NATO na Bałkanach


"Obozy zagłady" w Bośni - rok 1992

Dzięki obrazowemu przedstawieniu przez ITN rzekomego holokaustu w Bośni, niejasne i wysoce niepewne ewentualne krytyczne zmiany w polityce USA stały się chyba nieodwracalne. Zmiany te są podstawą polityki do dziś.

George Kenney,
były pracownik departamentu stanu USA ds. Jugosławii,
który zrezygnował z pracy ze wzgl. politycznych w 1992 r.

Bujda o serbskich "obozach koncentracyjnych", "obozach zagłady", czy też "obozach śmierci" w Bośni stała się w sierpniu 1992 r. punktem przełomowym w propagandzie Zachodu, który zdecydował wykończyć wszelkimi możliwymi środkami pozostałości po socjalizmie w Jugosławii, aby zapanować nad Bałkanami zanim zrobiłaby to Rosja. Tzw. demonizacja i dehumanizacja Serbów posłużyły znieczuleniu zachodniej opinii publicznej na haniebne czyny USA i NATO na Półwyspie Bałkańskim i utorowały drogę do interwencji wojskowej i bombardowań dokonanych przez NATO w celach humanitarnych. W wyniku presji opinii publicznej i mężów stanu zaszokowanych obrazami obozów śmierci w Bośni, rezolucjami nr 770 i 771 z 13.8.92 Rada Bezpieczeństwa ONZ autoryzowała po raz pierwszy użycie siły w Bośni i obiecała ukarać przestępców wojennych. Rezolucje zapoczątkowały międzynarodową okupację Bośni oraz Międzynarodowy Trybunał Kryminalny ds. Byłej Jugosławii w Hadze.
Były pracownik ds. Jugosławii w departamencie stanu USA w czasie nagonki na rzekome serbskie obozy koncentracyjne w Bośni George Kenney pisał w 1997 r. - 14.8.92 Komisja Praw Człowieka ONZ mianowała byłego premiera Polski Tadeusza Mazowieckiego, wierzącego katolika, specjalnym reprezentantem ds. praw człowieka w byłej Jugosławii, z której to pozycji miał on tendencje atakować tylko Serbów bośniackich.
18.8.92 Wielka Brytania jako pierwsze państwo NATO obiecała posłać do Bośni 1800 żołnierzy sił działań humanitarnych, pierwszy krok ku zatwierdzonym przez Radę Bezpieczeństwa miesiąc potem powiększonym Siłom Ochrony ONZ w Bośni (UN Protection Force in Bosnia). Siły te stały się od 20.12.95 IFOR (Implementation Force, siły wprowadzające pokój), od 20.12.96 SFOR (Stabilization Force, siły stabilizujące pokój) i od czerwca 1999 r. KFOR (Kosovo Force, siły w Kosowie).
Zupełnie zapomniano w zamieszaniu, co się naprawdę działo w obozach w Bośni, kto je prowadził i dlaczego. Waszyngton i prasa amerykańska zignorowały raport Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża z 4.8.92 opisujący oczywiste łamanie praw człowieka przez wszystkie strony konfliktu. Choć Serbowie prowadzili więcej obozów niż inni, wg raportu nie była to liczba większa proporcjonalnie. W pędzie do skazania Serbów przed sądem opinii publicznej prasa nie zwracała uwagi na inne raporty z całego okresu wojny o okropnych obozach prowadzonych przez Chorwatów i Muzułmanów. Zasadniczą rolę w rozpętaniu histerycznej antyserbskiej propagandy odegrała brytyjska agencja prasowa ITN, która rozprowadziła do zachodnich środków przekazu podrobione zdjęcia i komentarze z rzekomego "obozu koncentracyjnego" w Trnopolju. Niemiecki dziennikarz Thomas Deichmann był jednym z niewielu ludzi, którzy rzucili wyzwanie bezczelnej propagandzie. Wraz z brytyjskim magazynem "LM" walczył o prawdę od 1996 r. ITN wytoczyło perfidną broń przeciw nim, o czym piszę w następnym rozdziale "Obozy zagłady w Bośni - pozostał swąd".

Zdjęcie rzeczywiste, pokazujące wysokość płotu z cienkiej siatki z paroma drutami kolczastymi oraz różnorodność budowy mężczyzn-uchodźców w obozie w Trnopolju. Niektórzy z nich rozebrali się do pasa z powodu sierpniowego upału. Na lewo obnażony Fikret Alicz wychudzony przez chorobę w dzieciństwie. W środku Mahmed w kombinezonie, który odpowiadał po angielsku na pytania ekipy ITN. Z tyłu widać budynek ośrodka, który wraz z sąsiednią szkołą został wykorzystany przez Serbów na ośrodek dla uchodźców muzułmańskich. Sądząc z kąta ujęcia wygląda, że to zdjęcie serbskiej ekipy z RTS, która filmowała na prawo od brytyjskiej ITN.

