po uzgodnieniu neutralnego komunikatu zdecydowano nie odgrzebywać sprawy, która umarła śmiercią naturalną. Podobnie jak z Memorandum, prace nad communique przemilczano.

W drugiej połowie 1989 r. odezwały się głosy protestu przeciw wynaturzeniu Memorandum przez propagandę. Domagając się bezstronnej analizy, specjalne wydanie magazynu Duga opublikowało w czerwcu 1989 r. oryginał Memorandum, urywki z debaty nadzwyczajnego zgromadzenia Akademii oraz dość obiektywne komentarze. Dla zachowania równości opinii Duga przedrukowało z Naše teme ze stycznia 1989 r. ww. niepochlebny wstęp Lalewicia. Nie było oddźwięku do końca roku, kiedy prezydent Miloszewić odezwał się w sprawie Akademii: Naprawdę nie widzę, dlaczego nie miałaby zabierać głosu w polityce Serbii; jaki naród na świecie i który rozsądny rząd wstydził się kiedykolwiek swej Akademii Nauk? (Politika 22.12.1989). To było intrygujące pytanie. Bez względu na stosunek do swoich akademii, inne państwa przyjęły nienormalne stosunki z akademikami w Serbii jako normalne.

Wygasanie kampanii przeciw Memorandum w Serbii stymulowało propagandę chorwacką w kraju i za granicą. Po 1991 r. chcąc uzasadnić secesję przed prawem międzynarodowym i własnym, Chorwacja chwyciła się anty-memorandum. Trzeba było przedstawić światu secesjonistów jako ofiary walczące o wolność, a Serbów (którym odmawiano prawa do samostanowienia zrealizowane już przez inne narody) – jako agresorów i wrogów inspirowanych przez Memorandum (którego oczywiście świat nie znał). W tym celu powstały Wielka Serbia i czystki etniczne, nawoływanie do wojny i szowinizm w chorwackiej wersji Memorandum. Autorzy Memorandum pisali potem: Nikt nie czytał, co naprawdę było napisane w Memorandum, tylko krytykowali niesprawiedliwe komentarze propagandy secesjonistów. Nie da się uwierzyć, ile osób i organizacji dało się nabrać na rażącą propagandę lub rozmyślnie ją przyjęło.

Kiedy kampania smarowania Serbów i ich Memorandum przesunęła punkt ciężkości za granicę, początkowa sympatia państw Zachodu zmieniła się w stronnicze potępienie. Nie można winić przeciętniaków w kieracie zachodniego konsumeryzmu (rozdział Obrazki które zmieniły świat). Zdumiewa natomiast zmiana stanowiska kół oficjalnych i półoficjalnych, ale tylko do momentu, gdy zdamy sobie sprawę z interesów mocarstwowych, które poparły secesje. Wywarły one zasadniczy wpływ na propagandę, która w rezultacie zmieniła opinię zachodnią o Memorandum i Serbach. Punkt zwrotny zaznaczył się po upadku muru berlińskiego (patrz rozdział pt. Wielka szachownica).

Partyjna konserwa

Wprowadzaniu pluralizmu w Serbii towarzyszyły emocjonalność i nieprawdopodobne deklaracje. Z braku obiektywnych ocen sięgnięto do wyssanych z palca krytyk i insynuacji chrakterystycznych dla zdetronowanych aparatczyków i lokai prasowych. Niewielkie koło intelektualistów okrzyknęło Memorandum dokumentem nacjonalistycznym, ale nikt tego nie udowodnił. Poza grupą, której nie chciało się przeczytać pracy akademików, inna grupa kierowała się zdaniem Zachodu. Przypominali tym „intelektualne” koła III Rzeczpospolitej, gdzie poczucie niższości wobec Zachodu jawiło się m.in. w bezkrytycznym przyjmowaniu wszystkiego, co powszechnie uważano za autentyczne i postępowe. Ci serbscy intelektualiści przekonali siebie, że są obiektywni, należą do wielkiego świata demokracji, dlatego stają ponad korzeniami Bałkanów nasiąkniętymi prymitywnym nacjonalizmem.

Po krótkim wytchnieniu, Memorandum poddano w Serbii po 1991 r. następnej fazie biczowania. To było dziwne, bo wysoko-nakładowa prasa próbowała przedstawić bardziej wyważone interpretacje. Artykuł dziennikarza Milosza Misowicia pt. Od Memorandum do wojny opublikowany w sierpniu 1992 r. w dodatku do pisma Vreme podał obiektywnie chronologię, ale skrzywił fakty o Memorandum i wykorzystaniu jego idei przez rządząca partię w Serbii i prezydenta Miloszewicia: trudno zaprzeczyć, że kluczowe punkty tego dokumentu legły u podstaw jego wojowniczej polityki. Bezpodstawne stwierdzenie jest oszustwem i zdradą charakterystyczną dla polityki nowej Jugosławii. Artykuł Misowicia sprowadza się więc do ataku na Serbską Akademię za nawoływanie do wojny i nacjonalizm, ale nie podaje ani jednego cytatu z Memorandum. Na dodatek krytykuje Akademię za nieaktywność polityczną po aferze, jaką jej praca wywołała!

Długoletni członek najwyższych szeregów partyjnych i rządowych Milosz Minić wystąpił w Borbie w sierpniu 1993 r. w cyklu pt. 50 lat później. Dwa ostatnie odcinki niechcący dowodzą nie mylności Memorandum, tylko słuszności Serbskiej Akademii. Minić nie kwestionuje polityki Tity wobec Serbów, ani postępowania Słowenii, Chorwacji i wspólnoty międzynarodowej podczas kryzysu w Jugosławii. Nie wspomina o zbrojnej secesji. Wini biurokratyzację na wszystkich poziomach (śpiewka znana w Jugosławii od lat). Druga jego zdaniem przyczyna kryzysu to wiara serbskiej inteligencji, że istnieje polityka słaba Serbia to silna Jugosławia, czym podburzono serbskie społeczeństwo. Istnienie sloganu w najwyższych kręgach Jugosławii ujawnił polityk macedoński Lazar Koliszewski w 1981 r., a wspomniał słoweński polityk Stane Kawcić. Negacja polityki dyskryminacji przez serbskiego prominenta Minicia może tłumaczy, dlaczego taka polityka mogła być uprawiana, skoro nawet Serbowie w eszelonach Tity przyzwalali na nią.

Minić skupia się na krytyce innego sloganu, rzekomo z Memorandum: wszyscy Serbowie w jednym państwie. Slogan powstał po zarysowaniu się tendencji secesyjnych, więc nie mógł pochodzić od Akademii. Memorandum zawiera natomiast ostrą krytykę systemu komunistycznej Antyfaszystowskiej Rady Wyzwolenia Narodowego Jugosławii (AVNOJ) z II wojny światowej, konstytucji z 1974 r., granic republik i statusu narodu serbskiego. Minić próbuje obalić każdy z tych zarzutów, odmawiając w ten sposób Serbom prawa do samostanowienia i własnego państwa w czasie, gdy suwerenność Chorwacji i Słowenii została już uznana, a Macedonia oraz Bośnia-Hercegowina miały wkrótce zostać uznane. Według Minicia Jugosławia dała Serbom możliwość życia w jednym państwie – wszak granice między republikami były jedynie administracyjne. To jest propaganda spod pióra byłego premiera Serbii, który musiał wiedzieć, że nie można było nawet uzyskać danych o Serbach w innych republikach (ba, nawet w Kosowie!) bez protestu o mieszanie się w wewnętrzne sprawy republik i prowincji.

