Inkwizycja W Hadze

„Podsumowując stwierdzam, że takiego kryminalnego podejścia i prób przedstawienia ofiary jako sprawcy (tak w stosunku do mojego kraju, narodu jak i mnie samego) nie zanotowano jeszcze w historii.”

Slobodan Miloszewić przed Międzynarodowym Trybunałem Kryminalnym ds. Byłej Jugosławii, 30.01.2002 r.

Świadek, który był gotów zeznawać, że widział osobę oskarżoną, jak porozumiewała się z diabłem, występował w średniowiecznym sądzie w masce lub z kapturem nałożonym na twarz. Tak sąd dociekał prawdy, a świadka chronił przed wzrokiem czarownicy, bo mogłaby się zemścić po spaleniu na stosie. W podobny sposób twórcy reguł i procedur dla nowopowstałego trybunału w Hadze zamierzali chronić tożsamość ofiar i świadków zbrodni wojennych na terenie byłej Jugosławii przed „Serbskim Diabłem” byłym prezydentem Slobodanem Miliszewiciem.

Przed takim trybunałem został postawiony były prezydent Jugosławii, Slobodan Miloszewić, za rzekome zbrodnie podczas wojen bałkańskich od początku lat 1990. Jedną z tych „zbrodni” opisałem w rozdziale pt. Szwindel w Raczaku, inne w ‘Obozy zagłady’ w Bośni oraz w Masakry których nie było. Miloszewić, którego trzykrotnie wybrano w wyborach uważanych za uczciwe nawet przez USA, zrezygnował z prezydentury po wyreżyserowanym przez Zachód przewrocie w Belgradzie 5.10.2000 r. Chciał w ten sposób uniknąć przelewu krwi w akcji prowokacyjnej Piątej Kolumny NATO, której się spodziewał: „W naszej opinii NATO chciało sprowokować wojnę domowę, doprowadzić do rozlewu krwi i bratobójczego zabijania wśród Serbów, co dałoby im pretekst do interwencji.” Dobrowolne zrzeczenie się władzy przez Miloszewicia zaskoczyło architektów Nowego Ładu. Rozeźlona sekretarz stanu USA, Madeleine Albright, nie mogła uwierzyć i zapytała Stevena Erlangera z  New York Times, czy to prawda. „Moje zrzeczenie się popsuło im plany.” – tryumfował Miloszewić w wywiadzie po fakcie.

Nowe elity z premierem Serbii, Zoranem Dzindziciem na czele, wsadziły byłego prezydenta do więzienia za rzekome malwersacje na wielką skalę, które to miały doprowadzić kraj do ruiny. Tymczasem kluczową rolę odegrało tu embargo nałożone ustawą nr 101-513 Kongresu USA z 5.11.1990 r. (patrz: rozdział pt. O prawa człowieka). Sytuacja w byłej Jugosławii pozostaje napięta. W wyborach w 2002 r. w Bośni -Hercegowinie wygrały trzy partie nacjonalistyczne miejscowych Serbów, Chorwatów i Muzułmanów. Wziął w łeb plan Zachodu i NATO założenia wielonarodowościowego państwa pod wodzą Muzułmanów. W Macedonii ekstremiści albańscy dążą do separacji, tak jak przedtem w Kosowie, gdzie pozostała tylko garstka nie-Albańczyków pod ochroną sił pokojowych. Chcąc uratować pozory, NATO wystawiło kozła ofiarnego - Miloszewicia na pokazowym procesie w Hadze.

Belgradzki proces Miloszewicia o ograbienie narodu nie odbył się, bo ten „rzeźnik Bałkanów”, “największy zbrodniarz wojenny po Hitlerze” rzekomo dopuścił się wobec „wolnego świata” poważniejszych zbrodni. Chodziło mianowicie o czystki etniczne i ludobójstwo na Chorwatach, Muzułmanach bośniackich i Albańczykach kosowskich. Do Hagi porwali Miloszewicia zamaskowani agenci Dzindzicia (czytaj: NATO) w dniu Św. Witusa 28.6.2001 r. – drogiej każdemu Serbowi rocznicy bitwy z Turkami na Kosowym Polu w 1389 r., gdzie polegli władcy obu mocarstw. Sługasy propagandy NATO wypisują, że Serbowie przegrali bitwę, podczas gdy napór turecki na Serbów został odroczony o 70 lat dzięki ich męstwu.

Niekonstytucyjna ekstradycja Miloszewicia złamała nakaz sądu Jugosławii. W Nowym Ładzie konstytucje suwerennych państw nie liczą się. Po 7 miesiącach męczących przesłuchiwań w Hadze Miloszewiciowi pozwolono przemówić przed rozpoczęciem procesu w lutym 2002 r.: „...to jest jedyny raz, kiedy mi nie przerwano, pierwszy raz, kiedy mogę coś powiedzieć i wykorzystam każdą sposobność, by powiedzieć publiczności o zbrodni popełnianej przeciw mojemu krajowi.” Miloszewić podsumował „trybunał”, jak widać w cytacie na początku rozdziału. Pełny tekst przemówienia zamieszczam w dodatku.

Wielkie ryby i szprotki

Międzynarodowy Trybunał Kryminalny ds. Byłej Jugosławii (MTK, International Criminal Tribunal for Former Yugoslavia ) powołała w 1993 r. Rada Bezpieczeństwa ONZ wbrew swemu mandatowi i prawu międzynarodowemu. To ciało ONZ nie ma kompetencji prawnych, więc i nie może powołać żadnego trybunału. Sam  wybór siedziby MTK służył zmyleniu. W Hadze działa od 1907 r. międzynarodowy sąd z prawdziwego zdarzenia, więc przeciętny człowiek kojarzy właśnie z nim MTK.

„Matką Trybunału” jest była ambasador USA w ONZ, sekretarz stanu, Madeleine Albright. Pierwsza prezydent MTK, Gabrielle Kirk McDonald, powiedziała 5.4.1999 r.: „Skorzystaliśmy z silnego poparcia zainteresowanych państw i oddanych osób, takich jak sekretarz Albright. Jako stała reprezentantka w ONZ pracowała ona wytrwale nad założeniem  Trybunału. Faktycznie często nazywamy ją ‘matką Trybunału’.”

McDonald wspomniała wkład CEELI (Central and East European Law Initiative of the American Bar Association, www.abanet.org/ceeli/) w powstanie MTK. CEELI jest w sieci rządowych, pół-rządowych i niby prywatnych organizacji, które współpracują nad rozwojem Piątej Kolumny w państwach namierzonych przez USA. Prywatne organizacje humanitarne pozwalają odpowiednio powiązanym strategom neo-imperializmu kierować polityką bez wiedzy opinii publicznej. Grupy są w stanie wykorzystać swój oficjalnie niezależny status w wypowiedziach, raportach i książkach, bez możliwości posądzenia ich o propagandę rządu.  CEELI popiera roszczenia propagandowe USA w sprawie Kosowa. Innym przykładem w obecnym kontekście jest Human Rights Watch.

Interesy polityczne mocarstw zachodnich zeszły się w MTK z europejskimi dążeniami islamu. Wśród pierwszych sponsorów finansowych MTK były dwa państwa muzułmańskie: Pakistan i Malezja. Żaden z prawników wyselekcjonowanych na początku działalności MTK nie pochodził z państwa politycznie czy religijnie przyjaznego Serbom. Pierwszej komisji śledczej MTK przewodniczył żarliwy uczony z Egiptu, nie kto inny tylko muzułmański sunnita (wyznawca jednego z dwu głównych odłamów islamu). Jego raport o zbrodniach wojennych ograniczył się do kawałka Bośni, gdzie kiedyś muzułmanie stanowili większość. Właśnie tam po uzyskaniu państwowości przez Bośnię w kwietniu 1992 r. grupa serbskich maruderów, wielu prosto z więzienia, przekroczyła granicę i siała terror głośno opisywany przez światowe środki przekazu.. Raport sunnity dostarczył MTK długą listę „serbskich zbrodniarzy wojennych”.

MTK miał ścigać gwałcicieli międzynarodowego prawa humanitarnego na terenie byłej Jugosławii, bez względu na narodowość. Stał się jednak narzędziem polityczno-propagandowym USA i NATO. Mimo, że zbrodnie popełniały wszystkie strony w bałkańskich konfliktach, włącznie z NATO, przeważająca większość na ławie oskarżonych w MTK to Serbowie. Szczególnie po nalotach NATO w 1999 r. stało się jasne, że natowskie zbrodnie będą w MTK nietykalne. Artykuł 3 statutu MTK wymienia następujące działania jako „pogwałcenie praw i zwyczajów wojennych”: „stosowanie broni trującej lub broni obliczonej na powodowanie niepotrzebnego cierpienia”, „atak lub bombardowanie w jakikolwiek sposób bezbronnych miast, wsi, domostw lub budynków” itd.

NATO zastosowało w Jugosławii trująco-promieniotwórczą broń uranową (patrz rozdział o tym tytule), okaleczające ludność bomby rozpryskowe oraz bomby grafitowe, które unieszkodliwiły systemy energetyczne kraju. NATO bombardowało zakłady petrochemiczne i chemiczne, wyzwalając tysiące ton substancji trujących i rakotwórczych. NATO atakowało bezbronne miasta, wsie, domostwa i budynki, włącznie ze szkołami i szpitalami. Przywódcy NATO nie stoją jednak przed „trybunałem” w Hadze. Rzecznik NATO, Jamie Shea, pośrednio ujawnił dlaczego. Na konferencji prasowej 17.5.1999 r., w odpowiedzi na pytanie, czy NATO uznaje podległość sędzinie śledczej Louise Arbour w MTK, Shea oświadczył: „Jeśli sędzina Arbour zacznie dochodzenie, to dlatego, że my jej pozwolimy […] Jeśli jej sąd ma mieć dostęp tak jak my chcemy, będzie to dzięki NATO, więc NATO jest sprzymierzeńcem Trybunału. NATO to są ci, którzy zatrzymują dla Trybunału oskarżonych przestępców wojennych w Bośni […] Państwa NATO sfinansowały założenie Trybunału, jesteśmy wśród głównych sponsorów […]  chcemy, aby przestępcy wojenni stanęli przed prawem […]  po zbadaniu faktów przez sędzinę Arbour w Kosowie, będzie ona oskarżała osoby narodowości jugosłowiańskiej i nie spodziewam się innych oskarżeń.”

Sponsorami finansowymi MTK są także: rodzina Rockefellerów, koncern Time-Warner (właściciel sieci CNN, która ma wyłączne prawa transmisji z MTK) i amerykański miliarder George Soros, znany ze spekulacji, które wstrząsają rynkiem międzynarodowym. Soros założył i finansuje Coalition for International Justice, która dostarcza prawników dla MTK. Natomiast Open Society Institute Sorosa zakłada i finansuje grupy-przyczółki penetracji USA w różnych państwach, jest jedną ze stron zbierających dowody dla MTK oraz finansuje w Prisztinie gazetę Wyzwoleńczej Armii Kosowa (WAK), o czym nigdy nie wspomniały środki przekazu. WAK to organizacja terrorystyczna, wspierana przez NATO, albańską mafię i ekstremizm islamski (patrz rozdział pt. Islam wojujący na Bałkanach)..

Procesy w MTK budzą obawy nawet bez znajomości tych powiązań. MTK łączy funkcje oskarżycielskie z sędziowskimi, podważając zasadę niewinności oskarżonego do momentu udowodnienia winy. Ponadto „trybunał” dopuszcza anonimowe osoby i byłych prokuratorów MTK jako świadków oskarżenia (sic!) oraz wykorzystuje służby NATO w brutalnych „polowaniach” na „podejrzanych” nawet w ich własnych krajach. Anonimowy świadek K12 odmówił zeznań, bo był pod presją psychologiczną oskarżycieli MTK. Zamiast usunąć presje, przewodniczący sędzia Richard May autoryzował prywatną rozmowę prokuratora ze świadkiem (wbrew regułom), a gdy to nie pomogło, stwierdził, że K12 obraził sąd! Mimo że wielu świadków złożyło nieprawdopodobne zeznania, żaden nie został ukarany w ten sposób.

Jest niesłychane, że MTK ustanawia własne reguły i procedury. Po przerwie wakacyjnej 2002 r., która zakończyła „kosowskę” fazę procesu Miloszewicia, na początku fazy chorwacko-bośniackiej sędzia May oświadczył, że dopuści świadków niebezpośrednich, co wg niego jest „dopuszczalne w systemie prawa”. Tymczasem prawo określa jako świadka kogoś, kto ma bezpośrednie zrozumienie zdarzeń osobiście przeżytych..Nikogo nie można skazać na podstawie zeznań osób, które dowiedziały się o sądzonej zbrodni ze środków przekazu lub od drugiej osoby. Jednak przed MTK zeznawali dziennikarze o swoich wywiadach z osobami bezpośrednio zaznajomionymi z rzekomymi zbrodniami. Jak Miloszewić może ustalić, czy dziennikarz wiernie przekazał słowa bezpośredniego świadka?