Polowanie na sensację

Roy Gutman przyjechał do Banja Luki w Bośni w lipcu 1992 r. w czasie, gdy większość zachodnich reporterów chowała się za frontem muzułmańskim. Jako reporter z USA został serdecznie powitany przez władze serbskie i natychmiast dostał przepustkę (razem z delegacją Międzynarodowego Czerwonego Krzyża) do obozu "przesłuchań" dla Muzułmanów i Chorwatów w Manjacy. W artykule z 19.7.92 Gutman pisał - Manjaca jest jednym z wielu miejsc przetrzymania, które pewien urzędnik ambasady USA w Belgradzie [...] popularnie nazywa 'obozami koncentracyjnymi'. To jest dalszy przykład łamania praw człowieka, które rośnie w tej chwili na skalę niewidzianą w Europie od czasów hitlerowskiej III Rzeszy. O pobliskiej Omarskiej, w której nie był, Gutman był przekonany, że był to obóz śmierci. Informacje o egzekucjach i torturach pochodziły od Muzułmanina imieniem Meho, którego rzekomo zwolniono z obozu z powodu jego wieku 63 lat. Prawda słów Meha została potem rzekomo potwierdzona przez muzułmańską organizację charytatywną Merhamet (łaska).
Drugie źródło informacji Gutmana o masowych mordach, niejaki Hujca, tylko o nich słyszał. Gutman przyznał w nieznaczny sposób przy końcu artykułu, że nie był w stanie sprawdzić informacji. Nawet nie będąc w Omarskiej Gutman opublikował następny atrykuł w Newsday 2.8.92 o okropnościach w obozach śmierci w Omarskiej, Trnopolju i Brcku. Czerwony Krzyż nie określił Omarskiej jako obóz śmierci, choć na pewno nie było to przyjemne miejsce. Omarską zamknięto pod koniec sierpnia 1992 r. Źródło Gutmana Alija Lujinowicz, Muzułmanin z Brcka, zgadzało się nt. masowych egzekucji, zbiorowych gwałtów i wykończeniu 90% z 1500 więźniów z opinią Muzułmańskiej Komisji Zbrodni Wojennych. Pozostali więźniowie zostali rzekomo spaleni i przerobieni na paszę dla bydła. Znów brak było niezależnych źródeł w artykule Gutmana. Większość jego reportaży była oparta na pogłoskach z drugiej i trzeciej ręki, które oczywiście zostały potwierdzone przez władze muzułmańskie.
Drugi artykuł Gutmana o serbskich obozach śmierci wywołał eksplozję i 300 reporterów przyłączyło się do polowania na sensację. Prezydent Bush kazał CIA natychmiast sprawdzić ich istnienie. Mimo usilnych starań CIA nie znalazło dowodów, bo takich obozów nie było. np. Ingrid Badurina napisała o tym w "La Stampa" z 24.8.92. Jest niezmiernie ciekawy fakt, że nikt w tym czasie nie interesował się, ani nie pisał o chorwackich i muzułmańskich obozach więziennych dla serbskiej ludności, np. Bradina. Bugojno, Celebici, Dretelj, Liwno, Ljubuski, Odzak i inne.
"Potwierdzenie" istnienia obozów koncentracyjnych przez Penny Marshall pomogło Gutmanowi zdobyć prestiżową nagrodę Pulitzera za przerobienie Serbów na faszystów i masowych morderców. Marshall wytłumaczyła się potem w Guardianie z 9.8.92 - Użyłam określenie 'obóz koncentracyjny' tylko raz, kiedy stwierdziłam, że Serbowie powiedzieli , że to nie jest taki obóz. W rzeczy samej myślę, że technicznie to był obóz koncentracyjny w sensie terenu, na którym zgromadzono dużo ludzi, w przeciwieństwie do obozu śmierci. Użyłam słów pewnej kobiety, która opisała miejsce mianem obozu przetrzymania.
Z zacisza swych biur i hoteli w Zagrzebiu, Wiedniu i Waszyngtonie redaktorzy opisywali straszliwe rzeczy, jak gdyby byli świadkami. Cytowali raporty muzułmańskie o co najmniej 105 obozach serbskich (włącznie z federacją Jugosławii), przez które rzekomo przeszło 260 tys. osób w ciągu 4 miesięcy, a 17 tys. zginęło. Co najmniej 130 tys. osób było podobno uwięzionych. Oczywiście nikt nie chciał opublikować faktu, że międzynarodowe dochodzenia w miejscach większości tych obozów nic nie wykazały. Nikt też nie opublikował realnej liczby Międzynarodowego Czerwonego Krzyża 10 do 11 tys. uwięzionych we wszystkich obozach wszystkich stron konfliktu. Fikcja o tych setkach tysięcy została połknięta przez naiwnych i lubujących wolność Amerykanów i Europejczyków, w dużym stopniu z pomocą ich rządów (np. departamentu stanu USA). Nawet Margaret Thatcher opowiadała się mocno przeciw Serbom. Jej syn przecież robił dobre interesy z państwami arabskimi. - pisał Dolecek.
Nikt nie może zaprzeczyć, że rozmaite obozy po każdej stronie konfliktu były złe i łamano w nich prawa człowieka. Ale równie złe było przypisywanie wszystkich obozów tylko stronie serbskiej. Brytyjska dziennikarka Joan Phillips pisała w 1996 r. - Serbskie obozy przetrzymania są podobne do tych, które dziennikarze mogliby znaleźć w dowolnej strefie wojennej na świecie. To nie są zwykle zbyt przyjemne miejsca. Więźniowie są tam głodzeni, bici i nawet mordowani. Ale nie można ich porównywać do hitlerowskich obozów zagłady, gdzie dosłownie miliony zgładzono podczas II wojny światowej. Wszystkie 3 strony konfliktu w Bośni mają obecnie obozy przetrzymania Na początku 1993 r. Chorwaci i Muzułmanie prowadzili więcej obozów niż Serbowie. Ale niemal nic nie napisano o więźniach serbskich.

Obiegły cały świat

W recenzji czeskiego przekładu z 1994 r. książki Eda Vulliamy'ego "Time of Hell: Understanding The Bosnian War" (Czas piekła: zrozumienie wojny w Bośni), czeski historyk dr Jan Pelikan nazwał ją niezrozumieniem wojny w Bośni. Według Pelikana książka była niezmiernie jednostronna; Muzułmanie, z którymi Vulliamy spędził ponad rok byli zawsze dobrzy i cierpiący, podobnie jak Chorwaci, pod warunkiem że walczą po stronie muzułmańskiej. Serbowie byli zawsze przedstawieni jako źli. Dolecek dodał od siebie - W książce, którą cytuje się w całym świecie i która wygrała nagrody uwagę zwraca zdumiewająca niewiedza historii. Z najwyższym autorytetem autor pisze bzdury nie do uwierzenia. Trzeba dziwić się niewiedzy tych, którzy poważnie i bezkrytycznie przyjęli (dez)informację podaną w książce. Czy zamiarem Vulliamy'ego było rozpowszechnianie propagandy, czy też rzeczywiście bez sprawdzenia zapisał wszystko to, co podali mu (najczęściej) informatorzy muzułmańscy?
Zdjęcia wideo w ośrodku dla uchodźców w Trnopolju wykonali 5.8.92 dziennikarze ekipy ITN. W jej skład pod kierunkiem Penny Marshall ze stacji telewizyjnej ITN wchodził Ed Vulliamy z Guardiana, kamerzysta ITN Jeremy Irvin, oraz Ian Williams ze stacji telewizyjnej Channel 4. Wtajemniczeni wiedzieliby, czego się można spodziewać od ekipy ITN pod kierownictwem Marshall i z udziałem Vulliamy'ego. Na kadrach z tej "dokumentalnej" taśmy wychudzony i goły do pasa Muzułmanin z Bośni Fikret Alicz znajduje się za płotem z drutu kolczastego. Dr Dolecek, autor książki "I Accuse!" spotkał w Belgradzie pracownika telewizji z Prijedora, R. Muticza, który opisał, jak Penny Marshall aranżowała ustawienie uchodźców w Trnopolju przed jej kamerą.
Zdjęcia zza drutu w Trnopolju obiegły cały świat i dla wielu ludzi stały się symbolem makabry wojny w byłej Jugosławii. Zdjęcia były pierwszym "dowodem" obozów koncentracyjnych w Bośni. Daily Mail ogłosił 7.8.92 na pierwszej stronie ze zdjęciem ITN - Dowód: za drutem kolczastym brutalna prawda o cierpieniach w Bośni. To sceny jak na migających czarno-białych filmach z nazistowskich obozów koncentracyjnych sprzed 50 lat. W Wielkiej Brytanii, pamiętającej obraz tysięcy zwłok i umierających więźniów w pierwszym obozie koncentracyjnym wyzwolonym przez armię brytyjską 15.4.45 w niemieckiej miejscowości Belsen, podpis brzmiał Belsen 1992 w Daily Mirror z 7.8.92. W pierwszą rocznicę wykonania zdjęć 5.8.93 Independent nawiązał do nazistów za pomocą drutu kolczastego z Trnopolja - Kamera powoli lustruje kościsty tułów więźnia. To obraz głodu, ale zaraz potem widać drut kolczasty na tle jego piersi, a to jest obraz Holokaustu i obozów koncentracyjnych.
W prasie francuskiej ukazały się jeszcze makabryczniejsze zdjęcia wykadrowane i wyretuszowane z taśmy ITN, na których drut kolczasty przebiega na wysokości oczu i ust paru twarzy wybranych z tłumiku Muzułmanów stojących przed brytyjską kamerą. Do tego dostawiono obok zdjęcie wieży strażniczej z obozu hitlerowskiego. Ten fałsz został utrwalony dla potomności na wideo produkcji serbskiej ekipy RTS obecnej w Trnopolju jednocześnie z zespołem ITN. Serbskie wideo w wersji angielskiej nosi tytuł "Judgement". Autor jest w trakcie załatwiania przekazu kilku kopii do Polski do ośrodków informacji. (Patrz następny rozdział.)
Przykłady histerycznej reakcji prasy brytyjskiej w sierpniu 1992 na doniesienia o serbskich obozach koncentracyjnych. Ogromnymi nagłówkami Belsen 1992 dzienniki Daily Star i Daily Mirror porównują obóz w Trnopolju do hitlerowskiego obozu koncentracyjnego w Belsen, wyzwolonego pod koniec II wojny światowej. Daily Mail pisze o dowodzie brutalnej prawdy i cierpienia w Bośni, a Times o egzekucjach i biciu w obozach prowadzonych przez Serbów. (źródło: różne numery "LM")