W polemice Minicia granice są państwowe, jeśli tak mu pasuje. Są wynikiem formalnego dopasowania do zastanej sytuacji: nikt nie może kwestionować granic Chorwacji i Słoweni, bo stały się państwowymi. Podobnie dwuznacznie pisze odnośnie konstytucji 1974 r., choć wiadomo, że zapoczątkowała secesje i zatrzymała funkcjonowanie państwa. Od Minicia dowiadujemy się, że politycy serbscy byli wtedy gotowi przyjąć model mniej zcentralizowanej federacji, czyli konfederacji zgodnie z życzeniem przywódców Słowenii i Chorwacji. Odskocznię do secesji ten były polityk serbski przedstawia jako system państwowy wzmacniający Jugosławię – próba uniknięcia odpowiedzialności przez oskarżenie innych, że zagrożenie separatyzmem nie zostało w porę rozpoznane i zrozumiane. Właśnie dlatego Minić nie komentuje zbrojnej secesji i poparciu przez obce państwa. Słoweńscy i chorwaccy secesjoniści zdołali więc przekonać grupę serbskich polityków, że osłabiona federacja byłaby bardziej zwarta politycznie.

Niektórzy serbscy intelektualiści pytali, dlaczego nie uznano oficjalnie konfederacji, skoro faktycznie już istniała. A dlaczego Słowenia i Chorwacja ubiegały się o legalizację konfederacji, skoro już istniała? Usankcjonowanie prawne bez trudu umożliwiłoby im międzynarodowe uznanie suwerenności po secesji, a granice republik stałyby się państwowymi. Serbowie ziścili odwieczne dążenie do życia w jednym państwie w 1918 r., kiedy powstało Królestwo Serbii. Nie byłoby nic naturalniejszego od domagania się własnego terytorium, kiedy inne narodowości Jugosławii zdobywały niezależność od 1991 r. Akademia pisała z perspektywy lat: Na pewno nie chodzi o stworzenie Wielkiej Serbii, dążenie Serbów do podboju terytoriów innych narodowości, aby włączyć je we własne, tylko o chęć utrzymania państwa na ziemiach przodków. Tak właśnie i w żadnym wypadku nie inaczej należy rozumieć sens sloganu ‘wszyscy Serbowie w jednym państwie’.

Terytoriami Serbów wynagrodzono w rezultacie nielegalne secesje. Chyba nie ma większej niesprawiedliwości. Tymczasem Minić pisał, że wszystkie narodowości pozostawiły swoich poza nowymi granicami. Idealne przegrupowanie do czystych narodowościowo państw nie jest możliwe i Serbowie nie skarżyliby się o błahostki. 95 procent Słoweńców i Macedończyków mieszka w swoich państwach. W 1991 r. 75 procent Serbów mieszkało w swojej republice, czyli 2,1 miliona mieszkało poza: niemal 0,6 miliona w Chorwacji (tyle co Czarnogórców w Czarnogórze), prawie 1,4 miliona w Bośni-Hercegowinie (więcej niż Macedończyków w Macedonii) i ok. 0,1 miliona gdzie indziej. Kiedy pisano Memorandum, autonomiczne prowincje w Serbii miały już tak dalece posuniętą autonomię, że wchodziły z republikami w skład koalicji przeciw Serbii. Nie było więc bagatelą, że aż 16 procent (1,3 miliona) Serbów mieszkało w tych prowincjach (w Kosowie w bardzo ciężkich warunkach – patrz rozdział pt. Wielko-albanizm).

Bardziej od stronienia od liczb uderza u Minicia brak wyobraźni o konsekwencjach secesji dla Serbów na terytoriach oderwanych od Jugosławii. Fakt uznania nowych granic przez wspólnotę międzynarodową rozprasza mu wszelkie wątpliwości. W kontekście Memorandum bezpodstawnie nazywa nacjonalizm zawężoną interpretacją interesów narodowych i zaniedbaniem interesów innych republik. Z wywodami Minicia kontrastuje jego wniosek: Większość faktów użytych w krytycznej analizie zawartej w Memorandum jest na ogół prawdziwa. Poruszone kwestie były prawdziwe [...] wiele z nich o żywotnym znaczeniu nie tylko dla losu Serbów, ale też dla losu państwa i innych narodowości w Jugosławii. Ostrzeżenia o upadku państwa, bez względu na to, kto zawinił i w jakim stopniu, niestety rychło potwierdziły się kryzysem lat 1990-1992 i wybuchem serbsko-chorwackiej wojny w Chorwacji w 1991 r. Wniosek podważa wiele tez Minicia. Prognozy Memorandum sprawdziły się, a jednak Minicia i innych krytyków nie dziwiło, jak prognozy mogły być prawidłowe, jeśli wnioski o sytuacji w Jugosławii nie były.

Amasador USA w Jugosławii Warren Zimmermann miał zdanie inne niż Minić. Np. o Słoweńcach pisał: Ich cnotą była demokracja, a wadą egoizm. W dążeniu do odłączenia się od Jugosławii po prostu zignorowali 22 miliony Jugosłowian nie-Słoweńców. Ponoszą znaczną odpowiedzialność za przelew krwi, jaki nastąpił po ich secesji. Inni politycy dzielili poglądy Minicia. Milowan Dzilas w niemieckim Sternie (Politika 5.7.1994) nazwał propagandą to, że za wojnę domową odpowiada Zachód, a Niemcy wywarli presję na partnerach, by uznali Chorwację. Publicznie zaprzeczył faktom, które są powszechnie znane, np. uczestnikom spotkania w Maastricht, De Michelisowi i lordowi Carringtonowi. Dzilas twierdził, że wojnę rozpoczęli Serbowie i Chorwaci, a James Baker i Warren Zimmerman, że Słowenia! Zdaniem Dzilasa Serbowie ponoszą większą winę, bo zostali podjudzeni Memorandum! Stara śpiewka: wina intelektualistów. Politycy jak Dzilas nie są w ten sposób winni, mimo że sztucznie stworzyli narodowości i narysowali granice republik Bóg wie na jakiej podstawie. Na pytanie dziennikarza, czy Memorandum było pierwszą po II wojnie światowej artykulacją idei Wielkiej Serbii, Dzilas odparł: wielkie ideały zwykle kończą się tragedią. Zawsze wiedział, co chciałyby usłyszeć obce kraje.

Pół-inteligenci i myśliciele

Prasie chorwacka w 1989 r. zaatakowała krytycznie myślącą serbską inteligencję. Zamiast dyskutować Memorandum merytorycznie, majowa seria oszczerstw w Vjesniku wydrukowała urywki z oświadczeń niektórych serbskich intelektualistów rzekomo potępione jak treści Memorandum. Intelektualiści Serbii próbowali z własnej inicjatywy wypełnić luki w zakłamaniu polityków, co oczywiście uważano za przejaw nacjonalizmu. A oni żądali tylko równego statusu dla Serbii. Na czarną listę wszedł trzon inteligencji. Wielu znanych ekonomistów, filozofów, jurystów i socjologów serbskich straciło posady, a nawet stanęło przed sądem. Nie oszczędzono czołowych biznesmenów i oficerów armii serbskiej.

Przywódcy Słowenii i Chorwacji usiłowali zneutralizować wpływ serbskiej inteligencji, bo była główną siłą przeciwną utrzymaniu ich dominacji. Z pogłębianiem się kryzysu w Jugosławii, kampania stawała się coraz bardziej bezwzględna. Stipe Szuwar, chorwacki polityk z kół intelektualnych, opracował listę wszystkich publicznych wystąpień serbskiej inteligencji, które jego zdaniem odbiegały od obowiązującej ideologii komunistycznej. Lista miała iść do Moskwy! Podobny cel miała seria 20 urywków z Memorandum w Vjesniku: oczernić autorów w oczach Zachodu. Memorandum posłużyło za pretekst wplątania osób, które z nim nie miały nic do czynienia, aby udowodnić, że dokument przygotował ogół serbskiej inteligencji zatrutej nacjonalizmem, a nie tylko Akademia. Wyciągnięto także serbski wolnościowy dokument Načertanije Garašanina z 1844 r. i inne materiały. Memorandum nie potrzebowało dyskusji. Oskarżał sam fakt jego istnienia.