Sędzia May przyjął opinię specjalisty dra Erica Baccarda, że próba „rękawicy parafinowej” (służy do określenia, czy osobnik strzelał z broni palnej) jest nieważna, mimo że dla 37 ofiar rzekomej zbrodni serbskiej dała wynik pozytywny. Jeśli ta decyzja była podyktowana względami prawnymi, w listopadzie 2002 r. Belgradzkie Forum dla Świata Równouprawnionych (Beogradski Forum za Swet Rawnoprawnih) domagało się od sędziego Maya, aby „również przyjął nowoczesne standardy prawne w dziedzinie świadków niebezpośrednich i zadeklarował ich jako niedopuszczalnych.”

Widocznie obawiając się fiaska oskarżenia podobnie jak w kosowskiej fazie procesu Miloszewicia, w drugiej fazie prokurator MTK pozwolił też na zupełnie niedopuszczalną praktykę składania pisemnych zeznań, które potem okazują się niezgodne z ustnymi zeznaniami świadka. „Ta praktyka prokuratorska graniczy z krzywoprzysięstwem” – postulowała  Ljiljana Smajlowić, haska korespondentka belgradzkiego tygodnika NIN. Budzi głęboki niepokój, że sędziowie MTK nie czują się w obowiązku ostrzec lub upomnieć prokuratora za rażące złamanie prawa Miloszewicia do sprawiedliwej rozprawy.

Kanadyjski prawnik Christopher Black z Międzynarodowego Komitetu w Obronie Slobodana Miloszewicia (International Committee in Defence of Slobodan Milosevic) ma takie zdanie o „trybunale”: „Zamiast budować pokój, jest używany do uzasadnienia wojny, więc jest narzędziem wojny.”

Zaś Aleksandar Pawić, korespondent prasowy z Belgradu, podsumował MTK: „To jest sąd [...] który manipuluje sprawiedliwością w celu zamglenia kontekstu konfliktu regionalnego i złapania w swą sieć szprotek, aby odwrócić uwagę od wielkiej ryby, która przecież podżegała płomienie wojenne. Ten ‘sąd’ jest idealnym przykładem, jak użyć prawo jako maczugę władzy politycznej i polityki zagranicznej. Relatywizuje on samą koncepcję prawa. Jest nowoczesną wersją Procesu Kafki [...] Nie ma wątpliwości, że Miloszewić był starej daty komunistą, który użył retoryką nacjonalizmu dla własnych celów i umocnienia władzy [...] że ma współudział (razem z innymi przywódcami bałkańskimi i zachodnimi) w rozpoczęciu krwawej i niszczącej wojny domowej, która rozerwała na kawałki byłą Jugosławię [...] Jednak antykomuniści jugosłowiańscy włącznie z niniejszym autorem uważają, że nie walczyli po to, żeby jeden rodzaj totalitaryzmu został zastąpiony innym, czy to w poszczególnych państwach, czy też globalnie. Bo właściwie rozprawa w Hadze jest procesem pokazowym przypominającym czasy Józefa Stalina.”

Każdy dzień w procesie Miloszewicia dyskredytuje „trybunał”, jego mocodawców i „świadków”. Czasem zdarzają się monumentalne fiaska. Oczywiście nie ma o nich wzmianki w środkach przekazu. Na początku proces transmitowano na cały świat, ale Miloszewić, z wykształcenia prawnik, odwrócił role oskarżonego i prokuratora. Broniąc się sam bez pomocy adwokatów wyznaczonych przez MTK, przedkłada dowody, że to NATO, a nie Jugosłowianie spowodowali zniszczenie jego kraju. CNN szybko zlikwidowało transmisje tłumacząc, że treść procesu była zbyt szokująca. Podobne sceny nigdy przedtem nie ograniczały działalności CNN. To jest dziwne, bo praca MTK  jest tak ważną podporą dla polityki zagranicznej USA, że Ameryka szantażuje inne państwa, aby uznały „trybunał” w Hadze.

Pierwsze fiasko MTK – porwanie ‘świadków’

Pierwszy poważny proces przed MTK dotyczył generała Dziordzi Dziukicia i pułkownika Aleksy Krsmanowicia z armii Republiki Serbskiej w Bośni. Wybitny prawnik jugosłowiański i profesor prawa na Uniwersytecie Belgradzkim dr Kosta Cawoski zaczyna cykl artykułów o MTK słowami: „Jeśli sprawy zaczynają się dobrze, to jest szansa, że się dobrze skończą – i na odwrót.” Wg Cawoskiego sprawa Dziukicia skończyła się dla niego tragicznie, a dla MTK „haniebnie, pozostawiając smutny przykład poważnego pogwałcenia gwarancji i instytucji prawa kryminalnego stosowanego i przestrzeganego we wszystlkich cywilizowanych krajach.”

Oficerów i ich kierowcę porwały 30.1.1996 władze muzułmańskie w Bośni na drodze chronionej przez siły ONZ, IFOR. W momencie „aresztowania” nie popełnili oni przestępstwa, ani nie było nakazu ich zatrzymania. Sąd w Sarajewie ani MTK nie podejrzewały żadnego z nich, ani nie wydały oskarżenia o żadne przestępstwo. Aresztowanie byłoby częścią procesu prawnego, natomiast Dziukicia i Krsmanowicia po prostu porwano w drogowym rozboju w obecności IFOR, po czym uwięziono ich przez 6 dni. Wg prawa Bośni zatrzymanie nie może przekroczyć 72 godzin. Dopiero 6. lutego, po 8 dniach tortur oraz wyczerpania umysłowego wskutek przesłuchiwań trwających czasem do 20 godzin na dobę, Dziukiciowi wręczono nakaz zatrzymania  To wszystko wydarzyło się mimo, że generał ostrzegł, że jest poważnie chory i potrzebuje opieki lekarskiej oraz leków.

Ohydne postępowanie władz bośniackich nie zdziwiłoby, bo w wojnach domowych wzajemna nienawiść prowokuje gorsze zdarzenia. Natomiast niespodzianką było to, że prokurator MTK był gotów złamać i nieprawidłowo zastosować reguły, które sam ustanowił. Do dnia zatrzymania Dziukić i Krsmanowić nie figurowali w dokumentach MTK jako podejrzani czy oskarżeni, mimo że wtedy prokurator MTK zbierał (m. in. z pomocą władz muzułmańskich w Sarajewie) dowody zbrodni w byłej Jugosławii już ponad 2 lata. Sam ten fakt powinien podyktować prokuratorowi Richardowi Goldstone’owi ostrożność, gdy dowiedział się, że dwóch wysokich oficerów serbskich porwano jako podejrzanych o zbrodnie wojenne. Zamiast tego gorliwy Goldstone wszczął 7. lutego sprawę przeciw porwanym i wysłał ekspertów do Sarajewa, sankcjonując bezprawie i rzekome podejrzenia władz muzułmańskich.

Pięć dni później przewieziono porwanych do więzienia MTK jako podejrzanych, co oznaczałoby, że prokurator Goldstone posiadał niezawodne informacje, iż mogli popełnić zbrodnie podlegające działalności MTK. Otrzymane z Sarajewa informacje nie były w ogóle solidne. 30 specjalistów przysłanych na koszt ministerstwa sprawiedliwości USA nie mogło znaleźć w nich nic ważnego. Dopiero wtedy Goldstone zdał sobie sprawę, że popełnił błąd oraz pogwałcił reguły MTK. Trybunał w Hadze ma takie same uprawnienia jak sądy państwowe w ściganiu osób, które poważnie pogwałciły międzynarodowe prawo humanitarne. MTK może zastąpić sąd państwowy tylko po zażądaniu od niego, by przekazał swe kompetencje do Hagi. Ponieważ sąd sarajewski wszczął już proces przeciw Dziukiciowi i Krsmanowiciowi, przed wystosowaniem oskarżeń 7.2.1996 Goldstone powinien był zwrócić się do izby sądowej MTK o przekazanie kompetencji z sądu państwowego w Sarajewie. Dopiero po autoryzacji przez sąd Bośni-Hercegowiny prokurator MTK mógłby wszcząć dochodzenie i zwrócić się o przekazanie podejrzanych do Hagi.

Wydanie oskarżenia w MTK przeciw Dziukiciowi i Krsmanowiciowi 7.2.1996 stanowiło nowe i poważne złamanie reguł „trybunału”. Co gorsze, wykroczenie Goldstone’a usankcjonował sędzia MTK, Adolphus Godwin Karibi-Whyte przyjmując akt oskarżenia i podpisując nakaz aresztowania z pełną świadomością, że nie było formalnego przekazu kompetencji sądowej z Sarajewa do Hagi. Prokurator i niektórzy z sędziów MTK nie wykazali najmniejszego poszanowania reguł – podstawy ich pracy.

Oskarżenia miały poza tym niedopuszczalne błędy. Nie wykazano odpowiedzialności gen. Dziukicia za rzekome zbrodnie. Był jedynie zastępcą głównodowodzącego zaopatrzenia jednostek, ale wg oskarżenia MTK „wspólnie z innymi planował, przygotowywał lub pomagał w akcjach i działaniach armii serbskiej w Bośni i jej sprzymierzonych” od maja 1992 r. do grudnia 1995 r., kiedy to „siły zbrojne Serbów bośniackich w Sarajewie rozmyślnie, dowolnie i powszechnie oraz systematycznie bombardowały cele cywilne o żadnym znaczeniu wojskowym w celu zabijania, ranienia, terroru i demoralizacji ludności cywilnej Sarajewa”. Akt oskarżenia nie zawierał dowodu, na podstawie którego możnaby ustalić związek przyczynowy między czynami oskarżonego a skutkami zakwalifikowanymi jako zbrodnie. Zamiast tego próbowano „udowodnić”, że gen. Dziukić, zastępca dowódcy zaopatrzenia wojsk, był bezpośrednio odpowiedzialny za wszystkie działania na froncie otaczającym Sarajewo.  Prokurator nie wyszczególnił dat bombardowań w oskarżeniu. Inaczej gen. Dziukić miałby idealne alibi. W wymienionym okresie był na leczeniu w szpitalu wojskowej akademii medycznej w Belgradzie.

Podobnie niekompletne i niedokładne oskarżenia możnaby wypisać taśmowo przeciw tysiącom wojskowych serbskich po prostu wstawiając ich nazwiska na blankiecie. W cywilizowanych państwach takie praktyki nie istnieją. Równie prymitywne były dowody przeciw gen. Dziukiciowi. Opierały się na przeglądzie struktur organizacyjnych władzy cywilnej i wojskowej w Republice Serbskiej w Bośni oraz wewnętrznej organizacji wybranych partii politycznych, włącznie z partią Arkana (Zeljko Raznjatowicia). Szczególnie niespodziewane były dane odnośnie prezydenta Republiki Serbskiej Radowana Karadzicia i dowódcy armii Republiki Serbskiej gen. Ratko Mladicia oraz zarzucanej im działalności. Chyba ktoś w MTK zerżnął część tekstu z oskarżeń Karadzicia i Mladicia, także przygotowanych przez Goldstone’a. Tabele dat zarzucanych Dziukiciowi bombardowań nie podawały źródeł ani wiarygodności. Mogły równie dobrze pochodzić z doniesień prasowych.

Goldstone zatrzymał i oskarżył gen. Dziukicia na podstawie nieprzekonywujących danych, mimo że wiedział, iż mogło to się skończyć dla generała dożywociem. Prof. dr Cawoski trafnie skomentował: „Tym samym prokurator Goldstone dał do zrozumienia, że Serbowie bośniaccy należą do specjalnej kategorii prawnej w myśl reguły Królowej Serc z Alicji w Krainie Czarów: ‘Najpierw skazać, potem sądzić’.” Błąd był podwójny (wszczęcie procesu i sprowadzenie podejrzanych bez autoryzacji MTK i sądu sarajewskiego), więc aby ocalić swą skórę, prokurator Goldstone sfałszował fakty, zresztą z niemałą pomocą francuskiego sędzi w MTK, Claude Jorda’ego. Dwa tygodnie po oficjalnym ogłoszeniu przez Goldstone’a, że Dziukić i Krsmanowić są „podejrzani o poważne pogwałcenie międzynarodowego prawa humanitarnego podczas konfliktu w byłej Jugosławii”, 28.2.1996 ich status niespodziewanie zmienił się na „potencjalnych świadków”.

Zmianą statusu Status więźniów było najwygodniej ukryć fatalne pomyłki prokuratora Goldstone’a. Powołanie świadków do Hagi nie wymagało wniosku o przekazanie kompetencji przez sąd państwowy, ani autoryzacji z sądu w Sarajewie. Tak więc porwano Dziukicia i Krsmanowicia i wystawiono przeciw nim formalne dochodzenie kryminalne w Sarajewie po to tylko, by w kajdankach przewieźć ich do więzienia w Hadze niby jako świadków. „Tym samym prokurator i sędziowie ‘wzbogacili’ międzynarodową praktykę prawa kryminalnego przez wprowadzenie zapobiegawczego aresztu świadków – coś nieznanego w jakimkolwiek cywilizowanym prawodawstwie kryminalnym.” – szydzi Cawoski w jednym ze swoich artykułów o sprawie. Świadka można siłą sprowadzić do sądu jedynie jeśli nie odpowie na wezwanie lub nie usprawiedliwi nieobecności.