Profesor od środków przekazu

Dr Barnfield, profesor na brytyjskim uniwersytecie w Sheffield badający środki przekazu, prześledził losy filmu ITN od Tarnopolje, przez biura agencji, a potem w świat. W niedawnym ataku na "LM" naczelny redaktor ITN Richard Tait pochwalił swoich ludzi za wykazanie 'powściągliwości' ws. reportażu z obozów w Bośni w 1992 r. i twierdził, że 'Nigdy nie nazywaliśmy ich 'obozami koncentracyjnymi', tylko nazwę taką nadały gazety.' - pisał Barnfield w artykule w "LM" z lata 1997 r., cytując naczelnego ITN za "Spectatorem" z 24.5.97. Wg Barnfielda, nazwy koncentracyjny nie przyczepiło obozom w Omarskiej i Trnopolju nieopanowane dziennikarstwo podające wiadomości w skrócie. Zanim jakikolwiek redaktor miał szansę opisać okropne reportaże ITN, te słowa zostały przesylabizowane światowym środkom masowego przekazu w dokumencie towarzyszącym filmowi z ITN.
Dokument rozprowadzała organizacja Worldwide Television News (WTN) powiązana z ITN. WTN sprzedawała film za granicę razem z podsumowaniem zawartości filmu klatka po klatce oraz z interpretacją. Po opisie klatki pt. Bardzo chudy mężczyzna podaje rękę Penny Marshall/widok rozmaitych uchodźców następował tekst Brytyjska ekipa reporterska ma pierwszy niezależny dowód obozów koncentracyjnych prowadzonych przez władze serbskie w Bośni-Hercegowinie. Obrazom ITN przesyłanym po świecie za pomocą satelitów towarzyszył więc tekst, których autorstwa zaprzeczył ITN. Daty przekazu tego dokumentu sugerują, że został on wysłany przed pierwszą transmisją telewizyjną nagrania filmowego o słynnym spotkaniu Marshall z Aliczem - pisał Barnfield. To znaczy, że twierdzenie ITN o posiadaniu 'dowodu' obozów koncentracyjnych obiegło światowe środki przekazu zanim autorzy nagłówków takich jak Belsen 92 w Daily Mirror i Dowód w Daily Mail oglądali film.
Kto był odpowiedzialny za tekst interpretujący swiatu film jako dowód z ITN na istnienie obozów koncentracyjnych? W Europie film rozprowadzała firma European Broadcast Union (EBU), która aranżuje współpracę między agencjami przekazu informacji. Holenderskie, niemeickie i tureckie serwisy wiadomości, które wyraźnie porównały obrazy ITN z hitlerowskimi obozami zagłady w doniesieniach w sierpniu 1992 r. były członkami EBU. Ale EBU nie pisze swoich własnych tekstów, tylko bierze je od agencji, w tym wypadku od WTN.
WTN istniała pod nazwą UPI do 1967 r., kiedy weszła w partnerstwo z ITN. Partnerstwo zostało rozwiązane w 1982 r. i amerykańska firma telewizyjna ABC nabyła 80% udziału w WTN, ale 10% pozostało w rękach ITN, która była największym udziałowcem brytyjskim. ITN i WTN dzielą dostęp do nowych filmów i centralnego archiwum. Jeszcze w 1995 r. dyrektor ITN Stuart Purvis był również członkiem rady nadzorczej WTN. Nawet emblematy tych 2 firm są niemal identyczne. To wszystko sugeruje bardzo bliskie powiązanie. Tekst opisowy mógł nawet wyjść z miejsca jeszcze bliższego ITN. Rutyną w przemyśle filmowym jest, że kamerzysta podaje informacje uzupełniające w towarzyszącym opisie. Źródła w WTN potwierdziły, że kamerzyści zwykle piszą teksty do filmów, które kręcą. Każdy kto zamawia film z działu sprzedaży ITN otrzymuje także wykaz klatek. - pisał Barnfield.
Wg Barnfielda były 2 możliwe usprawiedliwienia "pomyłki". Usprawiedliwienie przyjazne ITN: firma bliska ITN przygotowała nieobiektywną interpretację zdjęć. Kiedy dziesiątki klientów zostało zmylonych, WTN ani ITN nie postarały się wyjaśnić sprawy i Trnopolje stało się w oczach świata obozem koncentracyjnym. Usprawiedliwienie cyniczne: jeśli przestrzeganoby praktyki zawodu telewizyjnego, reporterzy ITN sami napisaliby tekst interpretacyjny. Barnfield nie uzyskał od Richarda Taita zdania ITN na ten mętny temat. W każdym wypadku szlak papierkowy z Trnopolja do głównego biura ITN [...] i dalej w świat sugeruje, że ci, którzy chcą poznać pełną prawdę o obozach będą musieli szukać winnych poza zwykle podejrzewanymi wśród prasy podającej skrótowe wiadomości. - podsumował swoje dochodzenie profesor Barnfield.