Belgradzki miesięcznik Republika z lipca 1995 r. zamieścił artykuł dr Oliwery Milosawljewić, filozofki na Uniwersytecie Belgradzkim. Stanowi dalszy ciąg wywodów Szuwara w Vjesniku. Urywki z Memorandum profesorka podaje bez kontekstu i zrozumienia szczegółów, aby skompromitować autorów lub pokazać iż ich opinie są sprzeczne i niespójne. Podobnie jak w serii w Vjesniku artykuł pani filozof łączy osobiste opinie autorów wyrażone w prasie z myślą Memorandum, a sam dokument osądza insynuacjami. Za podstawę służą Milosawljewić opinie z prasy zamiast obiektywnej sytuacji, co świadczy o nieznajomości tematu i braku podstawy jej wywodów. Widocznie poddała rygor naukowy politycznym przekonaniom.

Chorwacka propaganda oparła się na ideologii Starczewicia. Ustasze II wojny światowej, a potem wojny domowej lat 1990-1995 r. pokazali praktyczne zastosowanie tej ideologii, której do dziś nie poskromiły demokratyczne instytucje. Jak silna jest nienawiść do Serbów, niech świadczy program rządu ustaszowskiego z II wojny światowej: jedna trzecia Serbów na śmierć, jedną trzecią nawrócić na katolicyzm, jedną trzecią deportować. Z podobną „bezstronnością” chorwacka propaganda podtrzymuje zagrożenie od idei Wielkiej Serbii, serbskiej hegemonii i inne zmyślenia zapożyczone z tradycji sięgającej cesarstwa austro-węgierskiego. Ukazanie się Memorandum i secesja Chorwacji były okazją do maksymalnego wykorzystania arsenału anty-serbskiej propagandy. Jest niezwykle skuteczna ciągle powtarzając kilka zasadniczych kłamstw, które chorwaccy (i jak pokazuję w książce, również zachodni) politycy, intelektualiści i środki przekazu entuzjastycznie powtarzają.

Udział prasy chorwackiej w ataku na Memorandum jest zrozumiały, bo rządząca partia komunistów silnie wpływała na przekazy. Ci sami politycy krytykowali jednak serbski dokument publicznie, szczególnie gdy trzeba było uzasadnić przed światem zbrojną secesję. Typowa mentalność chorwackiego polityka emanuje ze wstępu Stipe Mesicia w jego książce: Chorwacja musiała płaszczyć się przed Miloszewiciem, który uosabiał hegemonistyczny plan Garasanina z XIX w., karadziordziewiczowski plan Pasicia podziału Bałkanów według umowy londyńskiej z 1915 r., czetnikowską agendę Mihailowicia z 1941 r., a po erze Tity – Memorandum autorstwa Ćosicia z Serbskiej Akademii: Serbowie muszą spełnić historyczną misję, a można to zrobić jedynie gdy będą razem w jednolitej Serbii w Jugosławii, którą natchną swym duchem i przystemplują swoją pieczęcią. Serbowie muszą mieć hegemonię na Bałkanach, żeby ją mieć, muszą najpierw uzyskać hegemonię w Jugosławii [...] stworzyć i zorganizować jednolitą Serbię obejmującą wszystkie terytoria etniczne, na których mieszkają Serbowie, nawet jeśli w niektórych rejonach nie stanowiliby dziś większości.

Mesić wymienił Karadziordziewiciów. W 1804 r. serbski chłop, Dziordzie Petrowić przewodził powstaniu przeciw Turkom, którzy przezwali go Czarny Grzegorz (Karadziordzie). Przydomek przekształcił się w nazwisko ostatniej dynastii serbskich królów. Podobnie czetnicy gen. Mihailowicia walczyli o miejsce należne Serbom na Bałkanach. Propagandysta Mesić umieścił także dwukropek po nazwisku Ćosicia, żeby insynuować treści, których wymienione inicjatywy o prawa Serbów ani dokument Akademii nie zawierają. Mesić wymienia Memorandum jeszcze 13 razy, z tą samą terminologią i winiąc Miloszewicia, np.: na zamówienie Miloszewicia Memorandum Serbskiej Akademii zapoczątkowało politykę Jugosławii jako Wielkiej lub rozszerzonej Serbii. Zależnie od potrzeb argumentu i oskarżeń, Mesić zmieniał motywy i intencje Serbów, np. w sprawie Serbów chorwackich: Niestety scenario Gerasanina spreparowane w wielko-serbskich kuchniach Serbskiej Akademii Ćosicia nie dba o los Serbów w Chorwacji, tylko o wywyższenie Serbii. W tej ekspansji godzą się nawet na wojnę, do tego wojnę kosztem Serbów chorwackich. Więc Serbowie wykonali zbrojne secesje dla Chorwatów i Słoweńców, poświęcając swoich w Chorwacji!

Mesić nie zostawia wątpliwości, kto ma panować nad skrzywdzonymi przez Miloszewicia Serbami w Chorwacji: Ustanawiając swój prawny porządek Chorwacja musi zaprowadzić władzę nad wszystkimi swoimi terytoriami. Widocznie przygotowując społeczeństwo do dalszej militaryzacji Chorwacji, Mesić pisze o serbskich przywódcach wojskowych: wykazują zachowanie wielko-serbskie; inicjują, organizują i wprowadzają w życie politykę agresji poczętą w Serbskiej Akademii i opracowaną, nie bez udziału generałów, w administracji Miloszewicia. Insynuje też planowanie eksterminacji ludności chorwackiej i muzułmańskiej przez Miloszewicia (ulubiony, a dotąd nie udowodniony wątek „trybunału” Hadze): członkowie komitetu politycznego Miloszewicia, jak i faktycznie rówieśniczy ideologiczny komitet Slobodana Miloszewicia wierzą, że teraz możliwa jest po prostu eksterminacja części Chorwatów i Muzułmanów. Mesić nie przytoczył obiektywnych faktów, np. przedstawiając Ćosicia jako członka komitetu od sporządzenia Memorandum. Poza tym do 1986 r. żaden członek Akademii nie znał osobiście prezydenta. Niestety Mesić był jednym w legionie polityków chorwackich, którzy kłamali przeciw Serbom.

Jeśli politycy nie muszą mówić prawdy, to co mówić o naukowcach i naukowych instytucjach. Nawet Akademia Nauk i Sztuk Pięknych Jugosławii w Zagrzebiu (obecnie Chorwacka Akademia) postawiła się w służbie propagandy. Wysyłała okólniki, listy i innymi sposobami zwracała się do instytucji akademickich świata, by potępiły serbską agresję. Taki list przyszedł 17.9.1991 r. do Serbskiej Akademii, wzywając ją do wpłynięcia na światową opinię publiczną, by pomóc Chorwacji uzyskać formalne uznanie niepodległości. Instytucja naukowa zniekształciła fakty, które każdy chorwacki akademik mógł zweryfikować patrząc przez okno: miała miejsce nielegalna secesja przez zajęcie placówek granicznych, blokadę koszar federacji i mobilizację jednostek obrony terytorialnej. Większego cynizmu nie można było przysłać serbskim akademikom, którzy odpowiedzieli jak przystało na obrazę inteligencji, przez co pękły więzi między obu akademiami.