Humanitarny gest – drugie fiasko

Prokurator Goldstone wiedział, że przedstawione „fakty” były puste. Miał jednak nadzieję, że gdy nadejdzie czas rozprawy (którą ciągle odraczano) znajdzie się coś przekonywującego lub oskarżony (o złym stanie zdrowia) pójdzie na „współpracę” jako świadek z MTK, uprawomacniając tym samym swą obecność w Hadze. Kiedy te nadzieje spaliły na panewce, Goldstone zaproponował wycofać oskarżenie. Zamiast publicznie przyznać się do braku dowodów, próbował pokazać swoją wspaniałomyślność i humanitaryzm. Chociaż wiedział od początku o nieuleczalnej chorobie generała,  dopiero teraz poczuł się w obowiązku poinformować „trybunał”, że zgodnie z opinią lekarzy Dziukić cierpi na nieuleczalnego raka, który przeniósł się na rdzeń kręgowy i inne organy. Żeby zachować twarz, Goldstone wyraził nadzieję, że wycofanie oskarżenia nie przeszkodzi jego „prawu pozwania oskarżonego w przyszłości za te same zbrodnie”, jeśli stan zdrowia generała się polepszy.

Jeśli Goldstone byłby choć trochę odpowiedzialny i miał odrobinę współczucia, zapytałby swoje sumienie, czy porwanie, długie i wyczerpujące siły „przesłuchiwania” i tortury w muzułmańskim więzieniu w Sarajewie oraz oskarżenie generała Dziukicia przez MTK nie wpłynęły na pogorszenie jego już i tak złego stanu zdrowia. Czy generał Dziukić nie pożyłby dłużej, gdyby nie maltretowanie, utrata wolności i bezpodstawne oskarżenie? Za to Goldstone zimno napomknął, że oskarżony chyba nie przeżyłby procesu, a nawet gdyby przetrwał, to postępujące pogarszanie jego zdrowia nie pozwoliłoby mu na skuteczny udział w obronie, więc proces byłby niesprawiedliwy.

Obrońcy Milan Wujin i Toma Fila  natychmiast zaprotestowali przeciw próbie umycia rąk przez pokuratora pod pretekstem humanizmu. Zażądali bezwarunkowego zwolnienia gen. Dziukicia z powodu braku dowodów winy i ostrzegli, że każde inne rozwiązanie pozostawiłoby cień podejrzenia o popełnienie zbrodni wojennych, co uszkodziłoby dobre imię i honor generała. Zamieszany w malwersacje sprawy Dziukicia sędzia Claude Jorda od razu wyczuł konflikt z regułą MTK, która mówi, że prokurator może wycofać oskarżenie pod warunkiem jednoczesnego zwolnienia całej izby sędziowskiej, która je zatwierdziła. Poza tym wycofanie oskarżenia znaczyłoby, że nie ma ono podstaw, więc nie powinno nigdy być wystawione. Bezwarunkowe zwolnienie Dziukicia oznaczałoby, że nie można go znowu oskarżyć o te same zbrodnie, kiedy powróciłby do zdrowia.

Izba sędziowska próbowała znaleźć wyjście z dylematu, by przynajmniej tymczasowo ocalić reputację MTK i jego prokuratora. Zdecydowano zwolnić Dziukicia ze względu na stan jego zdrowia i brak odpowiedniej opieki lekarskiej w węzieniu, pozostawiając oskarżenie w mocy. Decyzja złamała następną regułę MTK, bo tymczasowe zwolnienie oskarżonego może nastąpić tylko wyjątkowo, po konsultacji z rządem Holandii (państwo siedziby MTK) i Jugosławii (dokąd Dziukić by się udał po zwolnieniu). W pogoni za sensowym wyjściem z embarasującej sytuacji MTK zapomniał skonsultować oba rządy. Sprawa generała Dziordzi Dziukicia skończyła się więc tak, jak się rozpoczęła – sromotnym złamaniem cywilizowanych reguł prawnych

Prokurator i sędziowie MTK przegrali moralnie i profesjonalnie, ale mieli satysfakcję, że skrócili życie gen. Dziukicia. Dr Iwkowić (cytowany w Nasza Borba z 9.2.1996), który opiekował się Dziukiciem podczas jego ostatnich dni oświadczył, że „niewystarczające leczenie i terapia w więzieniu i szpitalu MTK spowodowały nagłe pogorszenie stanu zdrowia generała”. Dziukić był po operacji trzustki, a mimo to podawano mu słone i tłuste jedzenie. Śmierć przyszła bardzo szybko. Już 18.5.1996 generał Dziordzia Dziukić odszedł.

„Co na pierwszy rzut oka wyglądałoby na niezręcze i naiwne postępowanie prawników, w zasadzie i skutkach było diabelskim podstępem. Zmieniając status więźniów z oskarżonych na świadków, prokurator Goldstone praktycznie „zaproponował” im, by zeznawali przeciw innym w zamian za zwolnienie z oskarżenia. To był rodzaj szantażu i wymuszenia.” – ocenił „procesy” Dziukicia i Krsmanowicia dr Cawoski. Prokurator zapewne wiedział, że tego rodzaju „zeznania” byłyby niewiarygodne z prawnego punktu widzenia. Mirko Klarin pisał z Brukseli w Naszej Borbie z 1.3.1996, że przewodniczący izby sędziowskiej Claude Jorda kilkakrotnie pytał Dziukicia i jego obrońców, czy zdają sobie sprawę, że jeśli oskarżony „dobrowolnie” nie wystąpi jako świadek w MTK, powróci do muzułmańskiego Sarajewa, gdzie jego jedyną nadzieją będzie wyrok śmierci za współudział w ludobójstwie, nie mówiąc o poniewieraniu i torturach, z czego słyną więzienia muzułmanów bośniackich.

Wobec odmowy obu oficerów, by „współpracowali” z MTK jako świadkowie przeciw swoim zwierzchnikom, prokurator Goldstone zdecydował rozdzielić losy obu więźniów zwracając Krsmanowicia do więzienia w Sarajewie. Ten diabelski manewr nie miał sensu, bo jeśli gen. Dziukić popełnił zbrodnie zaopatrując wojsko, które bombardowało cele cywilne, płk. Krsmanowić, który posyłał otrzymane od Dziukicia zaopatrzenie do baterii dział na wzgórzach wokół Sarajewa, powinien odpowiadać za takież zbrodnie. Jaki więc był cel rozdzielenia oficerów? Miał służyć jako odstraszający przykład kary dla innych w przyszłości, którym MTK łaskawie zaproponowałby „współpracę”. Dlatego płk. Krsmanowicia od razu odesłano do Sarajewa, mimo że prokurator i sędziowie bardzo dobrze wiedzieli, co tam czeka ich „świadka”, którego za nic nie mogliby oskarżyć w Hadze. Z tego samego powodu gen. Dziukiciowi, pierwszemu oficerowi wysokiej rangi w armii serbskiej, jaki się napatoczył MTK, patetyczny „trybunał” wystawił oskarżenie, najwidoczniej licząc, że załamie się i zacznie „sypać” swoich przełożonych, tym bardziej, że miał słabe zdrowie.

Prokurator wcale się nie przejął nieludzkim potraktowaniem obu oficerów. Wszystkie chwyty są dozwolone w egzekwowaniu prawa przez instytucje jak średniowieczna inkwizycja, MTK czy stalinowskie trybunały. Dlatego generał Dziordzie Dziukowić i pułkownik Aleksa Krsmanowić zapisali się złotymi zgłoskami w grubych tomach martyrologii serbskiej, a nazwisko prokuratora MTK Richarda Goldstone’a (w tłumaczeniu „złoty kamień”) przeszło do kloak historii.

Już zostali skazani

MTK więzi oskarżonych w byłym więzieniu Gestapo, gdzie za okupacji hitlerowskiej członek holenderskiego ruchu oporu wyrył na kamieniu: „W tym więzieniu nie ma kryminalistów, tylko chwała Holandii.” Warunki, w jakich przebywają oskarżeni z Jugosławii są takie, jakby już zostali oni skazani: trzymani w celach pod stałą obserwacją, ich poczta jest sprawdzana, rozmowy telefoniczne podsłuchiwane, kontakt z rodziną na własny koszt, wizyty ograniczone, słuchanie radia i oglądanie telewizji ograniczone. Miloszewicia trzymano czasem pod światłem lamp całą dobę. Nie wolno mu korzystać z Internetu czy biblioteki, ma tylko płatny telefon koło celi. Kilku więźniów zmarło, a mimo to Amnesty International i Human Rights Watch nie przeprowadziły dochodzeń.

Miloszewiciowi nie wolno było widzieć się z zaufanymi doradcami. Nawet holenderski koordynator obrony Miloszewicia, Nico Varkevisser, nie dostał pozwolenia. Z Miloszewiciem mogą widzieć się tylko ci prawnicy, którzy mieliby „dobry wpływ” na więźnia. Mecenas Black oświadczył w liście do National Post z 14.3.2002 r.: „Żaden z nas w grupie prawników próbujących mu pomóc nie dostał zezwolenia na zaufaną poradę, oprócz Ramsaya Clarka, któremu pozwolono na jedną wizytę, ale straż w byłym więzieniu Gestapo w Scheveningen zabrała mu dokumenty przeznaczone dla pana Miloszewicia [...] Dokumenty wysłane do niego znikły w kilku przypadkach. Tajna policja ingerowała w przygotowania do konferencji prasowych. Rzucono mu pod nogi każdą przeszkodę, by udaremnić otrzymanie potrzebnych mu konsultacji, należnych nawet zwykłemu złodziejowi [...] To jest skandal na skalę światową, a jednak prasa zachodnia zupełnie odmówiła poinformowania o tym opinii publicznej, mimo naszych wielokrotnych apeli.”

Jeszcze bardziej skandaliczne jest stosowanie subtelnych tortur. 26 jugosłowiańskich profesorów medycyny zaapelowało w październiku 2002 r. do sekretarza generalnego ONZ Kofi Annana, do Rady Bezpieczeństwa ONZ oraz do Claude Jorda i Richarda Maya w MTK. Powołując się na przysięgę Hipokratesa (o której widocznie zapomnieli medycy MTK), profesorowie domagali się położenia kresu „fizycznemu i psychicznemu wymęczaniu, którego celem jest pogorszenie stanu zdrowia oskarżonego. Miloszewić spędzał na sali sądowej 7,5 godzin dziennie i musi być w budynku MTK godzinę przed i godzinę po rozprawie. Apel żądał 4 dni wolnego po każdych 2 tygodniach rozpraw oraz ograniczenia rozpraw do 4 godz. dziennie, co obok przygotowań do procesu dałoby oskarżonemu czas na spacer i relaksację, których był pozbawiony. Prokurator dostarczał Miloszewiciowi ogrom materiałów do studiowania przed przebadaniem każdego nowego świadka oraz w ostatniej chwili zmieniał kolejność występowania świadków, co wymaga wielkiego dodatkowego wysiłku od oskarżonego.

Stan zdrowia Miloszewicia był wtedy nienajlepszy. Mając uszkodzone serce, miewał bardzo wysokie ciśnienie, które mogłoby doprowadzić do ataku serca lub wylewu, więc wymagały opieki kardiologicznej. Sędzia Richard May oświadczył na sali sądowej 26.7.2002: „Otrzymaliśmy raport lekarski, który wnioskuje, że oskarżony ma poważne schorzenie układu krążenia, wymagające szczególnej obserwacji. Autorzy raportu zalecają zmniejszenie obciążenia zajęciami w niniejszym procesie i leczenie przez kardiologa.” Zamiast tego MTK przedłużył codzienny czas rozprawy o 3 godziny. Po powrocie do więzienia Miloszewić miał tylko czas albo na krótki spacer albo na kolację. Okna w jego celi były hermetycznie zamknięte, a.powietrze tak zanieczyszczone, że odwiedzająca go żona mówiła o białym kurzu na jej butach po 2-godzinnej wizycie. Na dodatek karmiono go tłustym jedzeniem niskiej jakości zamiast dietą warzywną zalecaną dla pacjentów z jego chorobą.

Międzynarodowe prawo humanitarne zabrania odmawiania niezbędnego leczenia choremu więźniowi. Sympatycy Miloszewicia uważali, że pogarszając warunki bytu MTK celowo próbowało nadwyrężyć oskarżonego, licząc na jego śmierć od zawału lub wylewu. To rozwiązałoby problem, że Miloszewić wygrywa z NATO. Rzecznicy Jared Israel i Wladimir Krsljanin z międzynarodowego komitetu w obronie Miloszewicia oświadczyli 3.11.2002: „Pokazowy proces przed „trybunałem” w Hadze nie udał się sromotnie. Slobodan Miloszewić tak dokumentnie pokonał ten natowski „sąd”, że zależne od NATO środki przekazu wyeliminowały praktycznie wszystkie relacje prasowe i telewizyjne z procesu. Nie może być „pokazówki”, bo Miloszewić jest błyskotliwy, a oni kłamią, więc próbują pokonać pana Miloszewicia w sposób dla nich najbardziej naturalny – przez zamordowanie go.”

Dzień przedtem stołeczna gazeta kanadyjska Ottawa Citizen doniosła: „Wczoraj odroczono proces byłego przywódcy serbskiego Slobodana Miloszewicia o zbrodnie wojenne, po tym jak oskarżony poskarżył się o wyczerpaniu, co wzbudziło obawy, że sprawa może nie zakończyć się w wyznaczonym czasie. Pan Miloszewić […] cierpi na serce i wysokie ciśnienie oraz miał kilka ataków grypy.”