Ekipa ITN pod presją

Penny Marshall, Ian Williams i Ed Vulliamy nigdy nie nazwali Trnopolja obozem koncentracyjnym. Natomiast skrytykowali tych, którzy próbowali pokazać reportaże i zdjęcia ITN jako "dowody" holokaustu w stylu hitlerowskim w Bośni. Mimo to żaden z nich nie ujawnił w ciągu ostanich 4,5 lat całej prawdy o drucie kolczastym, który tak bardzo wpłynął na światową opinię publiczną - pisal Deichman w "LM" w lutym 1997 r. Deichman zorientował się, że coś się nie zgadzało z tym drutem, gdy był biegłym przed Międzynarodowym Trybunałem Kryminalnym ds. Byłej Jugosławii (MTK). Jako dziennikarz z praktyką reporterską z Bośni Deichman prezentował reportaże niemieckie w procesie MTK przeciw Duszko Tadiczowi, Serbowi bośniackiemu oskarżonemu o zbrodnie wojenne.
Przeglądając artykuły prasowe i taśmy wideo pokazane w telewizji niemieckiej Deichman zdał sobie sprawę z doniosłości zdjęć z Trnopolja i odkrył dziwny szczegół - Zdjęcia Fikreta Alicza za drutem kolczastym zrobione przez ekipę Penny Marshall widać było we wszystkich doniesieniach. Jednego wieczoru, kiedy znowu oglądałem zdjęcia w domu, żona wskazała na dziwny detal [...] dlaczego drut kolczasty był przymocowany do słupów po stronie [więźniów]? Rozmowa z profesorem Mischą Wladimiroffem, holenderskim obrońcą Duszko Tadicza przed MTK pogłębiła podejrzenia Deichmanna. Główny świadek przeciw Tadiczowi, Dragan Opacicz (którego później zdemaskowano, że był wyszkolony przez muzułmański rząd w Bośni do składania kłamstw przed MTK) naszkicował dla sądu plan płotu z drutu kolczastego wokół obozu w Trnopolju. Kiedy Wladimiroff pojechał do Trnopolja w celu dochodzenia obrończego, nie znalazł żadnych dowodów takiego płotu. Deichmann wybrał się więc osobiście do Bośni.
Według Deichmanna zespół brytyjski pojechał do Bośni w lecie 1992 r. w atmosferze rosnącej histerii doniesień prasowych o obozach. 19.7.92 amerykański reporter Roy Gutman opisał w Newsday obóz w Manjacy, a zdjęcia Andre Kaisera więźniów z Manjacy z ogolonymi głowami obiegły świat. 29.7.92 Maggie O'Kane zacytowała w Guardianie świadków, którzy twierdzili, że Muzułmanie zostali wywiezieni ze stacji Trnopolje w wagonach do przewozu bydła. 2.8.92 Roy Gutman opublikował następny artykuł, w któym nazwał obóz prowadzony przez Serbów bośniackich w Omarskiej obozem śmierci. Artykuły Gutmana i O'Kane wywołały sensację międzynarodową, mim że opierały się na pogłoskach i niesprawdzonych oświadczeniach,.
Marshall, Williams and Vulliamy przybyli do Bośni pod koniec lipca 1992 r. pod silną presją wyprodukowania reportażu o 'obozach śmierci'. Artykuł Gutmana o 'obozie śmierci' w Omarskiej opublikowany, gdy ekipa brytyjska była w Bośni, jeszcze bardziej podniósł oczekiwania w londyńskich redakcjach. Po powrocie Marshall opisała w Sunday Times z 16.8.92, jak ona i Williams otrzymali polecenia od kierujących redaktorów w ITN i Channel 4 - Ja i Ian Williams mieliśmy wolną rękę w znalezieniu i odwiedzeniu obozów przetrzymania oraz [otrzymaliśmy] polecenie szukania reportażu aż do skutku. Koniec podróży Brytyjczyków zbliżał się, a reportażu nie było. Ich ostatnim przystankiem był obóz w Trnopolju koło wsi Kozaracz, która została zajęta przez oddziały Serbów bośniackich w maju 1992 r. Zdjęcia Brytyjczyków z obozu w Trnopolju z 5.8.92 zostały obrobione w Budapeszcie następnego dnia i posłane do Londynu celem rozpowszechnienia tego samego wieczoru. Zdjęcia skupiły się na widoku Fikreta Alicza i grupy Muzułmanów bośniackich przez drut kolczasty - zdjęcia interpretowane przez środki przekazu jako dowód obozów w Bośni podobnych do hitlerowskich. Deichman przejrzał pozostałą część filmu ITN, aby to wyjaśnić.
Szkic Dragana Opacicza pokazujący położenie rzekomego płotu z drutu kolczastego wokół obozu w Trnopolju, przedłożony jako dowód przeciw Duszko Tadiczowi przed Międzynarodowym Trybunałem ds. Byłej Jugosławii w Hadze. Opacicz okazał się podstawionym świadkiem, który został wyszkolony przez rząd muzułmański w Bośni do złożenia fałszywych zeznań przed Trybunałem. ("LM" nr 97 z 1997 r.)

Zdjęcia robiące wrażenie

Obóz w Trnopolju składał się z byłego budynku szkolnego, centrum z przychodnią i salą spotkań oraz z byłego terenu sportowego. Jedyne płoty tu i ówdzie miały trochę ponad 1 m wysokości, jak na terenach publicznych. Brytyjscy reporterzy byli w stanie wchodzić w każdy zakątek obozu i do wewnątrz budynków. Ale ich uwaga skupiła się na grupie Muzułmanów, którzy właśnie zostali przywiezieni z obozów w Keratermie k. Prijedora i czekali na zewnątrz na rejestrację, jedzenie i zakwaterowanie. Aby ich sfilmować, Marshall i jej kamerzysta Irvin weszli do zagrody przy obozie. Wenątrz zagrody była szopa garażowa, transformator i murowana stodoła. Przed wojną sprzedawano tu wyroby rolnicze, a traktory i maszyny przechowywano w stodole. Dla ochrony przed kradzieżami ten teren ok. 500 m2 był ogrodzony drutem kolczastym przed paru laty. Drut nie miał nic do czynienia z uchodźcami, obozem, czy wojną. Słupy, do których przymocowany był drut stoją do dziś, a resztki drutu znajdują się po zachodniej stronie. - pisał Deichmann.
Kiedy Marshall, Williams i Vulliamy weszli do zagrody, drut kolczasty był już zniszczony w kilku miejscach. Nie weszli prze bramę, tylko przez dziurę w płocie od południa. Podeszli do płotu po północnej stronie, gdzie szybko zebrali się ciekawscy uchodźcy wewnątrz obozu, ale na zewnątrz zagrody z drutu kolczastego. Wtedy wg Deichmanna zostały nakręcone słynne zdjęcia z Fikretem Aliczem przez ten właśnie płot. Nieopublikowana część filmu pokazuje, jak kamerzysta Irvin filmował przez płot pod rozmaitymi kątami, widocznie szukając najdramatyczniejszych ujęć. Większość uchodźców nosiła znaki doświadczeń wojennych, ale niewielu było tak wychudzonych jak Alicz. To on przyciągnął uwagę kamery. - pisał Deichmann.
Powróciwszy do Londynu Marshall napisała w "Sunday Times" - Nasz kamerzysta Jeremy Irvin wiedział, że ma zdjęcia robiące wrażenie, ale dopiero po wyświetleniu w Budapeszcie zaczęliśmy pojmować ich doniosłość. Ed Vulliamy podsumował to wrażenie na s. 202 książki "Seasons in Hell" - Z klatką piersiową za drutem kolczastym w Trnopolju, Fikret Alicz stał się symboliczną postacią wojny na okładce każdego magazynu i na ekranie każdego telewizora na świecie. Mike Jeremy, redaktor zagraniczny ITN nazwał to zdjęcie w "Independent" z 5.8.93 jednym z kluczowych wizerunków wojny w byłej Jugosławii. Wg Deichmanna ważny element tego kluczowego wizerunku został osiągnięty filmowaniem z odpowiedniej pozycji kamery i edycją filmu - Zdjęcia nieopublikowane wyraźnie pokazują, że otwarta przestrzeń, gdzie stali uchodźcy nie była ogrodzona drutem kolczastym [...mogli oni] swobodnie poruszać się po drodze i w terenie i postawili kilka namiotów. W zagrodzie ogrodzonej drutem kolczastym widać ok. 15 osób, włącznie z kobietami i dziećmi, siedzących w cieniu drzewa. Zespół Marshall był w stanie wejść i wyjść z tej zagrody, kiedy kręcili film, a uchodźcy robili to samo w poszukiwaniu schronienia przed słońcem sierpniowym. Inna nieopublikowana sekwencja filmu pokazuje z innego kąta Fikreta Alicza i innych uchodźców, którzy właśnie przybyli do obozu. Kamerzysta nie jest już w zagrodzie, tylko ok. 20 m na zachód. Stąd jasne jest, że uchodźcy nie są zamknięci za drutem kolczastym. Czekając na rejestrację i miejsce zakwaterowania, stoją przy zwykłej siatce wysokości trochę ponad 1 m na przedłużeniu płotu z drutu kolczastego. Ale te zdjęcia nie doszły do telewizji i okładek świata.
Plan Trnopolja oparty na zdjęciu satelitarnym USA z 2.8.92, czyli 3 dni przed przybyciem dziennikarzy brytyjskich. Największy budynek to szkoła, pod nią ośrodek wiejski, a na samym dole w zagrodzie z siatki i drutu kolczastego stodoła, szopa i transformator. Pozycję ekipy ITN oznaczono krzyżykiem. Na prawo od niej filmowała serbska ekipa RTS. ("LM" nr 97 z 1997 r.)