Po secesji chorwacka propaganda przeciw Memorandum weszła na arenę światową. Książka z 1993 r. trzech Chorwatów (Mirko Grmek, Mark Đidara, Neven Simać) po francusku pt. Nettoyage ethnique do win serbskiej agresji dodaje czystki etniczne – rzekomą politykę serbską od czasów Karadzicia i Njegosza. Wuk Karadzić był wielkim reformistą języka i kultury serbskiej w XIX w., a Petar Petrowić II Njegosz – poetą, biskupem i władcą Czarnogóry w XIX w. Tak Memorandum stało się panaceum dla wszystkich pragnących udowodnić „zbrodnie” serbskie. Książka Chorwatów podaje bez żadnej polemiki francuskie tłumaczenie drugiej części Memorandum, która nawołuje do politycznej i gospodarczej równości Serbii i Serbów w pozostałych republikach. Czytelnik ma sam doszukać się kompromitujących urywków. Służy temu połowa z ponad 40 przypisów autorów. Jak inne „krytyki” Memorandum, książka o czystkach etnicznych nie zdołała przytoczyć przekonywujących argumentów.

W Słowenii

Słoweńscy czempioni separatyzmu nie przeciwstawiwszy się zbrojnej secesji doprowadzili do rozpętania wojny domowej w całej Jugosławii. Liczba ofiar podczas secesji Słowenii wyniosła 37 żołnierzy Ludowej Armii Jugosławii (JNA) i 12 Słoweńców z sił obrony terytorialnej. Która strona była agresorem, a która starała się ograniczyć zaangażowanie wojskowe do minimum? Czy słoweńscy intelektualiści, którzy z innymi obywatelami świętowali zwycięstwo wojskowe sądzą, że JNA nie mogło zareagować bardziej brutalnie pozostając w granicach prawowitej interwencji w wewnętrzną sprawę państwa?

Po II wojnie światowej Słowenia bardzo blisko współpracowała z Chorwacją, więc również pragnęła wygłuszyć Memorandum. Jej propaganda też była bez polotu, próbując ciągłym powtarzaniem nadać autorytetu kilku frazesom, często zapożyczonym z krytyki chorwackiej i serbskiej. Ponad tym stanęły oświadczenia liberalnego polityka Słowenii, Stane Kawcicia, którego w 1972 r. usunięto z życia politycznego. Borba z 28.2.1990 r. opublikowała urywki dotyczące Memorandum z jego dziennika prowadzonego do śmierci w 1987 r. Należy zaznaczyć, że nie był on serbofilem. Podobnie do większości Słoweńców popierał secesję, uważał że zubożenie Serbów było zjawiskiem wspólnym dla wszystkich obywateli Jugosławii, a Albańczycy kosowscy powinni dostać pozwolenie na zjednoczenie z Albanią.

Mimo to Kawcić pisał w pamiętniku 20.12.1986 r.: Akademia Serbii na specjalnym zgromadzeniu dała policzek politycznemu przywództwu Jugosławii i Serbii. Politycy ośmieszyli się, reagując jak gdyby mieli do czynienia z komitetem partyjnym z pipidówki. Akademicy dali nam lekcję nie tylko o Serbii, ale i o taktyce politycznej [...] sytuacja Serbii była dotychczas niejasna [...] zamykają się drzwi dla dalszego wyzysku Serbii. Kawcić nie lęka się silnej Serbii: Polityka silnej Jugosławii kosztem słabej Serbii jest poddana debacie. Slogan silnej Serbii polegającej na samej sobie znaczy, że silna Jugosławia zyskuje nowe możliwości. Tydzień potem polityk napisał: Czytałem szkic Memorandum. Jestem teraz bardziej przekonany, że politycy zrobili dużą pomyłkę nie pozwalając Akademii ukończyć pracy. Chyba politycy interweniowali nie dlatego, że Memorandum było niedokładne i nie do przyjęcia, tylko że było słuszne, szczere i krytyczne z uzasadnieniem.

Dla swych krajan Kawcić ma doniosłe posłanie: Myślę, że Słoweńcy nie rozumieją sytuacji Serbii. Czołówce politycznej udało się przynajmniej czasowo zamydlić oczy Słoweńcom. Dlatego Słoweńcy nie widzą w Serbii nic poza nacjonalizmem i dążeniem do utrzymania federacji [...] Wiele z serbskich żądań jest usprawiedliwionych [...] Ich obecne położenie, w zasadzie podwładne, jest dla nich nie do zniesienia. Największym oponentem zmian w jakimkolwiek kierunku jest przywództwo polityczne Słowenii [...] Jest więc obrońcą linii Tito-Kardelj, która zaznała historycznej porażki. Komentarz ze Słowenii powierzony pamiętnikowi polityka jest cennym i obiektywnym potwierdzeniem słuszności Memorandum. Różni się diametralnie od komentarzy propagandowych i opinii publicznej Słowenii, szczególnie po jej zbrojnej secesji.

Próba Kawcicia wyniesienia debaty Słowenii na poważny, obiektywny poziom była odosobniona. Jeszcze przed secesją Memorandum nie potraktowano jak pracy naukowej, a za „polemiki” zabrali się dziennikarze i politycy, którzy wydali nań przedwczesny wyrok. Będąc zupełnie upolityczniony do czasu secesji Słowenii, dokument wykorzystano do ataku na Serbską Akademię i presji na Serbię, by skonfrontowała swoich intelektualistów. Po zbrojnej secesji, z braku argumentów na uzasadnienie bezprawnych wydarzeń propaganda słoweńska obwiniła Memorandum za wszystkie tragedie wojny domowej na terenie byłej Jugosławii. Słowenia wykorzystała każdą okazję do pokazania wrogości wobec Jugosławii publicznymi oskarżeniami, intrygami dyplomatycznymi i rozpowszechnianiem dezinformacji. Wykorzystując nieznajomość Memorandum w Słowenii i za granicą, propaganda bez skrupułów zmieniała oryginał dla bieżącej potrzeby. Osoby publiczne, które czytały oryginał, przypisały mu myśli i słowa, których nie zawierał, np. apel pięciu pisarzy do intelektualistów serbskich, by się wyparli Memorandum (Borba 19.4.1993): wzywamy was, weźcie na siebie wszystkie konsekwencje Memorandum, dokumentu który rozpoczął zbrodnie i szaleństwo i odrzućcie go publicznie.

Podobne apele wykalkulowano na odwrócenie uwagi od winy Słowenii. Secesja z użyciem broni jest nielegalna według ONZ i prawa międzynarodowego. Obawy wyrażone w Memorandum okazały się prawdziwe, więc nie mogąc zaprzeczyć zaistniałej zbrojnej secesji słoweńska propaganda musiała zmyśleć treści w Memorandum odwracając tym samym uwagę na Serbię za swoje własne zbrodnie. Nie zrobiłaby tego, gdyby nie była pewna poparcia obcych środków przekazu i państw, które pomogły w uzbrojeniu, przeprowadzeniu secesji i przedwczesnym uznaniu suwerenności. Ale osoby obeznane z faktami wcześniej czy później musiały ujawnić je. James Baker, były sekretarz stanu USA powiedział przy trzech okazjach, m.in. przed senatem USA 12.1.1995 r., że wojnę rozpoczęła Słowenia.