Od lutego do grudnia 2002 r. zły stan zdrowia oskarżonego przerwał cztery sesje trybunału, w sumie 31 dni roboczych. Tzw. amici curiae, czyli mecenasi powołani przez MTK na rzecz oskarżonego zasugerowali odroczenie sprawy o rok, by dać byłemu prezydentowi Jugosławii szansę powrotu do zdrowia. Wobec braku decyzji trybunału, rosyjska Duma uchwaliła jednogłośnie 11.12.2002 r., że „więzień polityczny Slobodan Miloszewić”, zgodnie z poprzednimi rezolucjami rosyjskiego parlamentu, krytykującymi MTK za gwałcenie norm międzynarodowego prawa humanitarnego i za polityczny charakter procesów, musi zostać poddany właściwym badaniom lekarskim przez lekarzy jugosłowiańskich i innych specjalistów. Duma zażądała od swego rządu, by wysłał do Hagi wysoko kwalifikowanych lekarzy rosyjskich na przebadanie Miloszewicia.

N-te fiasko MTK, chwała Serbii

Do największych upokorzeń „trybunału” należą zeznania Rade Markowicia, byłego szefa bezpieki Serbii, którego sprowadzono do Hagi z więzienia belgradzkiego, gdzie spędził 17 miesięcy. MTK zapewne zakładał, że świadek poprze oskarżenie, więc zachował go jako ostatni gwóźdź do trumny Miloszewicia przed rozejściem się prokuratorów, sędziów i urzędasów na przerwę letnią. A jednak stało się odwrotnie, co niezależni obserwatorzy nazwali „śmiertelnym ciosem w trybunał”.

Markowić zeznał, że rząd Miloszewicia nie próbował wypędzić Albańczyków kosowskich podczas nalotów NATO, a przeciwnie: „Powiedziałem [miejscowym władzom], że rozkaz prezydenta nakazuje wstrzymać odpływ uchodźców .” Rząd Miloszewicia był również bezwzględny co do zbrodni nienawiści wobec Albańczyków, o czym świadczy wystosowanie  „ponad 200 oskarżeń przeciw członkom policji i chyba tyle samo w armii” (oba cytaty: Associated Press z 26.7.2002 r.). Niektóre środki przekazu umniejszyły znaczenie zeznań Markowicia. Wcześniej zeznał on, że od 1997 r. Miloszewić nie miał bezpośredniej, codziennej władzy nad bezpieką. To zeznanie prasa zniekształciła.

Natomiast żadna telewizja ani gazeta nie przekazała największej sensacji: W trakcie przesłuchania prowadzonego przez Miloszewicia 26.7.2002 r., Markowić zeznał, że w więzieniu w Belgradzie zmuszono go torturami do złożenia fałszywych zeznań przeciw Miloszewiciowi i że obecna tajna policja w Belgradzie, która ściśle współpracuje z MTK zaproponowała mu zmianę nazwiska i wygodne życie z rodziną za granicą, jeśli skłamie w procesie Miloszewicia. Pewnego dnia przyszli do niego nowy minister spraw wewnętrznych Serbii, Mihailowić i jego podwładny, szef bezpieki, Petrowić z grupą tajniaków. Wbrew prawu zabrali go z więzienia na prywatną kolację, gdzie zaproponowali mu nowe życie i koniec tortur, jeśli złoży fałszywe zeznania. To może tłumaczyć, dlaczego MTK miało powody wierzyć, że Markowić jest „ich” świadkiem.

Zdumiony prokurator MTK, Jeffrey Nice, poprosił sędziego Maya, by przerwał zeznania Markowicia. May oponował pod adresem świadka: „Mówimy teraz o Kosowie.,  Wwięc zdaniem MTK torturowanie Markowicia, by złożył fałszywe świadectwo (o roli Miloszewicia w Kosowie!) jest nieistotne dla sprawy.

Środki przekazu zrelacjonowały kłamstwa, zamiast wyeksponować tortury i przekupstwo. Dick Dicker z Human Rights Watch (wg niezależnych obserwatorów praktycznie dyryguje on „trybunałem”) powiedział Agence France Presse 16.7.2002 r., że zeznania Markowicia „nie są wiarygodne”. Jeśli rzeczywiście Markowić nie byłby wiarygodny, po co MTK powołało go, do tego jako ostatniego przed przerwą wakacyjną? Reakcja sędziego Maya wymownie świadczy właśnie o wiarygodności Markowicia. Zamiast przeprowadzić natychmiastowe śledztwo i chronić świadka zgodnie z podstawowymi wymogami prawa, „sędzia” May zalecił Markowiciowi, by nie marnował czasu na nieistotne rzeczy. 

Dlaczego Dicker z organizacji Czuwanie nad Prawami Człowieka nie domaga się dochodzenia w sprawie torturowania Markowicia? Jeśli wie, że Markowić kłamie, dlaczego nie podzieli się tą wiedzą?

Składając zeznania, Markowić ryzykował dalsze tortury i śmierć. A co zyskał? Dobrą posadę u Miloszewicia? Dobre traktowanie rodziny w Belgradzie opanowanym przez NATO i zachodnie tajne agencje? Zeznając Rade Markowić nie miał absolutnie nic do wygrania, a wszystko do stracenia. Jego postawa w Hadze prześcignęła wiarygodność. Była wspaniała, chwalebna. A tego natowska klika boi się najbardziej.

Nadużycie władzy

Przed MTK wystąpiła parada niegodziwych „świadków”. Niektórzy są z rządów państw NATO albo z organizacji powiązanych z NATO. Inni popierali albo byli terrorystami WAK (patrz dwa ostatnie podrozdziały w Szwindel w Raczaku.) Dlaczego nie znalazł się jeszcze świadek serbski, który dobrowolnie i uczciwie wyznałby, że zabijał bezbronnych z rozkazu Miloszewicia?

Prokurator MTK próbował obwinić Miloszewicia i siły bezpieczeństwa Jugosławii za zbrodnie NATO, np. zbombardowanie więzienia Dubrawa czy uchodźców albańskich w Bistrezinie i Meji. Aby ocalić NATO, strona oskarżająca powołała fałszywych świadków, np. Musę Krasniqi’ego i Gani Baqaj’ego. Obaj byli skazani przedtem za akt terroru w Kosowie za obecności wojsk pokojowych. To jest niewątpliwie nadużycie władzy przez prokuratorów i powód, by uznać proces za fałszywy.

Miloszewić starł się z prezydentem Chorwacji Stjepanem Mesiciem (AFP, Reuters, AP i BBC z 2.10.2002 r.), oskarżając go o rozkaz wyrzucania i masakr Serbów w 1995 r., kiedy to setki tysięcy Serbów musiały wynieść się z Chorwacji, szczególnie z Krajiny, wskutek eksterminacyjnych działań o nazwie „Burza”. Obaj zgodzli się, że winni zbrodni muszą stanąć przed prawem. Mesić zatryumfował: „Ale to nie ja jestem sądzony.” „W tym sęk!” - odparł Miloszewić, który nazwał Mesicia „chorwackim faszystą” i obwinił go za wzniecenie nacjonalizmu wśród Chorwatów i rozłam federacji Jugosławii.

Natomiast Mesić twierdził, że Miloszewić po objęciu dowództwa armii w 1991 r. metodycznie wypierał do 1995 r. mniejszości z terenów zamieszkałych przez większość serbską w Bośni -Hercegowinie: „Armia robiła, co jej nakazywał reżim Miloszewicia – dążyła do stworzenia Wielkiej Serbii.” „Jeśli ja miałbym władzę nad armią, Jugosławia nie rozpadłaby się” – odparł Miloszewić i przypomniał, że Mesić napisał książkę pt. Jak obaliliśmy Jugosławię. Następnie Miloszewić pokazał mapę Chorwacji z naniesionymi 221 obozami dla Serbów w latach 1991-1996.

Wbrew kompetencjom MTK i zakresowi procesu, sędzia May zajął stanowisko odnośnie winnych rozłamu Jugosławii: „Izba Sądowa zadecyduje o tym.” Nawet gdyby ta kwestia była tematem „procesu”, Mesić wyjaśnił już , kto był winny. W trakcie zeznań obciążających Miloszewicia za rozłam, Mesić oznajmił przed MTK 10.10.2002, że on i prezydent Słowenii, Kucan, byli zwolennikami luźnej federacji, a Miloszewić chciał mocnej federacji Jugoslawii: „W tej sytuacji [Chorwacja i Słowenia] zdecydowały odejść, odłączyć się.” Jak Miloszewić mógł być za zjednoczoną Jugosławią i jednocześnie dążył do jej rozłamu?

Mesić był pierwszą głową państwa - świadkiem w MTK. Wystąpienie zbiegło się z odmową wydania emerytowanego generała chorwackiego Janko Bobetko do MTK. Rząd Chorwacji uważa działania przeciw Serbom za walkę narodu o wolność, a nie za czystki etniczne.

Emerytowany obecnie niemiecki generał, Klaus Naumann, autoryzował w dowództwie NATO bombardowanie celów w śródmieściu Belgradu w 1999 r., więc chyba także rezydencji Miloszewicia i stacji telewizyjnej jego córki. MTK dopuścił tego przestępcę wojennego i potencjalnego mordercę Miloszewicia do zeznań przeciw oskarżonemu. 25.10.1998 r. na spotkaniu w obecności gen. Wesleya Clarka, Miloszewić podzielił się z nimi swoją ideą rozwiązania kwestii kosowskiej: „Zrobimy to samo, co w Drenicy w 1945 czy 1946 r.” Te słowa padły tuż po podpisaniu umowy regulującej napiętą sytuację w Kosowie, więc Naumann i Clark byli ciekawi, co się zdarzyło w Drenicy. „Zebraliśmy ich i rozstrzelaliśmy.” – odpowiedział Miloszewić. Wg Naumanna chodziło o rozstrzelanie wielu cywilów i Miloszewić miał to zrobić wiosną 1999 r.

Miloszewić próbował wyjaśnić to posądzenie, ale May przerywał jego wyjaśnienia historyczne. Miloszewić zapytał świadka: „Jak to możliwe, że ktoś, kto przed 5 minutami podpisał umowę (po której, jak pan Naumann twierdzi, wszyscy odetchnęli) mógł powiedzieć, iż nie ma zamiaru dostosować się do tej umowy, tylko wszystkich zabije?” Ponieważ Naumann zeznawał pod przysięgą, jego odpowiedź świadczy o krzywoprzysięstwie lub utracie pamięci: „Nie mam wątpliwości, że [Miloszewić] to powiedział, a wielokrotnie przebadałem siebie i swą pamięć – znaną, muszę dodać, w całej armii niemieckiej jako bardzo dobrą.”

Po kilku nadaremnych próbach wyjaśnienia okoliczności rozstrzelań w Drenicy po II wojnie światowej, May odebrał głos Miloszewiciowi. Wydawało się, że oskarżony przegrał niesłusznie. Przez kilka lat po wojnie armia Jugosławii zwalczała w okolicach Drenicy nie albańską ludność cywilną, tylko bandy albańskich hitlerowców – Balistów. Obecny na spotkaniu z Miloszewiciem gen. Clark wspominał we Frontline z 14.11.2001r.: „[Miloszewić] powiedział nam, że wie, jak poradzić sobie z Albańczykami. Z Albańczykami, których nazwał ‘mordercami i bandytami’ poradzono sobie w 1946 r. ‘zabijając ich wszystkich – choć trwało to kilka lat, zabiliśmy ich wszystkich’.” W swej książce z 2001 r. gen. Clark wspomina spotkanie z Miloszewiciem podobnie.

Obaj generałowie, wydaje się, nie rozumieją, że faszystowskiego wroga, przeciw któremu toczyła się najokrutniejsza w skutkach wojna światowa trzeba zniszczyć, szczególnie, że nie schował pazurów po upadku Hitlera. Ale czego można spodziewać się po eminencji natowskiej?

Rykoszet

Washington Times z 22.4.2002 podał nieprawdopodobną wiadomość. Luka Misetić, obrońca chorwackiego generała Ante Gotowiny oskarżonego przed MTK o zbrodnie wojenne w działaniach „Burza” w 1995 r., oświadczył, że ponieważ USA zatwierdziło i poparło „Burzę”, proces przeciwko Gotowinie może prowadzić do oskarżenia Clintona i innych wysokich amerykańskich osobistości o dowództwo działań, podczas których popełniono zbrodnie wojenne. Bob Djurdjevic z Truth in Media skomentował z ironią: „Najlepszym obrońcą poszkodowanych Serbów okazuje się teraz ich uprzedni chorwacki  prześladowca.”

Oświadczenie Miseticia było chyba obliczone na polityczne rozwiązanie sprawy jego klienta przez postraszenie administracji amerykańskiej. Misetić powiedział Washington Times: „Teorię przeciw Gotowinie można teraz zastosować przeciwko Clintonowi, przeciw [zastępcy sekretarza stanu] Holbrookowi i tak dalej aż do samego dołu łańcucha dowodzenia USA. Zgodnie z logiką oskarżenia osoby te powinny także stanąć przed trybunałem, bo wiedziały o szykowanym ataku i dały zielone światło.”