Gniew i rozczarowanie

W grudniu 1996 r. Diechmann pytał miejscowych w Trnopolju o płot z drutu kolczastego. Dragan Balticz (17 lat), który chodził tam do szkoły do wiosny 1992 r. i jego 19-letnia siostra Dragana byli pewni, że poza płotem wokół małej zagrody nie było żadnego innego płotu z drutu kolczastego, ale był niski płot z siatki wys. ok. 1m przed i wokół budynku szkoły, aby zapobiec wybieganiu dzieci na drogę. Dragana pamiętała także inną siatkę wys. ok. 1,2 m na przedłużeniu płotu z drutu kolczastego, między drogą a centrum zebrań. Oba niskie płoty były widoczne na taśmie ITN. Deichmann spotkał się z Pero Curguzem, kierownikiem Czerwonego Krzyża w Prijedorze, który pracował w obozie dla uchodźców w Trnopolju i powiedział ekipie ITN w sierpniu 1992 r., że ludzie przybyli do obozu z własnej woli celem schronienia. Curguz powiedział Deichmannowi, że podczas istnienia obozu nie wzniesiono żadnego płotu, natomiast uchodźcy rozebrali płoty i zebrali wszelkie dostępne materiały, aby zbudować schronienia, kiedy Trnopolje zostało zalane 7,5 tys. uchodźców po zamknięciu obozów w Keratermie i Omarskiej. Curguz podkreślił, że to nie był obóz przetrzymania ani więzienny, tylko obóz zbiorczy dla wypartych Muzułmanów. Wszyscy, z którymi rozmawiał Deichmann potwierdzili, że uchodźcy mogli opuścić teren obozu niemal kiedy chcieli.
Kiedy Deichmann pokazywał zdjęcie Alicza za drutem kolczastym mieszkańcom Trnoplija, za każdym razem spotykał się z gniewem i rozczarowaniem. Oczekiwali sprawiedliwego reportażu od dziennikarzy zachodnich i przyjęli ich gościnnie. Weljko Grmusa z rodziną zostali wysiedleni z Bosanskielj Bojny k. Welika Kladusa i zajęli dom Muzułmanina wysiedlonego z Trnopolja. W środku sierpnia 1992 r. Grmus pracował jako strażnik przez parę dni w ośrodku dla uchodźców. Cieszył się, gdy Deichmann poinformował go, iż Alicz przeżył wojnę, ale był zagniewany zdjęciem Alicza za drutem. Jego żona pomagała w obozie podczas wojny - Chcieliśmy wtedy pomóc reporterom, nie mieliśmy pojęcia, jak funkcjonuje zachodnia prasa. Później otrzymaliśmy polecenie, aby nie rozmawiać z reporterami, którzy nie mają specjalnej przepustki. Misa Radulowicz, lat 68, był nauczycielem w Kozaraczu i Trnopolju. Gdy odwiedził go Deichmann, chodził o lasce i był prawie niewidomy. Jak wszyscy zdrowi mężczyźni został zaciągnięty do armii podczas wojny w Bośni i służył jako straż w Trnopolju przez parę dni, zanim został posłany na front - Ochranialiśmy Muzułmanów przezd eskstremistami serbskimi, którzy chcieli się mścić. Uchodźcy mogli opuścić obóz [...], ale to było niebezpieczne. Płot z drutu kolczastego stał tylko tam, gdzie była stodoła, mały skład materiałów rolniczych i stacja elektryczna.
Na pewno większość uchodźców w obozie była niedożywiona Cywilom dokuczano w obozie i były pogłoski o gwałtach i mordach. Ale gdyby ośrodek zbiorczy dla uchodźców nie istniał pod nadzorem bośniackich żołnierzy serbskich, znacznie większa liczba ludności muzułmańskiej mogłaby stracić życie
- pisał Deichmann. Ośrodek powstał spontanicznie, kiedy wzmogła się wojna domowa w rejonie Prijedoru. W maju 1992 r. siły serbskie w Bośni zajęły Kozaracz i usunęły z niego mieszkańców muzułmańskich, podobnie jak ludność serbska i chorwacka została wyparta z domów w innych rejonach wojny. Wielu z uchodzących Muzułmanów szukało schronienia na terenie szkoły w Trnopolju. Zbierali się tam licząc na ochronę przed aresztowaniem przez policję serbską w Bośni i przed przymusem przyłączenia się do sił muzułmańskich w Bośni. Wielu ze strażników w obozie było miejscowymi cywilami, którzy już znali uchodźców. Wśród krwawej wojny wokół niego, obóz nie mógł być zupełnie bezpieczny. Wielu uchodźców wolało jednak zatrzymać się tam, niż narażać życie na zewnątrz. Są znane przypadki osób, które opuściły obóz na krótko w celu przywiezienia żywności i rzeczy ze swych gospodarstw i domów, a potem słuch o nich zaginął.
Były strażnik obozu w Trnopolju Weljko Grmusa opiera się na płocie z drutu kolczastego. W tle ośrodek wiejski. Zespół z ITN wykonał zdjęcia mniej więcej z tego miejsca 4,5 lat wcześniej. (foto Thomas Deichmann 1996)