Ostatni ambasador USA w Jugosławii, Warren Zimmermann doszedł do podobnego wniosku: W przeciwieństwie do ogólnego mniemania to Słoweńcy wywołali wojnę. Ich deklaracja niepodległości, której nie poprzedziły nawet najbardziej symboliczne próby negocjacji, w rezultacie dała im władzę nad wszystkimi granicznymi i celnymi placówkami na granicy z dwoma sąsiadami, Włochami i Austrią. To znaczyło, że jedyna brama Jugosławii na Zachód, Słowenia jednostronnie zagarnęła prawo do towarów przeznaczonych dla innych republik oraz dochody z ceł szacowane na około 75 procent budżetu Jugosławii. Nawet prymitywniejsza armia niż JNA by zareagowała. Co najgorsze, zrozumiałe pragnienie Słoweńców osiągnięcia niepodległości skazało resztę Jugosławii na wojnę. Zimmerman dodał: Dla mnie nie było niespodzianką, że Miloszewić pozwolił Słowenii odejść.

Poglądy Zimmermanna ośmieliły dziennikarza Bostjana Horwata do wyrażenia identycznych opinii w Ljubljana Dnevnik w maju 1995 r.: nasza secesja była pomyłką, Słoweńcy zaczęli wojnę oraz egoistycznie zamknęliśmy 75 przejść granicznych innym grupom narodowościowym. Borba z 24.5.1995 r., która zacytowała Horwata, napisała: przed Horwatem tylko dr Jurij Zalokar i Stanko Botić w listach do redakcji publicznie poruszyli odpowiedzialność słoweńskiego przywództwa za rozłam byłej federacji, ale gazety przestały to drukować dwa lata temu z powodu ‘niepożądanej treści’. Wydaje się, że zamiast szukać usprawiedliwienia za swe grzechy w Memorandum, Słowenia zaczyna zdawać sobie sprawę z własnej winy za to, co uczyniła sobie i całej Jugosławii.

Mity

Po secesjach 1991 r. uprzednio obojętny świat zainteresował się Memorandum. „Odkryto” w nim wnioski, motywy i opinie, których przedtem nie „zauważono”. Zagrzeb i Lublana smarowali tryby zagranicznej propagandy dostarczając kłamstwa i sfabrykowane zarzuty pod adresem Serbii. Wykorzystały fakt, że dokumentu nie przetłumaczono na zachodnie języki. Zachód połknął kłamstwa w całości. W obalaniu bezczelnej propagandy niestety walczy się z jej niezasłużoną doniosłością i ogólną wiarą w nią. Próby zdejmowania nagromadzonych warstw kłamstw postawiły w sytuacji oskarżonych autorów Memorandum zamiast krytyków. Typowy krytyk nie przedstawił dowodów, tylko oparł się na kłamstwach, zniekształceniach i szermierce słownej. Wielu krytyków Memorandum nie miało nawet wykształcenia na sensowną dyskusję naukową. Znamienny jest fakt, że akademicy nie dyskutowali Memorandum, co można tłumaczyć brakiem powodu do krytyki.

W szczerości dokumentu Akademii doszukano się dowodu jego powstania w oficjalnych kołach politycznych. Instytucja naukowa miała być kanałem dla wypróbowania radykalnych idei. Podejrzenie pokutuje do dziś. Stane Kawcić nie wierzył teorii konspiracji władzy: Jestem przekonany, że dysputa z Serbską Akademią jest autentyczna i podstawowa. Oczywiście nie wyklucza to możliwości, że wielu wiodących polityków serbskich, którzy występują publicznie czy formalnie głosują przeciw Akademii są jej bliscy. Politycy Socjalistycznej Republiki Serbii obawiali się, że w przypadku serbskiej secesji musieliby odpowiadać za grzechy przeszłości. Z drugiej strony patrzyły im na ręce pozostałe republiki. Jest nie do pomyślenia, żeby reżim zaplanował specjalne zgromadzenie Akademii w oczekiwaniu na potępienie Memorandum przez akademików. Stawki były ogromne, a w zaaranżowanych sytuacjach uzgadnia się taktykę wykluczającą ryzyko dla obu stron. Za granicą spekulowano, że nie cała Akademia tylko autorzy dokumentu współpracowali z reżimem. Będąc członkami rządzącej Ligi Komunistów autorzy zostali niby wciągnięci w grę. Tymczasem Memorandum napisali akademicy, którzy jeszcze przed przyjęciem do Akademii byli w konflikcie z oficjalną linią partii.

Propaganda nie omieszkała przypisać nieistniejących w Memorandum idei Wielkiej Serbii Miloszewiciowi. Wynikła z secesji krwawa wojna domowa i zderzenia narodowości i religii wydobyły na forum międzynarodowe kompromitujące idee przywódców nowopowstałych państw: fundamentalizm Deklaracji Islamskiej Aliji Izetbegowicia i rasizm książki Franjo Tudźmana. Widząc zasłużoną krytykę politycznych przywódców Muzułmanów i Chorwatów. anty-serbska propaganda oskarżyła Miloszewicia o przyjęcie Memorandum za program narodowy. Nie wspomniała jednak o książce wydanej w 1989 r. zawierającej wszystkie przemówienia prezydenta Serbii od 1984 r., które nie potwierdzają posądzeń propagandy. Trzeba było na kogoś zrzucić odpowiedzialność za nieszczęścia w Jugosławii.

Oskarżenia prezydenta o realizację rzekomego programu narodowego z Memorandum są absurdalne; dokument nie jest programem ani nie zawiera elementów programowych. Mimo to oskarżenie żyje do dziś, choćby w Hadze. Memorandum posądza się także o podanie odskoczni dla polityki Miloszewicia. Zapewne prezydent zapatrywał się podobnie na wiele problemów i rozwiązań. Nie dowiedział się o nich z dokumentu. Nawet gdyby Memorandum nie powstało, musiałby w końcu rozwiązać problem dyskryminacji Serbów. Nie trzeba być geniuszem, żeby wydedukować rozwiązanie dla politycznej i gospodarczej równości Republiki Serbii w federacji – reformę autonomii Wojwodiny i Kosowa.

Miloszewić był za zachowaniem Jugosławii (np. na 14. kongresie Ligi Komunistów), bo rozproszeni po federacji Serbowie potrzebowali wspólnego państwa. Jego żądania prawa do samostanowienia Serbów na terenach, gdzie byli mniejszością po secesji Słowenii i Chorwacji, zinterpretowano jako nawoływanie do stworzenia Wielkiej Serbii. W trakcie kampanii przeciw Memorandum Miloszewić nie mógł ujawniać poglądów odbiegających od oficjalnej linii Ligi Komunistów Serbii. Jego krytycyzm okazał się stosunkowo rzadki i łagodny. Po objęciu przywództwa Serbii zatrzymał nagonkę na Memorandum w ramach demokratyzacji, odwilży władz w stosunku do inteligencji, wolności słowa i pluralizmu.

Zagraniczna propaganda szła niemal tym samym torem co krajowa. Różnica polegała na tym, że krajowi propagandyści zdawali sobie sprawę z braku podstaw swoich stwierdzeń, a obcy na dodatek nie mieli tekstu Memorandum w swoim języku. Dopiero w 1993 r. dokument doczekał się tłumaczenia na francuski, ale obcy krytycy dalej zdawali się na opinie słoweńskie i chorwackie. Tak nawarstwiły się kłamstwa, które środki przekazu bezkrytycznie podawały dalej. Nawet obcy znający język serbski twierdzili, że Memorandum zawiera rzeczy, których w rzeczywistości nie zawierało, co wyszło np. w polemice redaktora czeskiej gazety literackiej, Duszana Karpatskiego z historykiem Uniwersytetu Praskiego, Janem Pelikanem. Karpatski, tłumacz twórczości Ćosicia, wydedukował, że ten musiał być autorem Memorandum. Na nic zdały się dogłębne argumenty Pelikana o chorwackiej propagandzie. Żeby rozstrzygnąć spór, wystarczyło zapytać Akademię. Tego jednak Karpatski nie zrobił.