Wg Florence Hartmann, rzeczniczki naczelnej prokurator MTK, Carli del Ponte, trybunał nie kwestionował słuszności działań armii chorwackiej, tylko okrucieństwa indywidualnych żołnierzy podległych gen. Gotowinie: „Nie oskarżamy ‘Burzy’, tylko zbrodnie popełnione podczas jej wykonania i po.”  Na pytanie, czy prokurator MTK planuje wystosowanie oskarżeń przeciw Clintonowi lub innym osobistościom w administracji USA, Hartmann odpowiedziała: „Nie ma dowodów uzasadniających posądzenia przez prawników gen. Gotowiny.” Misetić odrzucił komentarz Hartmannowej jako „rażącą hipokryzję”.

Kto to jest Hartmann? Obywatelka Francji, była korespondentka Le Monde w Belgradzie, znana z nienawiści do Serbów, żona Chorwata ze Sremu (zachodnia dzielnica Serbii przy granicy z Chorwacją). Djurdjevic pisze: „Hartmann ‘wyróżniła się’ jako jedna z niewielu reporterów, którym rząd Jugosławii odmówił wizy.” Wg belgradzkiego magazynu Ilustrowana Politika z 24.2.2001 zachowywała się ona na codziennych prasówkach jak „zagniewany Smurf” mówiąc: „Rząd Jugosławii nie może opóźniać ekstradykcji osób oskarżonych o zbrodnie wojenne […]   Jeśli nie będzie kooperacji w najbliższym czasie, zażądamy wznowienia sankcji gospodarczych przeciw Jugosławii. Niektóre z sankcji zniesiono tylko po to, żeby zobaczyć, co zrobi nowy rząd.”

Dr Marisa Marie Matei z paryskiego Teleobjektif napisała w tym czasie list otwarty do prasy serbskiej: „Jak to możliwe, że nikt nie pofatygował się zbadać metod pracy Florence Hartmann-Domankusic, gdy była korespondentką Le Monde w Belgradzie? Można ocenić jej obiektywność i neutralnóść, a więc i jaki jest MTK, na podstawie jej artykułów o Gospicu i Wukowarze (miasto w Chorwacji z 67-procentową większością serbską przed zagarniąciem przez Chorwata Tomislawa Mercepa) przed bombardowaniami oraz o miejscowościach Marin Selo, Pakracka Poljana i Paulin Dwor... podczas gdy przeszukiwała Wojwodinę ze szkłem powiększającym, aby znaleźć gdzieś jakąś chorwacką ofiarę. A gdy ją znalazła, pokazywała ją wszystkim kolegom – zagranicznym reporterom, których spotykała i którym „towarzyszyła” regularnie na lotnisku w Belgradzie po otrzymaniu informacji o ich przylocie od swego męża, jednego z dyrektorów lotniska.”

Akta dotyczące mordowania Serbów w Gospicu w 1991 r. wyparowały z archiwów MTK , gdy  Hartmann-Domankusic została asystentem prasowym Carli del Ponte. Na Zachodzie wywiązywanie się z obowiązków w poprzedniej pracy rzutuje na dalszą karierę. Mąż Hartmannowej, Emil Domankusić, jest synem gen. Stjepana Domankusicia ze Slobodnicy k. Slawonskiego Brodu w Chorwacji, który był zastąpcą szefa wydziału bezpieczeństwa Państwowej Rady Obrony  w komunistycznej Jugosławii. Jako oficer kontrwywiadu był znany w pewnych kręgach pod pseudonimem Omega.

Marcowe rocznice

W marcu 1999 r. NATO rozpoczęło naloty na Jugosławię. W marcu 2000 r. rząd Serbii pod wodzą Dzindzicia aresztował Miloszewicia. Pod groźbą zaprzestania pomocy gospodarczej przez USA, ministerstwo sprawiedliwości Republiki Serbii w Jugosławii wydało 31.3 2001 nakaz aresztowania 4 wysokich urzędników byłego rządu Jugosławii, włącznie z nowym prezydentem republiki Serbii, Milutinowiciem, za współpracę z Miloszewiciem 

Jak po aresztowaniu Miloszewicia rok wcześniej, decyzja wstrząsnęła jugosłowiańską sceną polityczną, pozostawiając głębszą przepaść między prezydentem Jugosławii Kosztunicą, który był przeciwny ekstradycji, a premierem Serbii Dzindziciem, wg którego konfrontacja z MTK mogłaby doprowadzić do sankcji gospodarczych i międzynarodowej alienacji Jugosławii. Dzindzić potępił Kosztunicę za odmowę współpracy z MTK, nazywając prezydenta Jugosławii „bojaźliwym, zbyt ostrożnym, hipokrytą i nieodpowiedzialnym”, bo obowiązkiem prezydenta jest dbanie o międzynarodowy status państwa, co Kosztunica zaniedbał.

Podobnie serbski minister sprawiedliwości Batić skrytykował Kosztunicę za “błędne komentarze patriotyczne”, wskazując, że kraj jest w stanie najpoważniejszego kryzysu od czasu objęcia władzy przez nowy rząd. Batić zażądał od Kosztunicy, by ten jasno zdecydował, czy chce współpracować z MTK, czy wziąć odpowiedzialność za sankcje. Pod naciskiem z zewnątrz i z wewnętrz kraju Kosztunica poszedł na kompromis, oświadczając 1. kwietnia, że współpraca z MTK musi opierać się na zasadach prawa.

Pozostali trzej napiętnowani decyzją ministra sprawiedliwości Serbii z 31. marca to były wicepremier Sainowić, były minister spraw wewnętrznych Stojiljkowić oraz były głównodowodzący armii Ojdanić. Dzindzić obiecywał  dostarczenie jednego z delikwentów do MTK w ciągu 3 do 4 dni. Mimo to ambasador  USA od spraw „zbrodni wojennych” nie był zadowolony i ostrzegł o przerwaniu pomocy gospodarczej, jeśli czterej oskarżeni nie zostaną dostarczeni do Hagi, a pozostali podejrzewani zbrodniarze wojenni w Jugosławii nie zostaną aresztowani, z Karadziciem i Mladiciem włącznie. Z punktu widzenia polityki USA, Milosewić, Karadzić i  Mladić symbolizują nacjonalizm serbski. Postawić ich przed MTK to uderzyć w dążenie do „Wielkiej Serbii”, o co Zachód oskarża nacjonalistów serbskich, którzy próbują bronić interesów swego narodu wobec agresji ze strony innych narodowości, popieranych przez Zachód i islam.

Nacisk USA na nowy rząd Jugosławii, aby wydał zbrodniarzy wojennych był skierowany przeciw nacjonalistom w tym rządzie. Miał też zaradzić niewygodnej sytuacji, jaką stworzył Miloszewić w Hadze odwracając role oskarżonego i oskarżyciela. Bejing Daily spekulował w kwietniu 2002 r., że wzmożone próby aresztowania i dostarczenia oskarżonych do Hagi wywrą presję psychiczną na Miloszewiciu i dostarczą nowych dowodów przeciw niemu. Stało się jednak inaczej, jak widać z zeznań Markowicia.

Samobójcy

11. kwietnia 2002 r. parlament Jugosławii zatwierdził ustawę zezwalającą na ekstradycję przywódców serbskich do MTK. Jak w przypadku wydania Miloszewicia rok wcześniej, ustawa gwałciła konstytucję i postanowienia sądu konstytucyjnego Jugosławii. Dwa dni potem Wlajko Stojiljkowić, jeden z czwórki przeznaczonych przez Dzindzicia na kozły ofiarne w Hadze, strzelił sobie w głowę na schodach parlamentu w Belgradzie. Zmarł w szpitalu, pozostawiwszy 15-stronicowy list (który wg kolegów zmarły zaczął pisać w czerwcuu 2001 r.) zaczynający się od słów: „Tym czynem ja, członek parlamentu federalnego, protestuję przeciw Koalicji dla Jugosławii, czyli marionetkowemu reżymowi w Serbii i Czarnogórze, z następujących powodów:

-          rozłam Jugosławii z udziałem największego wroga naszego narodu, H. Solany [sekretarz generalny NATO popdczas nalotów],

-          bezwzględne pogwałcenia Konstytucji i praw państwa,

-          prowadzenie polityki zdrady i kapitulacji,

-          utrata dumy narodowej,

-          zniszczenie gospodarki i wpędzenie milionów obywateli w społeczną nędzę.

Za moją śmierć winię i bezpośrednio oskarżam: Zorana Dzindzicia, Wojislawa Kosztunicę, Duszana Mihajlowicia, Wladana Baticia, Miroljuba Labusa, Dragoljuba Mićunowicia, Predraga Bulatowicia, Srdzię Bozowicia i Dragiszę Peszicia.” Dla Kosztunicy samobójstwo było „tragicznym wydarzeniem” stanowiącym „ostrzeżenie dla wspólnoty międzynarodowej, która nieustannie narzuca warunki, wywiera na nas presje i dyktuje zachowanie się.” Stojiljkowić wyraził nadzieję w swym ostatnim liście, że „obywatele-patrioci tego kraju będą wiedzieć, jak pomścić moją śmierć”.

Stojiljkowić, minister spraw wewnętrznych od kwietnia 1997 r. do upadku Miloszewicia w październiku 2000 r., opisał też swoją kadencję: „To były niezwykle trudne czasy […] Zrobiono wszystko z zewnątrz i od wewnątrz, aby obalić państwo i jego politykę, gospodarkę i bezpieczeństwo. Próbowali na siłę zmienić rząd i wkroczyć z wojskiem do Kosowa-Metohji i pozostałej Serbii. Zorganizowali, szkolili i uzbroili terrorystów w kilku ośrodkach w Europie. Siły bezpieczeństwa dzeliły los kraju i narodu, z powodzeniem zwalczając terrorym albański i agresję NATO, a jednocześnie w codziennych działaniach chroniąc życie i własność obywateli, zapobiegając i rozwiązując przestępstwa. [Obecnie] jest wiele razy więcej morderstw i 10 razy więcej porwań niż w ciągu  3,5 lat [mojej kadencji].”

Wg byłego ministra, służby bezpieczeństwa przestrzegały najwyższych standardów prawnych i zawodowych, natomiast propaganda elit koalicji DOS (Demokratska Opozicija Srbije, Serbska Opozycja Demokratyczna), przedstawia je w niekorzystnym świetle: „Ciągłą produkcją nieprawdy i powtarzeniem kłamstw, przekręcaniem faktów, insynuacjami, pogróżkami i prześladowaniami władze DOS mają nadzieję […] zmienić historię. Najbardziej rażącym przykładem kłamstw DOS, ich korupcji i niemoralności jest ciągle powtarzane pomówienie, że za mojej kadencji było 150 tys. policjantów, tak jakby DOS chciał udowodnić istnienie jakiejś dyktatury. Naprawdę było 21 tys. policji, co potwierdził nawet obecny minister. Potem były kłamstwa, rozgłaszane przez Otpor [w innym miejscu Stojiljkowić określa ten ruch jako złożony z ‘recydywistów, narkomanów, chuliganów i niedoszłych studentów’] u nas i za granicą, o rzekomym prześladowaniu 100 tys. ich członków. To jest absolutnie nieprawda. W czasie ich 18-miesięcznej nielegalnej działalności zidentyfikowano i aresztowano tylko 1000 osób za wandalizm, zniszczenie własności, napady na obywateli i policjantów, nielegalne posiadanie broni i poważne zakłócenie porządku publicznego. Tylko 30 osób oskarżono o wykroczenia, a 25 innych o zakłócenie porządku. Potwierdził to [obecny] minister Mihajlowić.”

Wg Stojiljkowicia, podczas działań w Kosowie prawo musiało być przestrzegane: „Przywódcy państwa domagali się, by zgodnie z konstytucją i prawem ministerstwo spraw wewnętrznych podejmowało kroki w celu ochrony życia i własności naszych obywateli (bez względu na przynależność etniczną) oraz bezpieczeństwa państwowego bez względu na to, czy zagrożenie pochodziło od albańskich terrorystów, agresorów NATO, czy indywidualnych przestępców. Zbrodniarze próbujący wykorzystać sytuację wojenną, wielkie zniszczenie oraz ofiary cywilne nalotów NATO i intensywnych ataków terrorystów albańskich byli ścigani z pełnym wykonaniem prawa. W maju 1999 r. ministerstwo spraw wewnętrznych ogłosiło, że 616 osób wszystkich narodowości w Kosowie-Metohii oskarżono o 744 poważne zbrodnie. Zatrzymano 379 z tych osób. Było między nimi 15 funcjonariuszy prawa. Za profesjonalne i odpowiedzialne postawy w wykonywaniu obowiązków nasze służby otrzymały pisemne uznanie od kilku członków misji weryfikacyjnej Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, reprezentantów Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, Wysokiego Komisarza ONZ ds. Uchodźców i kilku zagranicznych dziennikarzy.”