Najchudsze torsy

Paddy Ashdown, przywódca brytyjskich liberalnych demokratów odwiedził obozy w Manjacy i Trnopolju kilka razy po ekipie Penny Marshall. Ashdown nie jest miłośnikiem Serbów bośniackich i głośno popierał brytyjski udział w interwencji wojskowej w Bośni. Mimo to jego wrażenia z Trnopolja opisane w "Independent" z 13.8.92 utrzymane były w stosunkowo trzeźwym tonie na tle ogólnej histerii nt. obozu - Zebrali się tu, bo nie mają innego miejsca. Ich domy zostały spalone, a ich życie zostało zagrożone. Muzułmańscy ekstermiści zmuszają tych mężczyzn do przyłączenia się do partyzantów, więc schronili się tutaj. Ale w ciągu wielu ostatnich nocy ten niestrzeżony obóz został napadnięty przez ekstremistów serbskich, którzy bili ich, obrabowali z resztek własności osobistej i wg pogłosek zgwałcili ich kobiety. Teraz jest lepiej. Ale w oczach świata dramatyczne obrazy Fikreta Alicza niby uwięzionego za drutem kolczastym w Trnopolju zrobiły wrażenie, że Serbowie bośniaccy prowadzili obozy w stylu hitlerowskim.
Misa Radulowicz powiedział Deichmannowi, że po wizycie brytyjskich dziennikarzy do Trnopolja przybyli inni reporterzy zachodni - Każdy z nich chciał zobaczyć tylko frontową część obozu i fotografować najchudsze torsy. Miałem sprzeczkę z jednym reporterem i zażądałem, aby fotografował gdzie indziej, np. w budynku szkolnym. Ale on tam nie chciał iść. Pierwszy artykuł Eda Vulliamy'ego o Trnopolju został opublikowany w Guardianie 7.8.92, rano po pierwszym opublikowaniu zdjęć ITN. Vulliamy chyba nie widział jeszcze tych zdjęć, kiedy pisał swój artykuł. Nie było tam wzmianki o płocie z drutu kolczastego, natomiast autor napisał, że Trnopolje nie powinno nosić miana obozu koncentracyjnego. Vulliamy przedstawił zupełnie zrównoważony pogląd na sytuację w wobozie, cytując muzułmańskich uchodźców, którzy twierdzili, że nie użyto przeciw nim żadnej siły, że obóz dawał im troche bezpieczeństwa i że nie mieliby gdzie się inaczej podziać.
Jednak Vulliamy zmienił ton, gdy opisał swe wrażenia z Trnopolja w książce z 1994 r. pt. "Seasons in Hell". Drut kolczasty, którego nie uważał za warty wzmianki w swym pierwszym artykule stał się centrum uwagi na s. 106 - Więcej dróg polnych, więcej spalonych wsi, a w końcu była szkoła i jej teren oraz następny zaskakujący, nieszczęsny obraz: przepełniona, tłumna zagroda otoczona płotem z drutu kolczastego. Ton niektórych rozmów Vulliamy'ego z miejscowymi także wydawał się inny niż w pierwszym i późniejszych artykułach o Trnopolju. Np. wg Guardiana z sierpnia 1992 r. Muzułmanka bośniacka Inar Gnoricz powiedziała Vulliamy'emu, że przybyła do obozu z własnej woli w poszukiwaniu bezpieczeństwa - Warunki są bardzo trudne tutaj, ale przedtem byliśmy wśród okropnych walk i nie mieliśmy co jeść. Tu jest bezpieczniej, ale nie wiemy, jaki mamy status. Jesteśmy uchodźcami, ale tu sa strażnicy i drut kolczasty. Deichmann nie rozumiał, o jakim płocie mówiła wtedy Gnoricz. W książce Vulliamy pisze wyraźnie o płocie z drutu kolczastego otaczającym cały obóz.
Stodoła i transformator w zagrodzie, która była otoczona drutem kolczastym. Na słupach płotu nadal widoczne resztki drutu. (foto Thomas Deichmann 1996)

Zaprzepaszczono szanse

Penny Marshall wspomniała o płocie z drutu kolczastego w swym pierwszym artykule opublikowanym w Sunday Times z 16.8.92 nt. jej pierwszej wizyty w Trnopolju - Na zewnątrz był drut kolczasty. W opisie drugiej wizyty w obozie w tym samym artykule zauważyła - Zewnątrz obóz zmienił się w ciągu tygodnia od naszego pierwszego reportażu. Płot z drutu kolczastego został usunięty, a Serbowie udostępnili uchodźcom materiały do budowy schronień. Deichmann przyznał rację Marshall, ale zakwestionował jej lokalizację płotu z drutu kolczastego na zewnątrz. W ten sposób nie poprawiła fałszywej interpretacji, dzięki której tak wielu ludzi mylnie osądziło zdjęcia. Podobnie Ed Vulliamy napisał na s. 113 swej książki, że 4 dni po ich wizycie w Trnopolju płot został zdjęty. To nie naruszyło wrażenia pozostawionego w umysłach ludzi, że obóz był pierwotnie otoczony drutem kolczastym - pisał Deichmann.
Rok po opublikowaniu zdjęć ITN Marshall zareagowała w "Independent" z 5.8.92 na uwagę, że jej reportaż był sensacyjny - Zrobiłam, co mogłam. Pokazałam strażników - Serbów bośniackich - karmiących więźniów. Pokazałam małe dziecko muzułmańskie, które przybyło z własnej woli. Nie nazwałam tych ośrodków obozami śmierci. Byłam niezmiernie ostrożna, ale ciągle wykorzystuje się to zdjęcie. Mimo jej oświadczeń co do obiektywności, nie wyjaśniła jednak, jak obraz Fikreta Alicza za drutem kolczastym został wyprodukowany przez je zespół - pisał Deichmann. W niemieckim programie telewizyjnym "Kozaracz - wyczyszczony etnicznie" z 11.10.93 Marshall opisała niemieckiej producentce filmowej Monice Gras wpływ zdjęcia z Trnopolja - To zdjęcie drutu kolczastego i wychudzonych mężczyzn wszczęło alarm w całej Europie. Myślę, że reportaż nie wywołałby takiego wrażenia, gdyby został przekazany bez tego zdjęcia, chociaż fakty pozostałyby bez zmian. Marshall powiedziała, że Serbowie bośniaccy nie wiedzą, jak obchodzić się z prasą zachodnią - To była pomyłka reklamowa z ich strony. Deichmann zauważył - Nie wspomniała o żadnych błędach popełnionych przez jej zespół w przygotowaniu prezentacji reportażu z Trnopolja.
Mniemanie, że drut kolczasty otaczał Trnopolje i że to był obóz koncentracyjny w stylu hitlerowskim zostało szeroko przyjęte jako bezsporny fakt. Kiedy pierwsi dziennikarze zjawili się tam parę dni wcześniej, drut kolczasty otaczał to miejsce i nie było powitalnego transparentu. Przeszedłem przez bramę i nie mogłem całkiem uwierzyć temu, co widziałem. Tuż naprzeciw mnie byli mężczyźni wyglądający jakby przeżyli Auschwitz. - pisał o swej wizycie w Trnopolju późnym latem 1992 r. Peter Mass na s. 41 książki "Love Thy Neighbours: A Story of War" wydanej w Londynie w 1996 r. Marshall, Williams i Vulliamy nie użyli takiego języka. Deichmann zauważył - Ale też nie skorygowali fałszywych interpretacji zdjęcia Fikreta Alicza rzekomo uwięzionego za drutem kolczastym.
Po opublikowaniu zdjęć ITN z Trnopolja na całym świecie odezwały się żądania zamknięcia obozów serbskich w Bośni. Sir John Thomson, szef komitetu śledczego CSCE w Bośni ostrzegł Zachód w Guardianie z 5.9.92 przed wyciąganiem pochopnych wniosków - Jeśli jakieś obozy zostałyby teraz otwarte, mam wrażenie, że niektórzy więźniowie nie zaszliby daleko i powstałyby groby w okolicy. Ale międzynarodowa presja na Serbów w Bośni już zaczęła owocować. Obóz w Omarskiej, który zespół ITN także sfilmował został zamknięty w sierpniu 1992 r. Większość uchodźców stamtąd razem z innymi Muzułmanami z obozów w Keratermie i Manjacy zostali przeniesieni do Trnopolja, który w parę dni przekształcono z obozu dla uchodźców na obóz przejściowy.
Komitet Międzynarodowy Czerwonego Krzyża skarżył się, że dzięki podnieceniu spowodowanym na całym świecie przez reportaż ITN zaprzepaszczono wszelkie szanse na osiągnięcie rozwiązania pozwalającego Muzułmanom zostać w rejonie. 1.10.92 pierwszy konwój Czerwonego Krzyża wyjechał z Trnopolja z 1560 uchodźcami ku granicy z Chorwacją. W pewnym sensie wysiedlenie tysięcy Muzułmanów z ich ojczyzny w Bośni-Hercegowinie było w ten sposób nieumyślnie wsparte międzynarodową reakcją na zdjęcia ITN z Trnopolja - pisał Deichmann. Poruszony zdjęciami brytyjski premier John Major zwołał z wakacji kolegów z rządu na spotkanie nadzwyczajne. Wkrótce potem jego rząd ogłosił, że wojska brytyjskie pojada do Bośni. W USA, gdzie kampania wyborcza 1992 r. była w pełnym toku, kandydat Partii Demokratów Bill Clinton i współkandydat Al Gore użyli zdjęcia ITN, by żądać od prezydenta Busha akcji zbrojnej przeciw Serbom w Bośni. W Brukseli natomiast NATO zaczęło opracowywać plany interwencji na Bałkanach.
Reporterka Panny Marshall (w kamizelce ONZ) z ITN wchodzi od południa przez dziurę w płocie z drutu kolczastego do zagrody gospodarczej przy obozie w Trnopolju. Ludzie przed nią to uchodźcy, którzy weszli do zagrody w poszukiwaniu cienia drzewa. (Zdjęcie z oryginalnego filmu ITN za "LM" nr 98 z 1997 r.)