Udział Ćosicia jako głównego inspiratora i architekta dokumentu należy do największych mistyfikacji w prasie światowej. Trzech ekspertów z międzynarodowej organizacji o nazwie Konferencja Byłej Jugosławii przyjechało do serbskiej Akademii w grudniu 1992 r., by wyjaśniać kwestię Ćosicia, w tym czasie już prezydenta federalnej republiki Jugosławii. Byli szczerze zdziwieni dowiedziawszy się, że nie był członkiem komitetu przygotowania Memorandum i nie dostarczył jednego słowa tekstu. Politycznego dysydenta Akademia nie mogła dopuścić do śliskiej politycznie pracy. Poza tym dokument wymagał określonego profilu naukowego, którego Ćosić nie mógł posiadać jako literat. Ponieważ dokument nazwano nacjonalistycznym, wielko-serbskim, nawołującym do ludobójstwa itd., autorstwo aktualnego prezydenta Jugosławii pasowało do planów dyskredytacji jego osoby jak i państwa, którym kierował, podobnie jak w przypadku prezydenta Republiki Serbii, Miloszewicia. Oszkalowanie prezydenta i państwa miało osłabić pozycję negocjacyjną Jugosławii, kiedy po secesjach kryzys ogromnie się skomplikował.

Goście z Konferencji Byłej Jugosławii typowo zapytali o tłumaczenie Memorandum. Akademia myślała, że istnieje angielskie tłumaczenie. Wobec tego Konferencja przetłumaczyła tekst serbski na francuski i w maju 1993 r. przedstawiła Akademii. Tłumaczenie miało ukazać się pod koniec roku, ale Konferencji rzekomo zabrakło pieniędzy. Prawdziwą przyczyną, podaną ustnie przez przedstawicieli Konferencji, było to, że w dokumencie nie było treści pożądanych przez propagandę.

Procesy

Zajadła kampania w środkach przekazu przygotowała opinię publiczną i międzynarodowe instytucje do przyjęcia każdego stwierdzenia przeciw Serbom i Memorandum. Przy takim założeniu rząd Bośni-Hercegowiny miał czelność podać dokument jako dowód ideologii Wielkiej Serbii w sprawie przeciw Jugosławii przed Sądem Międzynarodowym w Hadze 15.4.1994 r. Sprawa dotyczyła rzekomego serbskiego ludobójstwa. W nieprawdopodobnym ciągu kłamstw bośniackie oskarżenie odtworzyło „historię” wielko-serbizmu od Načertanije Iliji Garaszanina w 1844 r., przez stymulację powojenną polityką Tity, po dążenia republik do państwowości po upadku komunizmu, przy czym Serbia jako najsilniejsza próbowała zbrojnie temu przeszkodzić i w końcu usprawiedliwiła interwencje wojskowe retoryką wielko-serbską.

Według bośniackich jurystów, po śmierci Tity Memorandum odnowiło ideę Wielkiej Serbii. Podpisało się pod nim około 200 znanych intelektualistów belgradzkich. Dokument rzekomo zwracał uwagę na sytuację w Kosowie, oskarżał albańską większość o ludobójstwo Serbów w prowincji i nawoływał do Wielkiej Serbii, której głównymi czempionami było rzekomo dwóch akademików Dobrica Ćosić i Jowan Raskowić oraz Radowan Karadzić. Według oskarżenia Memorandum przygotowało ideologiczny grunt dla dojścia Miloszewicia do władzy we wrześniu 1987 r. i posłużyło do mobilizacji serbskiej opinii publicznej.

Prawda jest taka, że Serbia nie przeszkadzała w secesji, tylko żądała, by wpierw osiągnąć porozumienie odnośnie prawnej procedury zgodnie z konstytucją. Nie ulega żadnej wątpliwości, że nielegalne zbrojne secesje zapoczątkowała Słowacja, a Chorwacja i Bośnia-Hercegowina poszły jej śladem. Jedna czwarta Serbów znalazła się w nowych państwach bez prawa decydowania o sobie. Wielkość republiki serbskiej nie ma związku z tematem. Načertanije nie jest dowodem wielko-serbizmu teraz ani wtedy, a przytoczenie go liczy na nieznajomość tekstu i historycznego kontekstu. Wymienienie Memorandum w oskarżeniu przed sławnym sądem w Hadze (nie mylić z natowskim „trybunałem”!) zobowiązuje do przedstawienia konkretnych dowodów. W krajach cywilizowanych obowiązuje reguła niewinności do czas udowodnienia winy, a dowody ma dostarczać oskarżyciel, a nie oskarżony. To nie była nowa sytuacja dla Memorandum, które ciągle musi się bronić przed zmyślonymi zarzutami zamiast oglądać dowody oskarżeń. Na dowód wielko-serbizmu w Načertanije bośniackie oskarżenie podało dwa cytaty, a w Memorandum – żadnego. Podpisy 200 intelektualistów to kłamstwo. Nie podpisali go nawet członkowie komitetu redakcyjnego, bo dokument wykradziono przed ukończeniem.

Francuski podręcznik dla studentów historii pt. Histoire terminale z 1993 r. pisze pod nagłówkiem Podburzanie do nacjonalizmu: Najpoważniejszy był konflikt Serbii z innymi byłymi republikami Jugosławii, którego celem było stworzenie Wielkiej Serbii przez zastosowanie czystek etnicznych na terenach zamieszkałych przez Serbów i wyparcie innych narodowości terrorem. W słowniczku na końcu książki znajduje się definicja: Czystki etniczne – teoria zapoczątkowana przez członków Serbskiej Akademii Nauk w Belgradzie, która nalega na etniczne ujednolicenie terytoriów byłej Jugosławii zamieszkałych przez Serbów i wyparcie innych narodowości terrorem w celu umożliwienia ostatecznego przyłączenia ich do Serbii.

Francuskiego szkalowania nie dało się obalić w środkach przekazu, które pod wpływem propagandy zamknęły się na serbskie głosy. Rząd Jugosławii i Serbska Akademia złożyli przed sądem w Paryżu sprawę przeciw autorom książki, Pierre Milza i Serge Berstein, oraz wydawcy Editions Hatier. Sąd oddalił pozew na naciąganej podstawie. Sprawa weszła do sądu 9.11.1993 r. Sąd orzekł, że książka weszła do sprzedaży 1.VIII, na co „nie było” dowodów. W ten sposób minął 3-miesięczny termin skarżenia książki od dnia jej wejścia do sprzedaży. Można było określić dokładną datę, lecz wydawca i sąd nie zamierzali wchodzić w sedno skargi. Poza tym sąd orzekł, że federacja Jugosławii nie może reprezentować Serbii [sic], a Serbska Akademia swoich członków. Poza tym w obliczu sankcji Jugosławia nie mogła normalnym trybem nabyć i przestudiować książki do trzech miesięcy od daty ukazania się jej we Francji. Znowu Serbowie wydali walutę, żeby dostać w twarz.

Dalszy dowód na farsę w procesie wypłynął, kiedy autorzy i wydawca wnieśli pozew o zniesławienie. Prawnie byli zobligowani przedstawić, kto opracował teorię czystek etnicznych i Wielkiej Serbii oraz zacytować odpowiednie urywki z Memorandum. Wiedząc że cytaty nie istnieją, Francuzi dostarczyli litanię 91 artykułów prasowych i międzynarodowych rezolucji z arsenału propagandy. Nie było tam Memorandum. Ciekawe, że francuscy historycy Milza i Berstein nie podali w swej książce udowodnionego przykładu chorwackich czystek etnicznych na Serbach od czasu przyłączenia Kresów Wojskowych do Chorwacji w 1868 r.