Stojiljkowić scharakteryzował MTK swym liście: „To jest trybunał polityczny, instrument mocarstw zachodnich, przede wszystkim USA, stworzony dla osiągnięcia ich celów geopolitycznych i dla uzasadnienia zbrodni, które popełnili łamiąc prawo międzynarodowe w byłej Jugosławii. Albright i Louise Arbour przygotowały oskarżenia (przeciw Miloszewiciowi i współpracownikom) w drugiej połowie maja 1999 r., kiedy nawet po 2 miesiącach intensywnych nalotów NATO nie potrafiło złamać oporu Jugosłowian, ich armii i policji. Celem oskarżenia było uniewinnienie prawdziwych zbrodniarzy i obwinienie ich ofiar. Ich ambicje sięgają jeszcze dalej – sfałszowanie historii Bałkanów za pomocą procesów przed trybunałem, pomijanie faktów o swoim brudnym zaangażowaniu w krwawych wydarzeniach w Jugosławii […] Rozpowszechniając zmyślone historyjki o Serbach jako narodzie potrzebującym oczyszczenia z winy oraz znajdując tzw. „groby masowe”, władze DOS zyskały poparcie publiczne dla nielegalnych ekstradykcji.”

Stojiljkowić był piątym z kolei Serbem, który popełnił samobójstwo podczas uwięzienia w Hadze lub po wydaniu oskarżenia przez MTK. Pięć lat wcześniej wiceprezydent Serbów bośniackich i badacz Szekspira dr Nikola Koljewić strzelił sobie w głowę. W tym samym czasie co Stojiljkowić, w Madrycie odebrał sobie życie minister zdrowia Jugosławii, Miodrag Kowacz, należący do Socjalistycznej Partii Ludowej Czarnogóry. Wg Reutersa 13.4.2002 znaleziono jego ciało wiszące w łazience hotelu. Nie wiadomo, dlaczego się powiesił. Był znanym chirurgiem i ojcem trojga dzieci. W ostatnim liście Kowacz skarżył się, że „nadmiernie wierzył niektórym ludziom”. Belgradzka gazeta Blic doniosła w dniu jego śmierci, że Kovac został zaatakowany słownie przez rządzącą partię prezydenta Czarnogóry, Milo Dziukanowicia.

Chroniony świadek

W połowie maja 2002 r. zeznania Radomira Tanicia przed MTK były klapą niezamierzoną przez biuro prokuratora „trybunału”, co brytyjski dziennik Daily Telegraph określił jako źle przygotowaną i słabo wykonaną „operę”. Na jak niskim poziomie przebiega natowski proces pokazowy i jak prymitywna jest machina „trybunału” w Hadze, skoro na kluczowego świadka wystawia kogoś, kto nigdy nie piastował oficjalnego stanowiska w rządzie Jugosławii i kto przyznał się do płatnych usług dla obcego wywiadu. 

Duszan Mihajlowić, aktualny minister spraw wewnętrznych Serbii i były przywódca partii, do której należał Tanić, wyraził zdumienie w belgradzkiej gazecie Nacional: „Wiedziałem, że Ratomir był wystarczająco szalony, by zgłosić się i zeznawać, ale nie miałem zielonego pojęcia, że oni [MTK] są tak głupi, aby wziąć go na świadka.” Tanić zeznawał o sprawch znanych tylko najwyższemu kierownictwu państwa i armii, jakby sam był najbliższym współpracownikiem Miloszewicia lub wysokim urzędnikiem państwowym. Na początku przebadania przez prokuratora przedstawił się jako płatny kolaborant wywiadów brytyjskiego, włoskiego i rosyjskiego od 1992 r. Nie był agentem, tylko „współpracował w sprawach analizy”, a potem był pośrednikiem między nimi a rządem Jugosławii.

Wystąpienie Tanicia świadczy o roli służb wywiadowczych w haskim procesie i że niby rozwiązanie problemu kosowskiego było możliwe, ale Miłoszewić nigdy tego nie przyjął, bo zamierzał wyrzucić Albańczyków z Kosowa. Wg Tanicia Miloszewić założył po to strukturę, która omijajała łańcuch dowodzenia armią i policją. Jako źródła tego posądzenia Tanić podał „osoby w przywództwie”, których nayzwiska wymienił po naleganiach przez oskarżonego i sąd: Duszan Mihajlowić, gen. Momczilo Periszić (były głównodowodzący armii), Jowica Staniszić (szef SDB – państwowej służby bezpieczeństwa) oraz oficer SDB BogdanTomasz. Tanić twierdził, że Mihajlowić, Miloszewić i Staniszić upoważnili go jako głównego negocjatora z przywódcami Albańczyków w Kosowie, co pociągnęło za sobą 20 spotkań z Miloszewiciem i do 3 spotkań tygodniowo z SDB.

Przez byłego wiceprezydenta Serbii, Ratko Markowicia, Miloszewić rzekomo nakazał Taniciowi nie nergocjonować serio, chcąc wykorzystać morderstwa Serbów przez Wyzwoleńczą Armię Kosowa do zaostrzenia napięcia, by mieć pretekst do czystek etnicznych. Markowić wystosował oświadczenie dla MTK, że nie spotkał Tanicia i że stanowisko rządu Jugosławii odnośnie Kosowa nie zmieniło się od 1998 r. do czasu rozpoczącia nalotów przez NATO. W czasie przebadania „świadka” okazało się też, że Tanić nigdy nie widział się z szefem SDB Stanisziciem, a 20 spotkań z Miloszewiciem było kilkoma przyjęciami, na których Tanić widział prezydenta jako jeden z tysięcy gości. Równie bezsensowny był zarzut Tanicia, że rząd Jugosławii chciał „trochę bombardowań”, aby móc dalej wyrzucać Albańczyków i osłabić serbską opozycję. Jako dowód przytoczył rzekomą rozmowę z ambasadorami Niemiec i Zjednoczonego Królestwa, w której brał udział, ale nie wiadomo jako kto. Ponadto Tanić twierdził, że wie, kto wydał rozkaz masakry w Raczaku, ale „nie może podać zagranicznego źródła” swoich informacji.

Tanić rzekomo miał dowody wykorzystania „Podkowy”-- planu ćwiczeń na wypadek obcej agresji w Kosowie z poparciem miejscowych Albańczyków -- w czystkach etnicznych, chociaż nie było ani obcej agresji, ani powstania wśród kosowskich Albańczyków. Jak wiadomo, ten „plan” to zachodnia, antyserbska propaganda wypuszczona za pomocą służb specjalnych Węgier. Słowo „Podkowa” miało brzmienie chorwackie w dokumencie serbskim „odkrytym” przez wywiad węgierski.

Zeznania Tanicia przypominają scenariusz: „źli” Serbowie i ich przywódcy, „dobrzy” Albańczycy i NATO. Ci pierwsi są winni, bo nie rozwiązali problemu politycznie i selektywnym użyciem siły, co wg Tanicia było całkiem osiągalne. Ci ostatni są dobrzy, bo nalotami wymusili rozwiązanie dla Kosowa. „Świadek” powiedział nawet, że wysłanie armii Jugosławii w okolice Dziakowicy w celu czystek etnicznych podczas nalotów NATO miało pokazać, że NATO popełniło zbrodnie zabijając wojsko.

Broniący się sam Miloszewić ustalił, że Tanić współpracował z brytyjskimi służbami wywiadowczymi w przygotowaniu oskarżenia MTK przeciw byłemu prezydentowi Jugosławii. W wyniku pytań krzyżowych Miloszewicia Tanić przyznał się, że przygotował zeznania pisemne w obecności co najmniej dwóch agentów wywiadu brytyjskiego. Zamazanie twarzy Tanicia na wideo z sali sądowej świadczy o tym, że „ktoś” zapewnił mu dobre życie poza Jugosławią z nowym nazwiskiem i twarzą.

Wywiady zachodnie nie potrafiły jednak podsunąć Taniciowi prawidłowej informacji. Tanić powiedział w Hadze, że znał szefa telewizji serbskiej Duszana Mijatowicia, „jednego z najbardziej zaufanych współpracowników Miloszewicia”. Oskarżony zwrócił uwagę sędziów na fakt, że w 1993 r. Mijatowić został dyrektorem kampanii wyborczej politycznego przeciwnika Miloszewicia, więc nie mógł być zaufanym Miloszewicia podczas negocjacji kosowskich po 1996 r. Odnośnie gen. Periszicia, na którego powoływał się Tanić, Miloszewić przypomniał o aresztowaniu generała przez władze serbskie w 2001 r. za podejrzewane szpiegostwo dla USA. Więc i to źródło nie jest wiarygodne. Ponadto Tanić sprostował swe zeznanie, że nie słyszał Miloszewicia mówiącego „czystki etniczne”, tylko tak.mówili współpracownicy prezydenta. Następnie sprostował, że od nikogo nie słyszał tych słów, tylko wydedukował je ze sposbu, w jaki mówili.

Partia Novo Demokracija (ND), której kiedyś przewodniczył Duszan Mihajlowić oświadczyła: „Zeznania Radomira Tanicia świadczą o próbie zmontowania historii, w której ND nie miała udziału w sposób przez niego opisany. Nie miał on też przypisywanej sobie ważności [...] Tanić nie mógłby być partnerem Miloszewicia w wykonywaniu jakiegoś planu przywrócenia autonomii prowincji Kosowa.” Wiceprezydent ND Nebojsza Seleskowić zasugerował, że po dużym zadłużeniu Tanić zniknął z Belgradu jesienią 1999 r., a następnie zgodził się zeznawać w Hadze za pieniądze. 

Oczywiście byli współpracownicy Miloszewicia mogli negować rolę Tanicia, by chronić własną skórę. Ale podczas przebadywania okazało się, że wiele z zeznań Tanicia pochodziło z drugiej ręki i nie były spójne. Kilkakrotnie próbował zmienić zeznania lub zwalał winę na niepoprawne tłumaczenie. Dlatego sędzia May powiedział prokuratorowi, że zeznania są „ważne, ale oparte na  źródłach nieznanych bądź tajnych. Kwestią jest wartość tych zeznań i czy w ogóle powinny być dopuszczone.” Sędzia Kwon też zauważył: „Teraz pana wersja jest trochę inna”, gdy Tanić zmienił opis swej roli z głównego negocjatora na „siłę napędową” negocjacji. Inny świadek ze strony oskarżenia, sekretarz Ibrahima Rugowy w l. 1990., Adnan Merowci, powiedział sądowi: „Nigdy nie znałem osobiście pana Tanicia i nie sądzę, że ktoś z nas się z nim spotykał.”

Podczas procesu okazało się, że służby brytyjskie zapłaciły Taniciowi 5 tys. euro w 1999 r. za analizę książki o ofiarach serbskich w Kosowie na użytek MTK. Zadanie rzekomo kosztowało go porwaniem i 2-dniowymi torturami – przyczyna jego nieobecności w Belgradzie: „Porywacze powiedzieli, że byli z grupy, która chciała obalić Miloszewicia, a wszystko, przez co przeszedłem było sprawdzianem moich zdolności przetrwania. Chcieli, abym skontaktował ich z ludźmi z brytyjskiej służby wywiadowczej i żebyśmy współpracowali w obaleniu Miloszewicia.”  

„Jak będzie Tanić żył ze świadomością, że był pierwszym Serbem, ktróry zeznał przeciw Miloszewiciowi i prawdzie, przeciw prawu własnego narodu do obrony obywateli i terytorium przed terroryzmem albańskim i natowskim?” – pytał Freedom Association Bulletin. Krętacz i przestępca w młodości, sprzedajny wobec wrogów narodu, a w Hadze krzywoprzysięzca, Tanić pożyje sobie bez wyrzutów sumienia. Kiedy Miloszewić pokazał dokument sądu serbskiego z 1977 r. o skazaniu Tanicia za rabunek, Tanić najpierw twierdził, że to fałsz i odmówił dyskusji. Po wielu pytaniach sędziów przyznał jednak, że został skazany w 1977 r., ale nie pamięta za co. Tanić również odmówił dyskusji na temat swojego wykształcenia, gdy okazało się, że nie ma stopnia naukowego, który wymienił na karcie przyjęcia do partii. 

Epilog

Po rozpoczęciu „wojny z terrorem” przez USA po atakach 11. września 2001 r., Miloszewić powiedział: „To szczyt hipokryzji, że siedzę w więzieniu za zwalczanie terroryzmu w moim państwie, skoro w 1998 r. zatelefonowałem do prezydenta Clintona z prośbą o usunięcie Osamy ibn Ladena z Kosowa.” Z przyzwoleniem USA ibn Laden dostarczał wojowników, pieniądze i broń na potrzeby WAK. (Patrz rozdział pt. Islam wojujący na Bałkanach) Clinton odmówił. Potem George Bush oskarżył ibn Ladena o ataki na USA 11. września 2001 r. i wytoczył wojnę Afganistanowi, gdzie rzekomo skrył się ibn Laden wśród Al Kaidy. Amerykańskie bomby zabiły tysiące Afgańczyków.