Pokusa nie do odparcia

George Kenney zwolnił się z departamentu stanu USA w sierpniu 1992 r. na znak protestu przeciw polityce administracji Busha w stosunku do byłej Jugosławii. Czy interwencja wojskowa Zachodu w wojnie domowej w Bośni, zajęcie stanowiska przeciw Serbom, a następnie okupacja Bośni były nieuniknione? Wątpię. Czy były prawe? Nie, bo dokładne, obiektywne badania faktu za faktem nie zostały przeprowadzone przez środki przekazu. Pierwszy punkt zwrotny prowadzący prosto do wejścia wojsk zachodnich zbiegł się z rozpowszechnieniem przez ITN w sierpniu 1992 r. zdjęć rzekomego obozu koncentracyjnego prowadzonego przez Serbów bośniackich w ośrodku dla uchodźców w Trnopolju - pisał Kenney w artykule opublikowanym w "LM" w 1997 r. Począwszy od artykułu z 19.7.92 w waszyngtońskim "Newsday" o serbskich obozach przetrzymania w miejscowościach Manjaca i Omarska, Roy Gutman zaczął dostarczać serie artykułów zakończonych oskarżeniem w dniach 2. - 5.8.92, że Serbowie bośniaccy prowadzili obozy śmierci w stylu nazistowskim dla jeńców wojennych. Gutman tylko nieznacznie przyznał, że oparł się na doniesieniach z drugiej i trzeciej ręki.
Jako pracownik ds. Jugosławii w departamencie stanu Kenney znał artykuły przed ich wydrukowaniem, bo Gutman kontaktował się z byłym konsulatem USA w Zagrzebiu, aby podzielić się swymi podejrzeniami i prosić o pomoc w ich sprawdzeniu. Chciał, aby amerykańskie satelity szpiegowskie ustaliły, czy obóz śmierci istniał, czy nie. Według Kenney'ego nikt nie potraktował żądań Gutmana poważnie - ale wiedziałem, że reportaże tego rodzaju mogłyby wywołać burzę wśród opinii publicznej, więc specjalnie starałem się dostarczać informacje o wysiłkach Gutmana do najwyższych szczebli kierownictwa departamentu stanu, włącznie z zastępcą sekretarza Lawrencem Eagleburgerem. Do obowiązków Kenney'ego należało przygotowywanie materiałów do oświadczeń prasowych rzeczniczki departamentu Margaret Tutwiler, która będąc bardzo wpływowa w departamencie uważała, że USA powinno robić więcej, aby zatrzymać lub co najmniej załagodzić wojnę domową w Bośni. Licząc na pobudzenie administracji do większego działania, Tutwiler zwracała uwagę na najgorsze aspekty wojny.
Z mojej inicjatywy użyła już w maju 1992 r. wyrażenia 'czystki etniczne' dla opisania czynów Serbów bośniackich, wprowadzając w ten sposób uprzednio nieznaną nazwę do żargonu zawodowego. Częste stosowanie języka o takim sensacyjnym wydźwięku postawiło prasę w stan odruchu warunkowego, w wyniku którego pragnęła dalszych szokujących doniesień o okrucieństwach. - pisał Kenney. 4.8.92 z-ca sekretarza ds. Europy Tom Niles w świadectwie składanym rutynowo przed parlamentarną podkomisją stosunków międzynarodowych USA w Europie poważnie się pomylił, podsycając oburzenie opinii publicznej po artykułach o obozach śmierci. W niezrozumiały sposób Niles zdecydował się na frontalny atak, zamiast uczciwie powiedzieć, że wiemy zbyt mało, ale traktujemy sprawę poważnie i badamy ją. - pisał Kenney.
Według Kenney'ego Niles rozdrażnił przewodniczącego podkomitetu Toma Lantosa, który przeżył nazistowski obóz na Węgrzech. Poza tym świadectwo Nilesa wyglądało inaczej niż oświadczenie prasowe asystenta Tutwilerowej Richarda Bouchera poprzedniego dnia, iż USA wiedziało o podejrzeniach Gutmana. Boucher miał jedynie na myśli, że administracja USA czytała artykuły w prasie, natomiast wiodące gazety cytowały Bouchera jednogłośnie (acz błędnie), iż departament [stanu USA] miał niezależne potwierdzenie z własnego wywiadu. - pisał Kenney. Przeczuwając zatajenie informacji reporterzy rozpoczęli pytać, co rząd wiedział i kiedy oraz co zrobi następnie. Według Kenney'a rząd wiedział bardzo mało, bo na początku 1992 r. zdecydował nie mieszać się w kryzys jugosłowiański, aby uniknąć drugiego Wietnamu i spraw międzynarodowych w roku wyborów.
W wyniku paniki w departamencie wskutek presji prasy, przełożeni dwukrotnie żądali od Kenney'ego informacji nt. obozów zagłady w Bośni - Dałem Boucherowi gruby segregator telegramów z moich nieoficjalnych, osobistych zbiorów o Bośni. Nie było tam [...] niczego, co potwierdzałoby artykuły Gutmana. Histeria ogarnęła prasę w Waszyngtonie, która nie wierzyła, że rząd próbował mówić prawdę. Po mojej rezygnacji [...] pod koniec sierpnia 1992 r. starsi urzędnicy z kampanii wyborczej Clintona natychmiast skontaktowali się ze mną nt. obozów. Pytali o poradę, czy mają zdobyć zdjęcia satelitarne, które administracja rzekomo zignorowała. Powiedziałem im, że marnują czas. Przez wiele lat potem dziennikarze ciągle pytali mnie o 'zatajenie' - pisał Kenney.
5.8.92 urząd zastępcy Eagleburgera w departamencie stanu wyjaśnił oficjalne stanowisko, włącznie z apelem o dochodzenie ws. zbrodni wojennych w obozach w Bośni. Mimo to niezwykle ostra presja środków przekazu nasilała się. Prezydent Bush opublikował oświadczenie nawołujące, by Rada Bezpieczeństwa ONZ pozwoliła użyć wszystkie środki niezbędne do dostarczenia pomocy do obozów. Bush nie wspomniał o użyciu siły dla uwolnienia więźniów. Wg Kenney'ego kandydat na prezydenta Bill Clinton wykorzystał sytuację, aby "wykazać się" w stosunku do Busha, nawołując do bombardowania wojsk serbskich w Bośni pod emblematem ONZ. Senat USA zaczął rozpatrywać dostęp i dostarczenia pomocy do obozów. Wg Kenney'ego nawet wysocy przedstawiciele Watykanu występujący nieoficjalnie w imieniu Papieża nawoływali do interwencji wojskowej w celu powstrzymania ręki agresora serbskiego, którego porównali z hitlerowcami.
Prasa nie rozumiała, że każda ze stron chciała trzymać pewną ilość więźniów na wymianę. Zachodni przywódcy opinii publicznej skoncentrowali swe lęki i gniew przeciw nieznanemu. Mit o holokauście w wykonaniu Serbów oraz odmowa przyznania okrucieństw na Serbach stały się powszechną prawdą, łamiąc rozumowanie i logikę. To był pierwszy przypadek i przyszły model nowej interwencji imperialistycznej, która rozstrzyga, kto będzie zwycięzcą w krwawej wojnie domowej - pisał Kenney w 1997 r. słowami jakże aktualnymi w 2000 r. Sierpień 1992 r. w Waszyngtonie [...] był bardziej niż zadowalającą wojną propagandową reasekurującą mgliście tych, którzy zgubili drogę z końcem zimnej wojny jak i nowe pokolenie dziennikarzy, którzy potrzebowali brzemiennego, brudnego konfliktu, aby się pokazać. Bośnia była świetną zabawką. Nic dziwnego więc, że pokusa prób zmian w polityce stała się nie do odparcia dla prasy, kiedy ta przekonała się, jak łatwo to może zrobić.
Ekipa ITN zbliża się do północnego boku zagrody, gdzie ciekawscy Muzułmanie zebrali się w obozie na zewnątrz zagrody otoczonej drutem kolczastym. Widoczny budynek ośrodka wiejskiego. Widać taczki i resztki materiałów, które chronił od kradzieży płot z drutu kolczastego jeszcze przed wojną w Bośni. (Zdjęcie z oryginalnego filmu ITN za "LM" nr 98 z 1997 r.)