Rodzynek

Naukowiec wolny od nacisku propagandy i zaznajomiony z całością Memorandum, ambasador Włoch w Moskwie profesor Sergio Romano, potem doradca premiera Włoch, miał wyważoną opinię (Borba 17-18.12.1994 r.): Memorandum z 1986 r. z wielu względów jest dokumentem wyjątkowym. Uważam opis politycznego rozwoju Jugosławii po konstytucji 1974 r. za bystrą analizę. Myślę że Memorandum widziało Jugosławię w 1986 r. krytycznymi i pesymistycznymi oczyma. W pewnym sensie można powiedzieć, że to co się potem stało było logicznym następstwem sytuacji opisanej w Memorandum. Pod tym względem Akademia odegrała wysoce intelektualną rolę.

Po powrocie z placówki moskiewskiej w 1995 r. profesor Romano napisał artykuł dla Corriere della Sera: Memorandum tłumaczy że po ogłoszeniu konstytucji 1974 r. Jugosławia Tity stała się konfederacją niezależnych republik, w której każdą republiką czy autonomiczną prowincją rządził miejscowy aparat partyjny mający prawo weta w prowadzeniu spraw konfederacji. Dwie najbardziej rozwinięte republiki w Europie Środkowej, Słowenia i Chorwacja czerpały z tego stanu rzeczy korzyści, podczas gdy Serbia, którą autorzy konstytucji celowo chcieli ściągnąć do poziomu reszty i pozbawić jej roli historycznej, została pokrzywdzona. Dzięki temu skomplikowanemu politycznemu i konstytucyjnemu ‘mechanizmowi’, Jugosławia stała się nową wersją polskiego Sejmu, gdzie każdy szlachcic mógł sparaliżować decyzje reszty swoim sprzeciwem. Jugosławia umarła gdy tylko stała się zbędna w mozaice zimnej wojny.

Źródła (poza wymienionymi w tekście)

Croatian National Congress, Hrvatsko stanovište o Memorandumu Srpske Akademije Nauka i Umetnosti, Saddle River, New Jersey, 1987

Serbian Academy of Sciences and Fine Arts, Memorandum, Belgrad, 1986

Serbian Academy of Sciences and Fine Arts, Why the Memorandum Was Written, Belgrad, 1996, www.balkan-archive.org.yu/kosta/memorandum/why.the.memorandum.was.written.html

Warren Zimmermann, The Last Ambassador, A Memoir of the Collaps of Yugoslavia [w:] Foreign Affairs , marzec-kwiecień 1995

Dodatek

Przemówienie Slobodana Milosewicia, Kosowo Pole, 28.6.1989 r.

Tekst angielski Speech by Slobodan Milosevich at Gazimestan on 28 June, 1989, www.balkanpeace.org/cib/kam/kams/kams19.shtml, opracowany przez Narodową Służbę Informacji Technicznej (National Technical Information Service) departamentu handlu USA

tłumaczył © Piotr Bein

Siłą uwarunkowań społecznych ta wielka 600. rocznica bitwy w Kosowie0 ma miejsce w roku, w którym Serbia po wielu latach, wielu dekadach, odzyskała integralność państwową, narodową i duchową. Dlatego nie jest nam trudno odpowiedzieć dzisiaj na stare pytanie: jak staniemy przed Miloszem.1 Wydaje się, że grą historii i życia Serbia odzyskała swą państwowość i godność dokładnie w tą rocznicę w 1989 r., czcząc tym samym wydarzenie z dalekiej przeszłości, które ma wielkie znaczenie historyczne i symboliczne dla przyszłości Serbii.

Serbski charakter – wolnościowy

Trudno dziś określić, co jest prawdą historyczną bitwy na Kosowym Polu, a co legendą. Nie jest to już ważne. Męczony bólem i wypełniony nadzieją naród pamiętał i zapominał, jak to ludzie, i wstydził się oszustw i gloryfikacji bohaterów. Dlatego trudno dziś powiedzieć, czy bitwa na Kosowym Polu była klęską czy zwycięstwem narodu serbskiego, czy dzięki niej wpadliśmy w niewolę czy przeżyliśmy niewolę. Badacze i naród będą bezustannie szukać odpowiedzi na te pytania. Przez wieki do naszych czasów było pewne, że Kosowo przed 600 laty pokonała niezgoda. Jeśli przegraliśmy bitwę, to nie tylko z powodu społecznej wyższości i zbrojnej przewagi cesarstwa ottomańskiego, ale też przez tragiczną niezgodę przywódców państwa serbskiego w tym czasie. W tym odległym 1389 roku cesarstwo ottomańskie było silniejsze od państwa Serbów i miało więcej szczęścia niż serbskie królestwo.

Brak jedności i zdrada na Kosowym Polu prześladują naród serbski przez całą jego historię, jak złe fatum. Nawet w ostatniej wojnie brak jedności i zdrada wpędziły naród serbski i Serbię w agonię, której następstwa przekraczają faszystowską agresję w sensie historycznym i moralnym.

Nawet później, gdy powstała socjalistyczna Jugosławia przywódcy serbscy byli podzieleni, skłonni do kompromisów na niekorzyść własnego narodu. Koncesji poczynionych przez wielu serbskich liderów kosztem ich narodu, szczególnie że Serbowie nigdy w swej historii nie podbili i nie wykorzystali innych, nie przyjąłby historycznie i narodowościowo żaden naród świata.

Charakter narodowy i historyczny Serbów pozostał wyzwoleńczy przez całą historię i dwie wojny światowe i taki jest obecnie. Wyzwolili się, a kiedy mogli, pomagali innym wyzwolić się. Nie jest grzechem ani wstydem, że są wielkim narodem w regionie; nie użyli przewagi przeciw innym, ale muszę powiedzieć, że tu, na tym wielkim, legendarnym polu kosowskim Serbowie też nie wykorzystali przewagi wielkości dla własnej korzyści.

Dzięki ich przywódcom, politykom i mentalności wasali czuli się winni wobec samych siebie i innych. Taka sytuacja trwała dziesięciolecia, trwała latami2 i teraz jesteśmy tu na Kosowym Polu, żeby powiedzieć iż tak dalej nie będzie.

Jedność umożliwi pomyślność

Brak jedności wśród przedstawicieli Serbii spowodował, że została w tyle, a ich poczucie niższości upokorzyło Serbię. Dlatego żadne miejsce w Serbii nie nadaje się lepiej do stwierdzenia tego, niż kosowskie pole i w żadnym miejscu w Serbii nie jest lepsze, żeby powiedzieć iż jedność Serbii przyniesie pomyślność Serbom w Serbii i każdemu z jej obywateli, bez względu na narodowość i religię.

Dzisiejsza Serbia jest zjednoczona i równa innym republikom, gotowa zrobić wszystko, by polepszyć swą pozycję finansową i społeczną, pozycję wszystkich swych obywateli. Zjednoczona, współdziałająca i poważna osiągnie to. Dlatego obecny optymizm o przyszłość Serbii jest w dużym stopniu realny, także ponieważ oparty jest na wolności, która kieruje pozytywne, twórcze i ludzkie zdolności ku polepszaniu życia osobistego i społecznego.

W Serbii nigdy nie mieszkali sami Serbowie. Dziś żyje w Serbii więcej członków innych narodowości niż w przeszłości. Dla Serbii to nie jest niekorzystne. Jestem przekonany, że to jest jej korzyść. Skład narodowościowy niemal wszystkich państw na świecie, szczególnie rozwiniętych, także zmienia się w tym kierunku. Coraz częściej i pomyślniej obywatele rozmaitych narodowości, religii i ras żyją razem.