Znany kanadyjski prawnik, Edward L. Greenspan, po paru dniach procesu orzekł publicznie: „Pierwsze dwie minuty procesu Miloszewicia ujawniły mi wszystko, co potrzebowałem wiedzieć. To jest linczowanie. Normalnie linczowania odbywają się na zewnątrz. Tutaj linczowanie wniesiono do środka. Zamiast drzewa i sznura są [przewodniczący sędzia] May i [naczelna prokurator MTK] Del Ponte. Problem z linczowaniem jest taki, że jest procesem fatalnie wadliwym, czy powieszony jest niewinny czy nie. Wynik jest pewny.  Sąd marionetkowy to taki, w którym procedury prawne są w większości pokazem, a akcja “skacze” od oskarżenia do skazania bez sprawiedliwego procesu. Bez względu na to, jak długo proces będzie trwał, jeśli wynik jest przesądzony, to jest to process pokazowy. Oskarżyciele mogą równie dobrze zastrzelić Miloszewicia. Przynajmniej nie splugawiliby procesu.”

Bush jest bohaterem, a Miloszewić siedzi.

Źródła (poza wymienionymi w tekście)

Christopher Black, Letters: Milosevic an 'innocent man' [w:] National Post z 14.3.2002

Edward L. Greenspan, This is a lynching [w:] National Post z 13.3.2002,

www.nationalpost.com/commentary/story.html?f=/stories/20020313/320951.html

Jared Israel i Nico Varkevisser, Milosevic “Trial” Blows Up in Hague Prosecutor’s Face, 27.7.2002, http://emperors-clothes.com/milo/rade.htm

Ian Johnson, The Judge as Prosecutor: Two days at the ‘Trial’ of Slobodan Milosevic. 19.6.2002, International Committee to Defend Slobodan Milosevic, www.icdsm.org/more/days-i.htm 

Raymond K. Kent, The Hague Tribunal, the Clinton Administration and the Serbs [w:] Dialogue (Paris), tom 5, nr 20, grudzień 1996 r., przedruk w http://emperors-clothes.com 

Paul Mitchell, The Milosevic Trial: Key prosecution witness discredited [w:] World Socialist Web Site z 3.7.2002, www.wsws.org/articles/2002/jul2002/icty-j03_prn.shtml

Aleksandar Pavic, Why is America promoting Hague inquisition? [w:] WorldNetDaily z 8.4.2002, www.worldnetdaily.com/news/article.asp?ARTICLE_ID=27138

Huang Qiang, Serbia: Hand Over President for a Dollar? [w:] Beijing Daily z 5.4.2002

Clinton, Other U.S. Officials, Accused of War Crimes against Serbs [w:] Truth in Media z 22.4.2002, www.truthinmedia.org/Bulletins2002/4-2.html

‘Protected Witness’ Tanic – Co-Author In the Writing Of The Indictment [w:] Freedom Association Special Bulletin Nr 5 z 15.5.2002

Transkrypcja z przebadania Markowicia przez  Miloszewicia dnia 26.7.2002, International Criminal Tribunal for Former Yugoslavia, www.un.org/icty/latest/index.htm

What Is My Offense? Exclusive Interview with Slobodan Milosevic [w:] Pravda On-line z 13.8.2002, http://english.pravda.ru/main/2002/08/13/34454.html

Kosta CavoskiThe War Crimes Tribunal vs. Gen. Djordje Djukic, 8.11.2000,  http://emperors-clothes.com/articles/cavoski/c-1.htm

Kosta Cavoski, The Mistreatment of Col. Aleksa Krsmanovic, 13.11.2000, http://emperors-clothes.com/articles/cavoski/c-2.htm

Kosta Cavoski, Illegal Origins, http://emperors-clothes.com/articles/cavoski/c-3.htm
Kosta Cavoski, Learning from the Inquisition, http://emperors-clothes.com/articles/cavoski/c-4.htm

*********************************************************************

Obrona Miloszewicia i prawdy potrzebuje Twojej pomocy

NATO ma milardy miliony dolarów i środki przekazu na rozgłaszanie kłamstw.

Po naszej stronie jest prawda, popierana przez setki milionów osób. Od tych, którzy chcieliby, aby prawda dotarła do ludzi, Międzynarodowy Komitet w Obronie Slobodana Miloszewicia potrzebuje darowizn, małych lub dużych, na akcje prawne, edukacyjne, parlamentarne i inne.

Jak możesz pomóc:

biuro w Holandii: +31 20 615 1122

biuro w USA: +1 617 916 1705

https://www.paypal.com/xclick/business=icdsm%40aol.com

PayPal przyjmuje karty VISA i MasterCard

ICDSM

831 Beacon St., #295

Newton Centre, MA 02459 (USA)

Dzięki!

International Committee in Defense of Slobodan Milosevic (ICDSM)

http://www.icdsm.org

 

Dodatek

Przemówienie Miloszewicia w Hadze 30.1.2002 r.

Prezydent Miloszewić:

Trzy kłamstwa razem wzięte nie stanowią prawdy, tylko większe kłamstwo!  Wszystkie trzy oskarżenia0 mają wspólny wątek – że użyję wyrażenia słyszanego tutaj – to jest trwającą wciąż zbrodnię przeciw Jugosławii i przeciw mojemu narodowi. To co tu się dzieje jest oczywistym ogromnym nadużyciem władzy celem spreparowania oszustwa historycznego, w którym ci, co opowiadali się za zachowaniem Jugosławii mają być obciążeni jej zniszczeniem, ci co bronili kraju mają być oskarżeni o zbrodnie, natomiast ci, którzy orędowali i dokonali secesji, popierając separatyzm i terroryzm mają być uniewinnieni – ponieważ stały za nimi siły, które chciały zapanować nad Bałkanami, aby móc wykorzystać tą strategiczną pozycję do wprowadzenia swojej władzy gdzie indziej.

Słyszeliśmy, że mówiliście Państwo1 o trzech powiązanych zdarzeniach. Dlaczego autorzy tego tzw. planu, o którym mówią z taką pewnością siebie, zdołali poczynić zarzuty pod adresem Bośni i Chorwacji dopiero po 10 latach? Ponadto te pretensje są absurdalne i bezsensowne, głównie dlatego, że cała polityka Serbów, Serbii i moja osobiście odnośnie Chorwacji i Bośni koncentrowała się na pokoju, a nie na wojnie. Użyliśmy wszystkich naszych wpływów, by osiągnąć pokój jak najszybciej.

Na samym początku konfliktu w Chorwacji orędowaliśmy rozwiązanie polityczne. Na podstawie tej propozycji ONZ założyło strefy chronione i sytuacja od razu się uspokoiła. 24 marca 1992 r. nieżyjący już przywódca chorwacki, Tudźman, przemówił do swego narodu z Placu Bana Jelaczicia [w Zagrzebiu], mówiąc dosłownie: „Nie byłoby wojny, gdyby Chorwacja jej nie chciała, ale sądziliśmy, że to był jedyny sposób na uzyskanie niepodległości.” Na pewno nie byłoby wojny, gdyby Chorwacja jej nie chciała. Poza tym Serbia nigdy nie brała udziału w tej wojnie. To był konflikt wewnętrzny.

Dlaczego Chorwacja chciała wojny? Na pewno nie po to, żeby naród Chorwacji wykorzystał swe prawo do samostanowienia i secesji (np. Macedonia powołała się na to prawo i odłączyła się od Jugosławii), ale w celu wypędzenia pół miliona Serbów z Chorwacji – z serbskiej Krajiny – którzy od wieków tam żyli na własnej ziemi, a nie jako okupanci.

Chorwacka konstytucja mówiła, że jest to kraj Chorwatów, Serbów i innych zamieszkujących tam narodowości, aż do czasu ustanowienia reżimu chorwackiego, który chciał wojny i przyznał to publicznie. Konstytucję zmieniono. Serbowie stracili prawa i status współistnienia w Chorwacji, więc wszczęli bunt. W tym czasie nawet niewielu w Serbii wiedziało, że Serbowie mieszkali w jakiejś części Chorwacji.

Mówicie Państwo o planie, wg którego, z poparciem Niemiec, Chorwacja została przedwcześnie uznana pod koniec 1991 r., bez czekania na rozwiązanie polityczne. To zapoczątkowało konfllikt, do którego Serbia – powtarzam – przyczyniła się tylko niezwłocznym szukaniem rozwiązania pokojowego. Nawet rząd Chorwacji nigdy nie oskarżył nas o ten konflikt, a dziś słyszę tutaj, że mieliśmy jakiś plan na ten temat?

Faktycznie był plan – jasny plan skierowany przeciw państwu, które, powiedziałbym, w tym czasie było modelem dla europejskiego federalizmu. Tym państwem była Jugosławia, w której wiele narodów żyło z powodzeniem w federacji, na równych prawach, z możliwością pomyślności i rozwoju, pokazując całemu światu, że współistnienie jest możliwe.

Cały czas walczyliśmy o Jugosławię, o zachowanie Jugosławii. Przecież wszystkie fakty dowodzą, że to, co mówię jest prawdą. Tylko obecna Republika Federalna Jugosławii zachowała pierwotny skład narodowościowy. Nie było żadnego wyrzucania ludzi od początku do końca kryzysu jugosłowiańskiego. Wszystkie inne republiki zmieniły skład etniczny. Pół miliona Serbów wyrzucono z Chorwacji i wszyscy wiemy, co stało się w Bośni, nie wspominając innych części Jugosławii.

Dlatego twierdzę, że to jest proces w złej intencji i absolutnie wrogi; proces wytoczony w celu usprawiedliwienia zbrodni przeciw mojemu krajowi; proces wykorzystujący ten sąd jako broń przeciw mojemu krajowi i narodowi.

Proszę popatrzeć na Bośnię-Hercegowinę. Próbowaliśmy zapewnić tam pokój od samego początku. Co stało się z Planem Cutillero, który wszyscy poparli? Muzułmański rząd w Bośni odrzucił go za namową ambasadora USA i konflikt rozpoczął się. Jak można oskarżać Serbię o cokolwiek w Bośni, skoro dobrze wiadomo, że w próbach wykorzystania naszych wpływów dla zapewnienia pokoju nie tylko poparliśmy wszystkie propozycje pokojowe, ale też próbowaliśmy pomóc je wdrożyć? W 1993 r. w Atenach było spotkanie, na którym podpisano Plan Vance’a-Owena. Wszyscy go podpisali. Pojechałem do Pale z [greckim premierem ] Mitsotakisem i byłym prezydentem Jugosławii, Dobricza Cosiciem i byliśmy za przyjęciem tego planu. Niestety, został odrzucony 3. lub 5. maja 1993 r. – nie pamiętam dokładnie. Nawet wtedy zainicjowaliśmy blokadę Republiki Serbskiej [w Bośni-Hercegowinie], aby wymusić przyjęcie planu. Taka była rola Serbii – dążyć do osiągnięcia pokoju. Ciągle podkreślaliśmy, że jedyną receptą na zaprowadzenie pokoju w Bośni była równomierna obrona interesów wszystkich trzech narodów Bośni-Hercegowiny: Serbów, Muzułmanów i Chorwatów. Układ w Dayton zakończył się powodzeniem, bo taka recepta została przyjęta – interesy narodowościowe wszystkich trzech grup były chronione w równym stopniu.

Teraz słyszę, że na spotkaniu w Dayton miano dyskutować o Kosowie. To niedorzeczność. Rozmowy w Dayton zorganizowano po to, by zaprowadzić pokój w Bośni-Hercegowinie i nikomu nawet nie przyszło do głowy poruszać temat Kosowa. To była wewnętrzna sprawa Serbii i nikomu się nawet nie śniło, że ktoś spróbowałby umiędzynarodowić tę kwestię. 

W żaden sposób nie można łączyć Serbii lub polityki serbskiej z żadnym rodzajem zbrodni. Szczególnie nie można prawnie czynić roszczeń 10 lat po fakcie do czegoś, czego nikt kiedykolwiek nie zarzucał nam nawet wtedy. Zyskaliśmy jedynie szacunek i uznanie za ogromne wysiłki Serbii i polityki serbskiej, poczynione dla osiągnięcia pokoju.

A propos Bośni, czy wiecie Państwo, że 70 tys. uchodźców muzułmańskich szukało w Serbii schronienia podczas konfliktu w Bośni? Czy myślicie Państwo, że ktoś uciekałby ze swego domu na te właśnie ziemie, z których przyszło zagrożenie? Ile osób uchroniliśmy od śmierci, ilu z Państwa zakładników wyratowaliśmy z Bośni – od żołnierzy ONZ, niosących pokój po pilotów – i na ile układów pokojowych nalegaliśmy i umożliwiliśmy je? W końcu najbardziej przyczyniliśmy się do powodzenia rozmów w Dayton i wynikłego pokoju.

To był pokój całkowity, zupełne rozluźnienie napięć i wtedy... Opowiem Państwu, jak zaczęło się w Kosowie. Z powodu istnienia planu opanowania Bałkanów, terytorium byłej Jugosławii, zrobiono wysiłki destabilizacji Kosowa dokładnie wtedy, gdy wydawało się, że wszystko się rozwiąże w sposób pokojowy.

W listopadzie 1997 r. na Krecie odbyło się spotkanie na szczycie wszystkich głów państw i rządów Europy południowowschodniej. Z własnej inicjatywy dyskutowaliśmy wtedy o wyeliminowaniu przeszkód i taryf, integracji w ramach Europy południowowschodniej oraz o polepszeniu naszej wzajemnej współpracy. Przeprowadziłem bezpośrednią rozmowę z premierem Albanii, Fatosem Nano. Rozmawialiśmy o normalizacji naszych stosunków, wyeliminowaniu wiz i taryf, rozwoju transportu i więzów handlowych i tak dalej. Fatos Nano i ja stanęliśmy przed kamerami telewizji i wtedy on powiedział, po dyskusji o współpracy i polepszeniu stosunków wzajemnych, że Kosowo to wewętrzna sprawa Serbii.