Specjaliści

W kwietniu 1993 r. dyrektor James Harff z Ruder Finn Global Public Affairs, firmy specjalizującej się w wyrabianiu opinii publicznej, pochwalił się w wywiadzie dla zastępcy dyrektora francuskiej TV2 Jacquesa Merlino o usługach dla rządów Chorwacji i Bośni-Hercegowiny oraz dla opozycji parlamentarnej w Kosowie - Liczy się szybkość działania [...] najważniejsze jest pierwsze stwierdzenie. Wszelkie zaprzeczenia stają się potem nieskuteczne. Merlino opisał to w książce z 1993 r. pt. "It Is Not Good To Tell the Truth About Yugoslavia" (Niedobrze mówić prawdę o Jugosławii). Wyzwaniem dla zawodowców Ruder Finn był fakt, że antysemiccy i muzułmańscy klienci nie mieli dobrej opinii u żydów i trzeba było to zmienić. W lipcu 1992 r. artykuł w nowojorskim Newsday o serbskich obozach koncentracyjnych w Bośni dał punkt zaczepienia. Artykuł oparty był na "fotografiach" i "reportażu" ekipy ITN z Trnopolja. Na tej podstawie Ruder Finn skłonił 3 organizacje żydowskie do zamieszczenia dużego ogłoszenia w New York Times i do demonstracji przeciw Serbom przed siedzibą ONZ.
Jak tylko Żydzi stanęli po stronie muzułmańskiej Bośni, automatycznie opinia publiczna skojarzyła Serbów z nazistami. Jednym posunięciem udało nam się przedstawić prostą historyjkę dobrej strony i złej strony - chwalił się Harff w wywiadzie dla telewizji francuskiej. Niemal natychmiast dało się zauważyć wyraźną zmianę języka w prasie z użyciem wysoce emocjonalnych słów jak "czystki etniczne", "obozy koncentracyjne" itd. które wywołują obrazy Niemiec hitlerowskich i komór gazowych w Auschwitz. Na pytanie Merlino o braku dowodu, Harff odparł - Nasza praca nie polega na weryfikacji informacji [tylko na] przyspieszeniu obiegu informacji korzystnej dla nas. [...] Jesteśmy specjalistami. Mieliśmy do wykonania zadanie i wykonaliśmy je.
Firma reklamowa była również zaangażowana do stworzenia informacji i ukształtowania opinii publicznej w czasie wojny nad Zatoką Perską w 1991 r. z dewastującymi dla Iraku skutkami. Wydawca magazynu Harper i autor exposé o dezinformacji mediów pt. "Second Front" (Drugi front) John R. MacArthur porównał relacje mediów z tamtej wojny z propagandą głoszoną w czasie wojny w Bośni.
Firmy reklamowe USA pracujące dla obcych klientów muszą zarejestrować ten fakt. Na tej podstawie znaleziono w dokumentach rządu USA, że Ruder Finn otrzymywał od bałkańskich klientów roczne wynagrodzenie wartości milionów dolarów. Inne firmy zatrudnione do propagandy o wojnie w Bośni to Hill and Knowlton oraz Waterman & Associates. Finansowanie przyszło od takich państw jak Arabia Saudyjska, która wg Washington Post z 2.2.96 tylko w l. 1993-1996 przeznaczyła prawie 1 miliard dolarów dla skrajnie prawicowego reżimu nacjonalistycznego w muzułmańskiej Bośni.
W jednym ze słynnych ujęć ITN Penny Marshall podaje rękę przez słynny płot Fikretowi Aliczowi i innym nowym uchodźcom przybyłym do Trnopolja z obozów w Omarskiej i Keratermie. (Zdjęcie z orginalnego filmu ITN za "LM" nr 98 z 1997 r.)

Źródła:

Patrz następny rozdział


NATO na Bałkanach | SPIS TREŚCI