Szczególnie socjalizm, postępowe i sprawiedliwe demokratyczne społeczeństwo, nie powinien pozwolić na podział ludzi pod względem narodowości i religii. W socjalizmie można i trzeba pozwolić jedynie na różnice między pracowitymi i leniami, między uczciwymi i nieuczciwymi. Dlatego wszyscy ludzie, którzy żyją w Serbii z własnej pracy, uczciwie, szanując innych i inne narody, są we własnej republice.

Dramatyczne podziały narodowe

Mimo wszystko cały nasz kraj powinien oprzeć się na takich zasadach. Jugosławia jest społecznością narodów i przeżyje tylko pod warunkiem pełnej równości dla wszystkich narodowości.

Kryzys, który dotknął Jugosławię przyniósł podziały narodowe, a także społeczne, kulturalne, religijne i wiele innych mniej ważnych. Podziały nacjonalistyczne okazały się najbardziej dramatyczne. Ich rozwiązanie pomoże usunąć inne podziały i złagodzić powstałe konsekwencje.

Jak długo istnieją społeczeństwa wielonarodowościowe, ich słabą stroną były stosunki między narodowościami. Ryzyko polega na tym, że kwestia zagrożenia jednej narodowości przez inną może powstać pewnego dnia i wywołać falę podejrzeń, oskarżeń i nietolerancji, falę która niezmiennie rośnie i którą trudno zatrzymać. Takie ryzyko wisi nad nami cały czas jak miecz. Wewnętrzni i zewnętrzni wrogowie społeczeństw wielonarodowościowych wiedzą o tym, więc organizują działalność przeciw społeczeństwom wielonarodowościowym, zwykle podsycając konflikty.

W tej chwili zachowujemy się w Jugosławii, jakbyśmy tego nigdy nie doświadczyli, jakbyśmy w niedawnej i odległej przeszłości nigdy nie doznali najgorszej tragedii konfliktów narodowościowych, jakich społeczeństwo może doznać i mimo to przeżyć.

Równe, zgodne stosunki między narodami Jugosławii są warunkiem koniecznym istnienia Jugosławii i znalezienia dla niej wyjścia z kryzysu; są niezbędnym warunkiem jej pomyślności gospodarczej i społecznej. Pod tym względem Jugosławia nie wyróżnia się od środowiska społecznego współczesnych, a szczególnie rozwiniętych państw. Te państwa coraz bardziej odznaczają się narodowościową tolerancją, współpracą, nawet równością. Współczesny rozwój gospodarczy i techniczny, także polityczny i kulturalny, zbliżył różne narody do siebie, wzajemnie je uzależnił i również coraz bardziej je zrównał. Przede wszystkim równe i zjednoczone narody mogą stać się częścią cywilizacji, do której ludzkość zmierza. Jeśli nie potrafimy być w czołówce dążącej do takiej cywilizacji, na pewno nie musimy wlec się w ogonie.

W czasach gdy ta słynna historyczna bitwa toczyła się w Kosowie, ludzie patrzyli ku gwiazdom, oczekując pomocy z nieba. Sześć wieków później patrzymy znowu ku gwiazdom, ale czekając na ich zdobycie. W przeszłości mogli pozwolić sobie na rozłam, nienawiść i zdradę, bo żyli w mniejszych, słabo powiązanych światach. Teraz obywatele planety nie mogą pokonać nawet swego globu, jeśli się nie zjednoczą, a co mówić o innych planetach, chyba że osiągną harmonię i solidarność.

Dlatego słowa poświęcone jedności, solidarności i współpracy między ludźmi nie mają nigdzie większej doniosłości na ziemiach naszej ojczyzny niż tu, na polu kosowskim, które jest symbolem niezgody i zdrady.

W pamięci Serbów ta niezgoda zadecydowała o przegranej w bitwie i o sprowadzeniu losu, który Serbia cierpiała przez pełne sześć wieków. Nawet gdyby tak nie było, z historycznego punktu widzenia jest pewne, że naród uważał niezgodę za swe największe nieszczęście. Dlatego obowiązkiem narodu jest usunąć brak jedności, aby w przyszłości mógł bronić się przed porażkami, niepowodzeniami i zastojem.

Jedność przywraca godność

W tym roku Serbowie zdali sobie sprawę z konieczności wewnętrznej zgody jako niezbędnego warunku dla ich obecnego życia i dalszego rozwoju.

Jestem przekonany, że świadomość harmonii i jedności umożliwi Serbii funkcjonowanie jako państwa, udanego państwa. Dlatego myślę, że ma sens powiedzieć to tu w Kosowie, gdzie niezgoda kiedyś tragicznie pchnęła Serbię na wieki i wystawiła ją na niebezpieczeństwo i gdzie ponowna jedność może posunąć Serbię do przodu i zwrócić jej godność. Dla Jugosławii taka świadomość wzajemnych stosunków stanowi również podstawową potrzebę, bo jej los leży w połączonych dłoniach jej narodów. Bohaterstwo kosowskie inspiruje nasze twórcze zdolności od sześciu stuleci i żywi naszą dumę; nie pozwala nam zapomnieć, że kiedyś byliśmy armią wielką, odważną i dumną, jedną z niewielu które pozostawały niezwyciężone, nawet gdy przegrywały.

Sześć wieków później, znowu wchodzimy w bitwy i stają przed nami nowe bitwy, nie zbrojne, choć nie można tego jeszcze wykluczyć. Jednak bez względu na to, jakie to są bitwy, nie można ich wygrać bez stanowczości, odwagi i poświęcenia, bez tych szlachetnych cech, które były obecne w przeszłości tu, na Kosowym Polu. Nasza najważniejsza bitwa dotyczy teraz realizacji gospodarczego, politycznego, kulturalnego i ogólnego społecznego powodzenia przez znalezienie szybszego i skuteczniejszego sposobu doścignięcia cywilizacji, w której ludzie będą żyć w XXI wieku. Do tej bitwy na pewno potrzebujemy bohaterstwa, oczywiście trochę innego rodzaju, ale odwaga bez której nic poważnego i wielkiego nie można osiągnąć, pozostaje niezmieniona i jest pilnie potrzebna.

Sześć wieków temu Serbia bohatersko broniła się na kosowskim polu, ale też broniła Europy. Serbia była wtedy bastionem, który bronił europejskiej kultury i religii, społeczności europejskiej w ogólności. Dlatego dziś wydaje się nie tylko niesprawiedliwym, ale nawet niehistorycznym i kompletnie absurdalnym mówić o przynależności Serbii do Europy. Serbia była częścią Europy nieprzerwanie, teraz jak i w przeszłości, oczywiście na swój sposób, ale w sposób, który w sensie historycznym nigdy jej nie odebrał godności. W tym duchu usiłujemy teraz budować społeczeństwo, zamożne i demokratyczne, by w ten sposób przyczynić się do pomyślności tego pięknego kraju, tego niesłusznie cierpiącego kraju, a także przyczynić się do wysiłków wszystkich postępowych ludzi naszych czasów ku lepszemu i szczęśliwszemu światu.

Niech wiecznie żyje pamięć bohaterów Kosowa!
Niech żyje Serbia!
Niech żyje Jugosławia!
Niech żyje pokój i braterstwo narodów!

Przypisy tłumacza

0 Bitwa z Turkami, w której polegli władcy obu mocarstw. W bitwie zginęli przywódcy obu armii. Napór turecki został odroczony o 70 lat dzięki męstwu Serbów.

1 Milosz Obilić, serbski bohater bitwy.

2 Milosewić mówi o prześladowaniach Serbów w Kosowie po II wojnie światowej.