To była obietnica pokoju, pokojowego rozwiązania tych wszystkich problemów.

Ale jednocześnie był to alarm dla tych wszystkich mocarstw, które w dalszym ciągu działały przestępczo przeciw mojemu krajowi, próbując wytrącić Jugosławię z równowagi i interweniować, tak jak interweniowały. Miesiąc czy dwa później otrzymaliśmy list od [ministrów spraw zagranicznych] Kinkela [Niemcy] i Vedrine’a [Francja], wyrażający obawy o sytuację w Kosowie. Przez 10 lat od czasu, kiedy wg Państwa Serbia „przejęła władzę” nad swoim własnym terytorium, nie było żadnych morderstw, wygnań, plądrowania, podpaleń ani aresztowań w Kosowie. Nie mieliśmy w Jugosławii ani jednego więźnia politycznego – ani jednego! Kosowo miało 20 gazet i innych wydawnictw w języku albańskim, które można było kupić na każdym rogu. Ani jedno wydanie, ani jeden egzemplarz nie był  kiedykolwiek zabroniony. Albańskie partie polityczne, nawet separatystów, działały bez przeszkód. Ktoś na tej sali powiedział, że je tolerowaliśmy. Nieprawda, nasz pogląd był taki, że wszystko musi być dozwolone – oprócz przemocy.

Wtedy mocarstwa winne zniszczenia i okupacji Jugosławii zebrały kryminalistów w całej Europie Zachodniej i posłały ich do Kosowa, aby założyli organizację terrorystyczną. Zaczęli ataki terrorystyczne wiosną 1998 r. Zostali wtedy zgnieceni. Jesienią 1998 r. byli całkowicie pokonani, oddając całymi ciężarówkami przemyconą broń.

W 1998 r. zabijali przeważnie Albańczyków. Nie dysponuję dokładnymi liczbami, bo nie wiedziałem, że będę miał szansę dziś mówić. Zostałem powiadomiony o dzisiejszym wystąpieniu dopiero wczoraj i nie wiedziałem, jaki będzie temat. Więc nie mam wszystkich szczegółowych danych, ale powiem Sądowi, co mam. Dwa i pół raza...

Claude Jorda: Panie Miloszewić, proszę pozwolić...

Prezydent Miloszewić:

... więcej Albańczyków niż Serbów zabili terroryści w 1998 r. Zabijali policjantów albańskich, listonoszy, leśniczych, nawet rencistów – tylko dlatego, że otrzymywali emeryturę od państwa. Próbowali wzbudzać terror w sercach Albańczyków, a także zabijać Serbów. Chroniliśmy naszych obywateli – zarówno Serbów, jak i Albańczyków – od terroryzmu i skończyliśmy tę akcję jesienią 1998 r. Wtedy [wysłannik USA] Holbrooke przyjechał z żądaniem założenia Misji Weryfikacyjnej w celu stworzenia ptetekstu ataku na Jugosławię.2

Pozwólcie Państwo, że powiem....

Claude Jorda:

Panie Miloszewić, proszę mi pozwolić zabrać tylko minutę. Bardzo proszę. Tylko jedną minutę. Nie odbiorę Panu Pańskiego limitu czasowego, na pewno dam go Panu. Nawet ten Trybunał Międzynarodowy, którego legalność Pan kwestionuje, daje Panu możliwość pełnego wyrażenia swojej racji. Przede wszystkim wydaje mi się, że jest Pan gotów stanąć w procesie nawet dziś, jak się wydaje. To się liczy Panu na plus. Jest Pan gotów. Ale muszę powrócić do... Proszę nie stracić z oczu kwestii, na temat której dziś dyskutujemy. Nie jesteśmy Izbą, która przeprowadzi Pana proces. Dobrze rozumiemy, że Pańska myśl przewodnia jest wręcz przeciwna – że proces stanowi gnębienie Pana kraju. Słyszeliśmy to i rozumiemy.

Byłoby dobrze dla Pana, Panie Miloszewić, gdyby nie oszukiwał Pan siebie odnośnie Izby, która będzie Pana sądzić. Ma Pan wydzielone tyle samo czasu, co prokurator. Jako przewodniczący tej Izby gwarantuję to. Proszę więc nie stracić z oczu tematu dyskusji.

Ma Pan tezę, którą próbuje Pan obronić i ma Pan do tego prawo – i będzie miał Pan prawo. Muszę jednak przypomnieć Panu, że ta Izba Apelacyjna stoi w obliczu ważnego pytania proceduralnego. Może ono nie być ważne dla Pana,ale jest dla nas, ponieważ próbujemy chronić normy sprawiedliwej i rzetelnej procedury. Chcielibyśmy wiedzieć, czy życzy Pan sobie, aby Pana proces za Kosowo odbył się oddzielnie od procesu za Bośnię i Chorwację, czy może wolałby Pan, by były połączone w jeden. Rozumiem, że mógłby Pan odpowiedzieć na to pytanie okrężnie. Oczywiście pozwolę Panu przemawiać. Jest Pan oskarżonym o dobrym zdrowiu umysłu i jasności myślenia. Dlatego proszę, by Pan spróbował i odpowiedział na to pytanie. Z góry dziękuję. Oddaję Panu znowu głos.

Prezydent Miloszewić:

Przede wszystkim to jest jedyny raz, kiedy mi nie przerwano, pierwszy raz, kiedy mogę coś powiedzieć i wykorzystam każdą sposobnośc, by zwrócić się do publiczności, mówiąc o zbrodni popełnianej przeciw mojemu krajowi. Nie robię tego z powodu procedury, bo procedura mnie nie interesuje, tylko żeby odperzeć ataki na mój kraj i naród oraz bieżące zbrodnie przeciw nim. Chciałbym, aby publiczność wiedziała, że po agresji...

Claude Jorda:

Proszę poczekać, Panie Miloszewić. Rozumie Pan, że ma Pan dużo czasu do dyspozycji, ale więcej będzie, kiedy zacznie się proces. To oczywiście nie jest tematem dzisiejszej debaty. Ma Pan prawo kontynuować. Ale przemawia Pan do ludzi poza tą salą sądową, Panie Miloszewić. Muszę powiedzieć Panu, że będzie miał Pan prawo przemawiać do publiczności. Wspólnota międzynarodowa stworzyła tę rozprawę i na pewno zależy mi, aby wszystkie reguły stosowne do powództwa, do Pana i do cywilizacji były przestrzegane. Dzisiejsza debata dotyczy sposobu prowadzenia sprawy przed inną Izbą. Nie zamierzam Panu przerywać i odejmę czas, który zabrałem przerywając. Proszę kontynuować.

Prezydent Miloszewić:

Chcę podkreślić, że kontynuowano zbrodnię przeciw mojemu krajowi. Najaktualniejsze morderstwo Serba w Kosowie, o którym słyszałem, miało miejsce w Boże Narodzenie bieżącego roku3. Około 350 tys. osób zostało wypędzonych z Kosowa pod auspicjami ONZ, podczas gdy albańskie działania terrorystyczne miały ochronę ONZ. Od czasu wejścia tzw. sił pokojowych ONZ zgodnie z Rezolucją 1244 Rady Bezpieczeństwa, by gwarantować bezpieczeństwo osób i mienia każdego mieszkańca Kosowa, terroryści albańscy wypędzili 350 tys. ludzi i spalili dziesiątki tysięcy domów. Niekiedy palili 50, 60, wszystkie domy Serbów we wsiach na oczach wojsk [pokojowych ONZ]. To są w rzeczywistości wojska okupacyjne, które weszły [do Kosowa] pod sztandarem ONZ tylko po to, by przez noc przekształcić się w okupantów i sprzymierzeńców terrorystów, którzy zabili, okaleczyli i zarżnęli aż tylu i spalili tak dużo oraz w dalszym ciągu to robią nawet dziś. A [siły pokojowe ONZ] mówią, że nie wiedziały o tym.

Czy ktoś uwierzy, że wojska pokojowe nie wiedziały, iż podpalono tam dziesiątki tysięcy domów? Czy można uszkodzić i zniszczyć... od momentu przybycia wojsk ONZ zniszczono 107 Serbskich kościołów. Czy ktoś może zniszczyć całą cerwkiew i spalić ją bez zwrócenia uwagi wojsk ONZ? To jest „łączne działanie przestępcze” – sił, które popełniły zbrodnie przeciw Jugosławii razem z mafią narkotykową i albańskimi terrorystami w Kosowie nie tylko przeciw Serbom, ale wszystkim innym nie-Albańczykom, nawet katolikom albańskim. Nawet Albańczykom, którzy w jakikolwiek sposób – np. pobierając renty – pokazali jakąś lojalność Republice Serbii, swojemu państwu.

To co się tam dzieje jest praktycznie odrodzeniem polityki prowadzonej przez Hitlera i Mussoliniego. To mówienie o „Wielkiej Serbii”4, ta domniemana idea, która w rzeczywistości nigdy nie istniała, a jest poruszana tylko po to, by zamaskować tworzenie „Wielkiej Albanii” – dokładnie takiej samej, jaką stworzyli Hitler i Mussolini podczas II wojny światowej. Popatrzcie na nią wtedy i popatrzcie, do czego się dąży obecnie, co chcą odebrać Serbii, Czarnogórze i Macedonii – jutro może północnej Grecji, gdy stosunki grecko-tureckie ulegną napięciu pod wpływem  rozkazu od wspólnego władcy.

To jest oczywista zbrodnia, a wątek przebiegający przez nią jest zbrodnią przeciw Jugosławii. Chcę podkreślić, że fałszowanie faktów historycznych nie jest jednak łatwe. Nie jest łatwe nawet wtedy, gdy te fakty są tylko znane wybranej grupie ludzi, a wprost niemożliwe, gdy miliony, całe narody znają prawdę. Z całym należnym szacunkiem, prawdziwymi sędziami w tym procesie  nie            jesteście Państwo Wy, którzy macie na sobie togi sędziowskie – chcą nimi być ci, którzy zdecydowali mordować dzieci w moim kraju, zainicjowali agresję NATO i zrzucili 25 tys. ton bomb w ciągu 78 dni, mordując w większości starców, dzieci i kobiety. To jest rola, jaką by chcieli grać, ale nie będą mogli być sędziami.

Prawdziwymi sędziami tutaj są ludzie – nie tylko Jugosłowianie, ale ludzie ze wszystkich państw, którym droga jest wolność i równość. Nie na darmo mamy powiedzenie, że sąd ludzi jest sądem Boga. Wszystkich nas oczekuje ten osąd, nie tylko mnie – z którego próbuje się tu zrobić zbrodniarza, chociaż zasługuję  zamiast tego na uznanie – ale też Państwo i pracodawców Państwa, szczególnie tych, którzy popełnili zbrodnie przeciw mojemu krajowi.

Skoro chcielibyście, abym zażądał coś od Państwa, mam takie żądanie: wypuście mnie. Żądam, byście mnie uwolnili, bo Państwo i cały świat powinniście wiedzieć już, że nie ucieknę przed walką o mój naród i kraj. Nie mam zamiaru uciekać. Więzienie mnie tu w haniebnych warunkach po to, żeby zabrać mi równość w wyrażaniu moich argumentów, nie służy honorowi tej instytucji, nawet jeśli byłaby legalna, a wiecie Państwo bardzo dobrze, że nie jest.

Bo gdybyście nie wiedzieli – a nie mam na myśli Państwa w szczególności, tylko tą instytucję – wtedy przyjęlibyście prośbę [do Sędziego] od bezinteresownych doradców [łac. amici curiae] o zasięgnięcie opinii doradczej od Sądu Międzynarodowego w sprawie legalności tego tu trybunału. Nie zasięgnęliście jej, bo wynik byłby przesądzony.

Podsumowując stwierdzam, że takiego kryminalnego podejścia i prób przedstawienia ofiary jako sprawcy - tak w stosunku do mojego kraju, narodu, jak i mnie samego – nie zanotowano jeszcze w historii. Tak myśląc uważam za logiczne i sprawiedliwe uwolnić mnie natychmiast. Nie ucieknę i jestem gotów dołączyć się do każdej z tutejszych debat, ponieważ to jest ta bitwa, której z pewnością nie mam obowiązku podejmować.

‘’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’’

Przypisy tłumacza:

0            Oskarżenia o zbrodnie w Chorwacji, Bośni i Kosowie.

1            Miloszewić chyba celowo nie używa słowa „Sąd”, bo nie uznaje trybunału za legalny.

2          Parę miesięcy później szef Misji Weryfikacyjnej w Kosowie, Amerykanin William Walker, upozorował 15.1.1999 r. wspólnie z Wyzwoleńczą Armią Kosowa „masakrę” w Raczaku, która miała wyglądać, jak czyn sił serbskich. „Masakra” przekonała państwa NATO do poparcia nalotów na Jugosławię.

3            Prawosławni Serbowie obchodzą Boże Narodzenie w styczniu.

4          Zarzut NATO pod adresem Serbów.

(tłumaczył © Piotr Bein)